niedziela, 25 czerwca 2017

Z pamiętnika przyszłej żony

A więc tak wygląda dorosłe życie. Natłok obowiązków, ciężar podejmowanych decyzji, brak czasu. Lawiruję między pracą a domem, nocą a dniem, obowiązkami a przyjemnością. Czasem jedno z drugim mi się myli i w domu pracuję, a w pracy odpoczywam... W dzień śpię, a nocą zarabiam pieniądze. Boże, jak to brzmi... NOCĄ ZARABIAM PIENIĄDZE.

Nie miałam ostatnio weny, bo coś co do tej pory sprawiało mi przyjemność, teraz jest dla mnie bezsensowne i jałowe. Otworzyłam się na inną perspektywę, choć niekoniecznie wyszło mi to na dobre. Z resztą... Mówi się, że wszystkie doświadczenia w życiu są potrzebne, kształtują charakter, uczą pokory...



Do ślubu niewiele dni. W tych przyziemnych sprawach jak suknia, fryzura, dekoracja czy menu weselne wszystko idzie do przodu. Z lepszym bądź gorszym skutkiem, ale do przodu. W każdym razie staram się skupiać na tych pozytywnych akcentach, a tak w ogóle to staram się rozluźnić. Moje idylliczne spojrzenie na ślub i wesele zostało zawężone przez życiowe, normalne czynniki takie jak zasoby finansowe, mentalność gości weselnych, kompetencje usługodawców, czy po prostu zdrowy rozsądek. Ale wiecie co? I tak wierzę, że będzie pięknie :)

Porządkuję chaos, prostuję ścieżki, oddycham.