sobota, 5 grudnia 2015

Dzyń, dzyń, dzyń

Grudzień to dla mnie magiczny miesiac, na który czekałam cały rok. Kocham wszystko co z nim związane - świąteczną aurę, zimniejszy, mroźniejszy klimat, adwent, sylwestra. Uwielbiam to, że już od trzech lat wracam do Polski i doceniam każdą najmniejszą chwilę z bliskimi przy herbacie i ciastku. Z wiekiem po prostu zaczęłam świadomie je doceniać. Wszystkie malutkie rzeczy, gesty, prezenty, chwile, sekundy, minuty i godziny.



I nie wiem jak Wy, ale ja świąteczny klimat czuję już całą sobą. Lista wyjazdowa na święta już zrobiona, prezenty dla bliskich po części kupione czekają na spokowanie, karmelowe machiatto ze Starbucksa wypite, poduszka z reniferem na łóżku ułożona, ściereczka z choinką zwisa sobie spokojnie z drzwiczek od piekarnika, a w moim notesie ukazały się już pierwsze paski świątecznej taśmy, którą ozdabiam swój kalendarz w ten świąteczny miesiąc. Poza tym - wczoraj obejrzeliśmy Kevina samego w domu, a zaraz odpalamy nowojorską wersję tego filmowego hitu :) W przerwach między zajęciami domowymi czy zawodowymi puszczamy już na cały regulator piosenki świąteczne, nie myślimy o tym czy to jeszcze za wcześnie - w końcu już jutro są Mikołajki! :) A więc już można! :)



Przy okazji tej luźnej notki, którą poświęcam na opisanie tego co akurat kumuluje się w mojej głowie chcę wspomnieć o rekolekcjach duchowych. Święta to przecież czas pokoju i miłości, nie toczmy więc wojen między sobą. Pamiętajcie, że każde słowo, które piszecie w internecie nie jest słowem pisanym od robota do robota. To słowa, które czasem mogą zaboleć, spowodować, że ktoś inny poczuje się źle, smutno i beznadziejnie. Nie róbcie więc przykrości innym i nie piszcie wszystkiego co myślicie - przecież w realnym świecie nie wytykacie tylko ludziom wad i błędów. A może się mylę? 

I warto też pamiętać o drugiej stronie medalu - słowo może czasami dodać drugiej osobie trochę otuchy, zrozumienia, miłości. Nie bójcie się więc napisać, że ktoś ślicznie wyszedł na zdjęciu, odezwać się na facebookowym czacie do starej koleżanki, czy przyzać, że wzruszyliście się po tym co ktoś np. napisał na blogu, czy nagrał na youtubie. Wiem, że teraz ludzie wstydzą się okazywać uczucia pozytywne, dużo łatwiej przychodzi nam narzekanie i pisanie o tym jak to beznadziejnie mamy w życiu. Generalnie panuje moda na hejt - ludzie czytając artykuł, notkę na bloga, oglądając filmik, czy przeglądając zdjęcia na facebooku szukają błędów innych. Ba, odnajduję satysfakcję, gdy napiszą coś niemiłego (choć może i prawdziwego) do innych. Błagam, nie idźcie tą drogą i nie róbcie tego. 



Zamiast doszukiwać się wad i błędów innych, porównywać swoje życie do życia kogoś innego, odnajdźcie coś fajnego, miłego, pięknego w innych i na tym się skupcie. Nie rańcie innych, nawet jeśli wydaje wam się, że nie piszecie nic złego, tylko samą prawdę. 

A jeszcze nawiązując do rekolekcji adwentowych to zapraszam Was serdecznie na #jeszcze5minutek - poranne rekolekcje prowadzone przez ojca Szustaka. W tym roku są na luzie, bez spiny, a jednak trafiają w serce i każdego dnia skupiają się na różnych ważnych aspektach naszego duchowego życia. 
________________________
A teraz już kończę, by skupić się na totalnie nieduchowym aspekcie, a mianowicie na przygodach Kevina samego w Nowym Yorku! :D 

środa, 2 grudnia 2015

Projekt denko po raz pierwszy.

Z projektem denko zapoznałam się,  kiedy to zaczęłam dość regularnie oglądać vlogerki youtubowe prawiące o kosmetykach, ubraniach i życiu codziennym. Jednak nigdy szczególnie nie dbałam o swoje kosmetyki. Tzn. kupowałam różne, najczęściej to co akurat pod wpływem impulsu przyszło mi do głowy, nie bardzo zwracając uwagę na to, że tego typu kosmetyk to już w mojej kosmetyczce 3-cia czy 4-ta sztuka. I tym sposobem miałam na raz po 4-5 tuszy, z których używałam tylko jednego, ale resztę trzymałam, bo jeszcze może się przyda, bo coś tam jeszcze jest.... Taaa...

Podpatrzony projekt denko otworzył mi oczy. Stałam się bardziej świadomą tego co mam. Zrobiłam sobie mały inwentarz, pospisywałam pozycje które posiadam, za ile kupiłam oraz kiedy i tak to zaczęłam śledzić żywotność moich kosmetyków, ich działanie, potrzebność i cenę. Teraz w moich kosmetykach panuje ład - nie kupuję co chwila kosmetyków, bo wiem, że poprzednich nie zużyłam i kupowanie kolejnego jest bezcelowe. Moja postawa nawet trochę o minimalizm zakrawa ;)

To był wstęp. A teraz przejdźmy do sedna, czyli do kosmetyków.


Legenda do tego obrazka jest bardzo prosta:
  •  zielone - kosmetyki, które z chęcią kupię ponownie, są super, mam już ich n-te opakowanie. 
  • pomarańczowe - nie wiem czy kupię je ponownie, nie było tragedii, są ok. 
  • czerwone - z pewnością już ich nie kupię, nie lubię, nie sprawdziły się, do niczego
I jako, że nad tymi na czerwono i pomarańczowo nie ma co się rozwodzić, od razu przejdę do omówienia tych, które polecam serdecznie spróbować.

1. Żel oczyszczająco-rewitalizujący, 200 ml, Garnier
Jak dla mnie najlepszy sprawdzony środek do mycia twarzy. Pięknie pachnie grejpfrutem, ładnie się pieni, jest wydajny. Dodatkowo wygodna pompka, ułatwiająca dozowanie. Skóra po myciu jest przyjemnie oczyszczona, nie ma efektu ściągnięcia, jest za to efekt świeżości i czystości. Koszt to około 3 funty, czyli ok. 18 zł. Aha, butelka wystarczyła mi na 9 miesięcy.  

2. Woda micelarna, 400 ml, Garnier
Mój ulubiony środek do zmywania makijażu. Proces zmywania jest szybki i przyjemny. Można używać zarówno do twarzy, jak i oczu - nie powoduje pieczenia. Prawie bezzapachowy, również wydajny.  Kosztuje koło 5 funtów, ale na częstych promocjach można go dorwać za 3 funty. Mi wystarczył na 9 miesięcy.

3. Mleczko pod prysznic, 250 ml, Palmolive
Wspaniałe mleczko pod prysznic na chłodniejsze dni. Pięknie, delikatnie pachnie, konsystencja jest gęsta, dobrze się pieni i myje. Używanie czegoś takiego pod prysznicem to czysta przyjemność. Ale niestety, produkt nie jest zbyt wydajny. Nie jestem pewna, ale wydaje mi się, że posłużył mi na miesiąc, może dwa. Ale za to ma niską cenę - tylko jednego funta. 

4. Szampon do włosów średnich i długich, z ekstraktem z oliwy z oliwek, 350 ml, Palmolive.
Kolejny, genialny produkt firmy Palmolive. To już chyba nasza piąta czy szósta butelka. Mówię nasza, bo tego szamponu używa również mój narzeczony - tylko ten szampon (spośród przez niego testowanych) nie podrażnia mu skóry głowy, nie powoduje łupieżu itp. Ja z kolei mogę dodać, że nie obciąża włosów, nie przetłuszcza, nie plącze. Włosy są czyste, lśniące, pachnące. Kosztuje tylko 1 funta i jest wydajny, bo jest dość gęsty. 

9. Pasta do zębów, 75 ml, Oral-B.
Można powiedzieć, że pasta jak pasta - ma myć zęby, ewentualnie chronić dziąsła czy wybielać szkliwo. Ale polecam tą pastę, bo ma piękny zapach. Nie wiem jak go opisać, bo miętowy to kojarzy mi się z zielonymi seriami past do zębów, a tego zapachu nienawidzę (tak samo jak zielonych gum do żucia). Może tak, że ma taki artktyczny, mroźny smak. :) Ceny i wydajności nie powiem, bo nie pamiętam, Po prostu. 

13. Antyperspirant w kulce, Pearl & Beauty, 50 ml, Nivea
Moje n-te opakowanie. Uwielbiam ten produkt za działanie, zapach i cenę. Nie ma dla mnie lepszego na rynku. Jest tania i wydajna - za funta można używać ją przez 8-9 miesięcy. 

15. Płatki kosmetyczne, próbka - 30 szt, Carea
Świetne! Nie rozdwajają się, nie strzępią tylko są takie właśnie zbite, prążkowane. To bezpłatna próbka, którą dostałam kiedyś od mamy Karola, więc nie wiem ile kosztuje pełna wersja. Wydajność natomiast zależy od tego iloma płatkami zmywacie makijaż. Ale tak na 2 - 4 tygodnie wystarczyły. 

17. Tusz do rzęs - Lash Accelerator Endless, 10 ml, Rimmel
Genialny tusz, który wyczesuje każdą rzęsę. Napewno wydłuża, ale raczej nie pogrubia, może minimalnie. Więc daje taki efekt naturalnych, długich rzęs, bez sklejania. Nie osypuje się, ładny czarny kolor. Kosztował 5 funtów w Wilkinsonie na promocji i wystarczył mi na pół roku. 

22. Maseczka oczyszczająca, zielona glinka, 8 g, Marion Spa.
Maseczka, którą przywiozłam sobie z Polski i która zmienia moje nastawienie do maseczek. Lubię czasem nałożyć na twarz jakąś maseczkę, żeby poczuć się piękniej, ale tak naprawdę te maseczki niewiele robią, albo i nic. Tą natomiast naprawdę czułam na skórze. Generalnie to w opakowaniu jest tylko proszek, który trzeba wymieszać z wodą. Skład jest jednoelementowy i zawiera tylko i wyłącznie zieloną glinkę, nic więcej. Moja cera po tej maseczce była oczyszczona, ale też taka świeża, wypoczęta. Niesamowite uczucie. Kosztowała koło 2óch złotych i jest jednorazowego użytku. 


Jestem ciekawa czy Wy mieliście coś z tego, co pokazałam. Jeśli tak, wyraźcie swoje zdanie w komentarzu. Z chęcią poczytam również o Waszych ulubionych kremach do twarzy, bo mój już się kończy i teraz chciałabym coś innego (Moja twarz jest raczej tłustą, ewentualnie mieszaną, skłonną do wyprysków, trądziku)

niedziela, 29 listopada 2015

List do świętego Mikołaja

Drogi święty Mikołaju!

To ja, Kasia. Ta sama Kasia, która ostatnio "pisała" do Ciebie jakieś 15-16 lat temu. Wtedy to malowałam Ci na bloku rysunkowym zabawki, które chciałam dostać pod poduszką. Bo do mnie do domu zawsze przychodziłeś szóstegoo grudnia, wieczorem, kiedy kładłam się spać i chowałeś mi całe reklamówki zabawek i słodyczy pod poduszką. To tak było widać! Ale chyba o to Ci chodziło, bo przecież małe dzieci mogą nie zauważyć małego wybrzuszenia, więc prezenty od Ciebie trzeba było przysłaniać nie tylko poduszką, ale i kołdrą. Dziękuję Ci za wszystkie prezenty, nawet te, które przynosiłeś mi kiedy ja już o nic nie prosiłam i żadnych listów Ci nie wysyłałam.



Dzisiaj jestem już duża. Mam 21 lat i jestem narzeczoną najprzystojniejszego mężczyzny na świecie. Bo dla mnie mój narzeczony jest najprzystojniejszy i najmądrzejszy na świecie. Ale wiesz co.... Dalej wierzę w Ciebie! Wierzę, że jesteś i mieszkasz w mroźnej Laponii, skąd przygotowujesz piękne prezenty dla wszystkich małych i dużych dzieci. Przykro mi, że dzisiaj Twoja rola jest trochę zepchnięta na bok, a dzieci przestały zauważać co dla nich robisz. Kiedy ja w moich czasach o czymś marzyłam, malowałam Ci to i starałam się być grzeczna, bo przecież Mikołaj odwiedza tylko grzeczne dzieci. Dzisiaj niektóre dzieci nie proszą, ale żądają. Bo im się należy. I nieważne, że są niegrzeczne w szkole, mają złe oceny lub nie sprzątają i nie pomagają w domu. Proszę, nie martw się tym bardzo mocno. I nie zajadaj smutków słodyczami (tak jak ja), bo będziesz jeszcze grubszy i nawet Pani Mikołajowa nie będzie w stanie poszerzyć Ci Twojego czerwonego kubraczka :)

_____________________________________________________________

W tym roku proszę Cię tylko o trzy rzeczy. Pierwsza z nich to kalendarz-organizer na przyszły rok. Bo ten przyszły rok to będzie dla mnie dość wyjątkowy. Skończę moją edukację w Wielkiej Brytanii (mam nadzieję, że skończę...), zapiszę się na kurs angielskiego, będę szukać pracy oraz planować ze szczegółami nasz ślub. Muszę mieć miejsce, gdzie wszystkie ważne daty czy spotkania będę mogła zapisać. A później wspominać. Myślę, że Pani Mikołajowa pomoże Ci wybrać taki planner, który będzie idealny na dla mnie - młodej dziewczyny, studentki, narzeczonej.

Druga sprawa to aparat fotograficzny. Wcale nie musi to być lustrzanka. Ale chciałabym mieć coś lepszego do robienia zdjęć, żeby jakość moich postów na blogu, instagramie czy facebooku mogła nieco pójść w górę. Da się coś z tym zrobić?



A trzecia sprawa to śnieg. Kto ma mi w tym lepiej pomóc niż mieszkaniec śnieżnej krainy? No weź tam szepnij słówko wietrzykowi, żeby nawiał do Polski trochę tego bielutkiego puchu. Prooooszę. No chociaż na Wigilię i Święta Bożego Narodzenia.


I to już wszystko. Jak widzisz nie ma dużo. Wierzę, że podołasz i spełnisz moje życzenia. A teraz już się z Tobą żegnam i życzę Ci bezawaryjnych sań i reniferów.

Kasia

PS: Byłam bardzo grzeczna w tym roku, przecież wiesz...

poniedziałek, 23 listopada 2015

Nie czuję świąt

W sklepach jak i na ulicach zaroiło się już od świątecznych bannerów, reklam, witryn i innych dekoracji. A jeśli u Was w mieście jeszcze nie, to bądźcie pewni, że lada chwila władze miasta oraz marketingowcy zasypią Was tymi świątecznymi akcentami :)
Co zrobić natomiast, gdy wszyscy dookoła cieszą się na święta, a Ty jakoś tego nie czujesz...

Po pierwsze musimy sobie zadać jedno, podstawowe pytanie - czym są dla mnie  święta? Czy przeżyciem religijnym, okazją do spotkania rodzinnego czy chwilą wyciszenia, relaksu? A może tylko wolnym od szkoły i pracy i tak naprawdę "dzień jak co dzień". Jeśli odpowiedzią było to ostatnie, to nie pomogę, bo Ty nie uznajesz świąt jako tako i nie chcesz poczuć tej grudniowej magii.



Ale jeśli odpowiedź brzmiała:

  • chwilą wyciszenia, relaksu 


Spraw, aby nic nie zakłóciło Ci tego spokoju w święta. Dokończ rozpoczęte projekty, zadania, pozamykaj sprawy, które Ci ciążą, posprzątaj dom, byś nie musiał/a robić tego w te świąteczne dni. Jeśli jesteś w wieku szkolnym, akademickim - odrób pracę domową wcześniej, naucz sie na sprawdziany, kartkówki, kolokwia. Zrób to co musisz, żeby później móc w pełni wpoczywać. Kup sobie dobrą gorącą czekoladę, wypożycz książkę, której czytanie sprawi Ci radość, przygotuj sobie ubranie, dzięki któremu będzie Ci milutko i wygodnie. Zrób wszystko to, co sprawia, że jesteś zrelaksowany/a.


  • spotkaniem rodzinnym


Bez wzgędu na to, u kogo to spotkanie ma się odbyć - przygotuj dom na przyjęcie gości. Posprzątaj, przygotuj zastawę stołową, zrób listę zakupów, by mieć ich czym poczęstować, zrób lub kup kilka dekoracji, które wprowadzą spokój i harmonię świąteczną do wnętrza. Ubierz choinkę i pozawieszaj kolorowe światełka. Daj poczuć gościom, że są mile widziani, a Ty z radością ich przyjmujesz i cieszysz się ich obecnością.




  • przeżyciem duchowym/religijnym


Pierwsze co powinieneś zrobić to zauważyć adwent. Adwent to taki czas porządków, ale nie swojego domu(choć w pewnym sensie również), ale swojego wnętrza, swojej duszy. Skorzystaj z rekolekcji, które są w Twojej parafii - posłuchaj słowa Bożego i przystąp do spowiedzi świętej. Od razu poczujesz się lżej, napełniona/y dobrą energią i spokojem. Jestem pewna, że po tym nie będziesz odczuwać pustki i bezsensowności świąt. Bo przecież jak sama nazwa wskazuje to Boże Narodzenie - wszyscy śpiewamy kolędy o tym, że Bóg się rodzi i tak dalej. Spraw więc, aby i Twoim sercu Bóg się narodził i żeby ta kolęda nie powodowała przygnębienia i znudzenia, lecz szczerą radość. Po takim przygotowaniu duchowym wszystko nabierze dla Ciebie sensu i zrozumiesz, że choinka, prezenty, kolacja są pięknymi dodatkami, ale tylko dodatkami.  One wzmacniają Twoją radość, ale nie są jej głównym źródłem.


W przyszłą niedzielę rozpoczyna się Adwent, masz więc jeszcze kilka dni, by zastanowić się co dla Ciebie znaczą święta i jak chcesz, by one wyglądały. Wykorzystaj ten czas tak jak chcesz. Może zaczniesz gromadzić swoje wyposażenie na totalny relaks, a może rozplanujesz porządki w swoim domu i zaczniesz robić dekoracje. Mam nadzieję, że zainteresujesz się również duchową stroną świąt i Adwent potraktujesz jako czas pojednania z Bogiem i innymi ludźmi.



I proszę, nie narzekajcie, że kiedyś było lepiej i magicznie. Fakt, kiedyś wierzyliśmy w świętego mikołaja, więc sprawa była dość uproszczona. Całą swoją uwagę skupialiśmy na prezentach i tylko to, było naszym największym świątecznym celem. Ale teraz jesteśmy już dorośli i wiemy, że święty mikołaj jako tako nie istnieje, za to sami możemy być jeden dla drugiego takim świętym mikołajem i wlewać w ludzkie serca pokój i nadzieję. Proszę - nie czekajmy na śnieg, bo co jeśli nie spadnie? Święta będą do bani? Każdy chyba woli białe święta i ja również byłabym szczęśliwa gdybym idąc na pasterkę czuła pod nogami mróz, a nie błoto. Ale to czy spadnie czy nie spadnie nie zależy od nas, my na to nie mamy wpływu.


Skoncentrujmy się zatem na tym, na co mamy wpływ i na tym, co możemy zmienić.  Zróbmy wszystko, aby te święta były najpiękniejszymi w naszym życiu i abyśmy z rozczuleniem wspominali je za rok, przygotowując się do kolejnych.

wtorek, 17 listopada 2015

Jak dogadać się w związku

Mówi się, że nie ma recepty na udany związek. No cóż... Ja mam inne zdanie. Według mnie, aby związek był udany, szczęśliwy, zgodny, musi być spełnione kilka z warunków.

Po pierwsze - mocny fundament. Bez tego ja bym nawet nie zaczynała, ale wiadomo - ile ludzi, tyle charakterów. Dla mnie osoby, które zaczynają ze sobą "chodzić" a nie wiedzą jak na imię mają rodzice wybranka/wybranki, co jest dla niego/niej priorytetem w życiu, jak radzi sobie ze stresem i nerwami i czy uczciwie zarabia pieniądze/sumiennie przykłada się do obowiązków szkolnych czy domowych są po prostu głupie. Głupie, bo pakują się w coś, o czym nie mają zielonego pojęcia. To tak jak dziennikarz, który ma przeprowadzić wywiad z kimś, o kim nigdy nie słyszał i nic o nim nie wie. Nie przyniesie to dobrego skutku, a czepianie się jak rzep psiego oonu może przynieść opłakane skutki dla obojga. To, że ma przepiękne oczy i uroczy uśmiech nie zagwarantują Ci, że we wspólnym życiu nie będzie Cię zdradzać, bić czy poniżać Twoich najbliższych.

Po drugie - zakładając, że osoba jest już "wstępnie sprawdzona", stwierdzasz, że do siebie pasujecie i na jego/jej widok mocniej bije Ci serce (ale nie dlatego, bo się stresujesz czy jesteś wystarczająco atrakcyjny/a dla niej czy dla niego, ale dlatego bo nie możesz się doczekać r o z m o w y z tą osobą) - nie bądź łatwy/a. Tzn. nie rzucaj swoich planów na wieczór czy weekend, bo on Ci zaproponował kino czy lody. Jak kocha, to poczeka, jak mówi stare dobre powiedzenie. Jeśli rzeczywiście Ci na nim/na niej zależy to zaproponuje inny termin, abyś mogła w spokoju spotkać się i z nim/ z nią i ze znajomymi.

Londyn. 2013


Mała adnotacja - piszę wszystko w dwóch formach - dla facetów i dziewczyn, ale ja osobiście uważam, że to On ma zdobyć dziewczynę. To według mnie uwarunkowane jest genetycznie - faceci z natury są łowcami, więc kobietki, pozwólcie naturze się wykazać... ;)

Po trzecie - gdy jesteście już razem, a Wasz związek zbudowany został na dobrym fundamencie - doceńcie to i pielęgnujcie Wasze pierwsze wspólne dzieło :) Każda para ma inny sposób na pielęgnowanie związku - jedni okazują swoją miłość poprzez drobne gesty, buziaki, całusy, inni zasypują swoje połówki kwiatami, niespodziankami, prezentami. A jeszcze inni często wychodzą razem np. do kina, do restauracji, czy nawet na zakupy. Nieważna jest forma, o ile Wam obojgu to odpowiada.

Zakopane, 2014


Po czwarte - ciągle poznawajcie się na nowo. Czas nie stoi w miejscu i ludzie się zmieniają. Jeśli przez tydzień nie będziesz wiedzieć co działo się u niej/u niego przez ten czas - możliwe, że za dwa kolejne tygodnie nie poznasz osoby, z którą jesteś. Z dnia na dzień zamiast być dla siebie coraz bliżsi, będziecie się oddalać, a tematy Waszych rozmów będą się wyczerpywać. Nie będę dawać porównania z kwiatkiem, bo chyba każdy już o nim słyszał ;) Ale... to prawda! Dbajcie o związek każdego dnia.

Po piąte i ostatnie - Nie uciekaj. Było miło, ale się skończyło, więc sayonara? Nic z tych rzeczy. Jesteśmy tylko ludźmi, popełniamy błędy, mamy swoje nawyki, wady... Ale to nie one determinują o tym jakimi jesteśmy ludźmi. Daj mu drugą szansę, jeśli takiej potrzebuje, jeśli o nią prosi. Nie zrywaj z nim tylko dlatego, że nie całuje Cię w miejscach publicznych lub nie spędza z Tobą wszystkich wolnych wieczorów. Od tego jest rozmowa, ewentualna próba poprawy, kompromis. Nie traktujmy kogoś z góry, bo kiedyś ktoś potraktuje nas tak samo.

Londyn, 2014

Generalnie rozmowa jest uniwersalna na każdym etapie Waszego związku - to od niej powinniście zacząć i na jej podstawie rozwijać swój związek, jeśli chcecie aby był długi i trwały.
Rozmawiajcie o wszystkim, a przede wszystkim o tym, co Was boli, czego się wstydzicie, co chcielibyście zmienić/naprostować w Waszej relacji. Uwierzcie, to bywa zbawienne :)


Na koniec podlinkuję Wam konferencję o. Szustaka o związkach - nie ma tam ani słowa o Bogu (jeśli kogoś niewierzącego by to drażniło), jest to natomiast humorystyczne słuchowisko będące zlepkiem dość obszernej wiedzy na temat związków damsko-męskich :)
KLIKNIJ  TUTAJ :)

sobota, 14 listopada 2015

Nie trzy lata, całe życie.

Dziesiątego listopada minęło 3 lata odkąd mój chłopak (a raczej narzeczony) przedstawił mnie swojemu znajomemu jako swoją dziewczynę :) Nie było więc żadnych spektakularnych i tak na marginesie dość dziecinnych pytań - czy chcesz ze mną chodzić? Lub czy też - zostaniesz moją dziewczyną? Po prostu od pierwszych chwil znajomości wiedzieliśmy, że chcemy w tą znajomość wejść głębiej i tak spotykaliśmy się poznając się wzajemnie, a 10ty listopada jest dla nas tylko umowną datą, która zapoczątkowała nasz związek.

Jako, że ja jestem bardzo romantyczną osobą, to zawsze z wielkim przejęciem i radością celebruję każdą naszą najmniejszą rocznicę. Więc kiedy też Karol wrócił z pracy, zastał mnóstwo świeczuszek i światełek, kolację na talerzu, francuskie wino i prezent. :) 

Uwielbiam robić prezenty, jestem jedną z tych osób, które uwielbiają wybierać, pakować i obserwować reakcję obdarowanego. W tym roku pomysł na prezent podsunęła mi Alicja z bloga  ALKO BLOGSPOT i za jej pozwoleniem stworzyłam kolekcję mini prezentów opatrzonych wdzięcznymi podpisami.


Dodatkowo stworzyłam również woreczek z rulonikami, na których było napisane za co Go kocham. Znalazły się tam między innymi podziękowania za codzienne całusy, gdy wychodzi do pracy i za wsparcie, jakim niesustannie mnie darzy. Myślę, że to całkiem miły akcent, który powoduje, że łzy wzruszenia same cisną się do oczu. 



Ja z kolei zostałam przywitana całusem, pięknym bukietem kwiatów oraz słowami, które na długo zostaną mi w pamięci - "Nie trzy lata, całe życie". 



Jako, że mój chłopak jest jednym z czytelników tego bloga, chcę Ci Karolku podziękować za te trzy lata, które spędziliśmy ze sobą. Nie zawsze było łatwo; za nami pierwszy rok cudownych randek, ale również ciężki czas rocznego związku na odległość jak i ostatni rok mieszkania razem. Można powiedzieć, że poznaliśmy się z każdej możliwej strony, ale codziennie na nowo wnosisz świeżą energię do mojego życia. Teraz jestem już Twoją narzeczoną i jestem więcej niż pewna, że miłość na tak silnym fundamencie przetrwa najgorsze burze i zawirowania w naszym życiu, które z pewością nas spotkają. Wiem, że jesteśmy w stanie przejść przez te burze razem, a pozostałe dni zapełniać samym ciepłem, spokojem i miłością, którymi nawzajem się darzymy już od ponad trzech lat. 


Wszystkim zaś Wam życzę takiej miłości, która góry przenosi. Takiej, która jest na dobre i złe, w zdrowiu i chorobie, w bogactwie i w biedzie. Życzę Wam abyście znaleźli swojego anioła stróża, tak jak ja znalazłam Go trzy lata temu... :)

środa, 11 listopada 2015

Żeby Polska była Polską

Od zawsze uważałam siebie za patriotkę, która jest dumna ze swojego kraju, swoich rodaków, znajomych, ale odkąd przeprowadziłam się do Anglii moja postawa patriotyczna przyjęła jeszcze wyraźniejszą formę.
Nie rozumiem jak można nie kochać Polski. Czy ktokolwiek z Was może wyjaśnić mi czemu miałabym jej nie lubić, nie szanować, nie kochać?
Jest piękna. Od samego Bałtyku po szczyty gór - jest piękna. Oferuje nam niezliczoną gamę barw, smaków i zapachów. Jest tak różnorodna, a jednocześnia tak spójna. I może nie byłam w 50ciu krajach i nie widziałam wielu zagranicznych miast, ale jestem pewna, że i tak zawsze wracałabym na urlop do Polski. To właśnie w Polsce czuję się jak u siebie, jak w domu.


Roztocze - moja mała ojczyzna. W Szczebrzeszynie się urodziłam, na Zrębiu się wychowałam, w Zamościu chodziłam do liceum, z Krasnobrodu pochodzi mój narzeczony, a w Zwierzyńcu miałam swoją pierwszą randkę z Karolem. Poza tym byłam na niezliczonej liczbie wycieczek rowerowych z kolegą oraz na kilku samochodowych z rodzinką i z Karolem. Każde miejsce kojarzy mi się z czymś innym, ale zawsze z czymś pięknym. 


Jak np. spływ kajakiem na Wieprzu w to lato. Cudowna pogoda, przepiękna natura dookoła, a w środku niej my - młodzi eksploratorzy świata, którzy zawsze w swoim sercu mają Roztocze na pierwszym miejscu. 

Cieszę się z tego, że mogę mówić o sobie Polka, a o kraju do którego tęsknię - Polska. Żałuję natomiast, że nie mogę w niej mieszkać. Wielu z Was powie - ależ oczywiście, możesz, masz wolny wybór. Ale co to za wybór? Nie ma tu dobrego rozwiązania na daną chwilę. 

Dzisiaj świętujemy, że Polska jest wolna, ale co to za wolność, kiedy jej rodzone dzieci muszą z niej uciekać? To nie jest wolność i im szybciej się w tym zorientujemy, tym lepiej dla nas i naszych rodzin. 

Chcę Polski, która będzie wolna i niezależna! Którą nie będą rządzić komuniści, ale mądrzy ludzie, którzy pragną dobra wspólnego. Kiedy telewizja, radio, prasa, portale internetowe nie będą mną manipulować jak marionetką, wtłaczając po cichu kogo mam nienawidzić, a kogo traktować jako normalnego, prawowitego posła, prezydenta, czy jeszcze tam kogo innego. 

I choć niektórzy uważają, że do polityki się mieszać nie trzeba, ja nie mogę stać z boku i przytakiwać na to, co się dzieje. Bo... cholera, kocham Polskę.

niedziela, 8 listopada 2015

Niedzielny wieczór

Dzisiaj leniwa niedziela. Żadnej nauki, ćwiczeń, nic a nic. Pora odpocząć po dość intensywnej sobocie. Nie zmęczył mnie tyle cały tydzień, co ten jeden, wczorajszy dzień. A tak w ogóle - to kiedy minął ten tydzień?! Ktoś ma jakiś pomysł? Bo ja nawet nie zauważyłam jak to się stało. Trochę niepokoi mnie to tempo, bo co raz bliżej do egzaminów, zaliczeń, do których nie jestem w ogóle gotowa, a z drugiej strony bardszo się cieszę, bo to znaczy, że... co raz bliżej święta! :)

Jakieś 17-18 lat temu... :)

Właściwie dla mnie okres świąteczny zacznie się razem z dniem przylotu do Polski, czyli 11go grudnia, co daje mi niewiele więcej niż miesiąc. A to jest bardzo radosna myśl! :) Aczkolwiek tą myśl staram się jak najdłużej odwlekać, bo wiem, że teraz muszę skupić się na studiach, aby na święta mieć czystą głowę niezaprzątniętą żadnym zmartwieniem związanym z moją edukacją ;)

A poza tym listopad trzyma jeszcze dla mnie 2, a nawet 3 okazje do świętowania. Pojutrze obchodzimy z moim Karolem trzecią rocznicę bycia razem, a 25go są jego urodziny, a moje imieniny :) Także przynajmniej dwa miłe dni powinny nas spotkać jeszcze w tym miesiącu.


Jestem ciekawa - jak minął Wasz tydzień? I na co Wy czekacie w listopadzie? :)
Pozdrawiam i życzę udanego nadchodzącego tygodnia!

niedziela, 1 listopada 2015

Dobrze, że jesteś.

1 listopada - dzień wszystkich świętych, choć i tak zazwyczaj błędnie brany za dzień wszystkich zmarłych. Może dlatego, że te dwa święta są tuż obok siebie, jedno za drugim. Tak czy owak, taki początek listopada to świetny pretekst do refleksji nad swoim życiem. Swoimi myślami dotykamy spraw trudnych, ważnych, mistycznych. Mając w pamięci zmarłych ze swoich rodzin, udajemy się na cmentarz, zapalamy znicz, modlimy się. Modlimy się o niebo dla nich. Nawet jeśli może na codzień nie po drodze nam do kościoła i nie codziennie odmawiamy zdrowaśkę przed pójściem spać. Stawiamy znicz, bo chcemy pokazać swoją pamięć o tych, którzy odeszli. Pamięć o matce, ojcu, dziadku, prababci. O tych, którzy kiedyś byli, a dziś już ich nie ma...

Przemijanie człowieka to trudny temat i wiele ludzi stara się od niego uciec. Zazwyczaj w hedonizm, czyli sprawianie sobie różnych przyjemności (póki mogę, to trzeba korzystać, co?), w karierę albo pieniądze. Albo we wszystko to naraz. Nie chcemy myśleć o tym co będzie. A już na pewno nie chcemy myśleć o tym, że za to co teraz robimy, będziemy rozliczani kiedyś. Jedni nie wierzą, drudzy nie chcą wierzyć, a trzecim to wszystko jedno. Ale to, że każdy kiedyś umrze, jest pewne.

Dobrze, że jesteś. Proszę, doceniajmy to, że mamy obok siebie drugą osobę. Matkę, ojca, rodzeństwo, męża/chłopaka, dziewczynę, przyjaciółkę. Życie jest kruche - wystarczy dosłownie chwila, aby zgasło czyjeś istnienie. Nie traktujmy ludzi jak przedmioty, które doceniamy tylko wtedy, kiedy nam ich braknie. Nie traktujmy drugiego człowieka przedmiotowo, a podmiotowo. Starajmy się przekazać choć cząstkę miłości, przyjaźni, sympatii drugiemu człowiekowi. Nie zamykajmy się na ludzi.

Codziennie cieszmy się z dobrych uczynków, które udało nam się zrobić wobec drugiego człowieka. Mały gest, czułe słowo, przytulenie, pomoc, rozmowa. To tak wiele dla innych, a tak niewiele dla nas. Pamiętajmy o przeszłości, bo jak to mówił Jan Paweł II - naród, który nie pamięta o swojej przeszłości, traci tożsamość. Szanujmy przeszłość, pamiętajmy o niej, ale jednocześnie żyjmy z całych sił, dając z siebie 100% drugiemu człowiekowi, by ze spokojem i radością wyczekać przyszłości. Tej bliskiej i tej odległej.


piątek, 30 października 2015

Smaki jesieni

Kilka dni temu pisałam jak bardzo nie lubię jesieni. I to co napisałam to prawda.  Bo dla mnie jesień i wiosna to te pory roku, które są przejściowe, które coś zapowiadają i które kojarzą mi się ponad wszystko z czekaniem. Wiosną czekamy na wakacje, urlopy, wyjazdy, jesienią pilno nam do świąt, choinki i prezentów ;) Ale jest kilka rzeczy, dzięki którym to czekanie jest łatwiejsze i  weselsze. I jedną z takich rzeczy jest jedzenie.

Przedwczoraj po raz pierwszy robiłam papryki faszerowane mięsem mielonym z cebulką i ryżem, zapiekane z serem. I choć robiłam to dopiero pierwszy raz, oboje z Karolem pokochaliśmy to danie od razu. Jest sycące, gorące, pyszne! I choć nie mam zdjęcia niestety (za późno pomyślałam), to uznałam, że warto o tym daniu wspomnieć jako pierwsze, bo to właśnie ono najbardziej kojarzy mi się z jesienią. 

Mam za to zdjęcia pieczonych jabłek, które robię tylko jesienno-zimową porą. W domu rodzinnym zawsze mama je gotowała i w tej wersji też je pokochałam, ale pieczone są jeszcze lepsze. Szczególnie jeśli są polane miodem, czy innym słodkim sosem. 




Niedawno również robiłam sobie jabłka nadziewane kaszą jaglaną. Też pyszne, choć tam już bardziej czuć dodatki (kaszę) niż samo jabłko. Co nie zmienia faktu, że równie pyszne jak te pieczone z miodem. 


Na sam koniec chciałabym napomknąć kilka słów o gruszkach. Bo choć gruszki w surowej formie do mnie nie przemawiają, za to w murzynku mamy je uwielbiam. :) Ale jako, że w Anglii nie bawię się w pieczenie ciast, zrobiłam gruszki w jeszcze prostszej formie - pieczone z miodem i bakaliami. Miodzio!


Jeśli nie robiliście jeszcze nigdy żadnej z tych propozycji, które podałam wyżej lub po prostu o nich zapomnieliście - polecam odświeżyć pamięć i kubki smakowe :) Za dwa dni listopad, jesień niedługo będzie się kończyć, więc szkoda by było gdybyście nie zjedli choć jednego pieczonego jabłka w tym sezonie :) Pozdrawiam i życzę smacznego!

środa, 28 października 2015

Czasomierz

Co za tempo dzisiaj... Niemalże cały dzień na uczelni spędzony na zbieraniu dokumentacji z podpisami supervisora, skanowaniu, konwertowaniu do odpowiedniego formatu, a doszła jeszcze przerwa obiadowa w "dziekanacie" i dopiero na koniec uploadowanie wszystkiego na platformę uczelni. A później jeszcze raz powrót na uczelnię, bo zostawiłam pendrive'a w jednym z labów. Brawo ja! :)
Tyle dobrze, że pogoda rozpieszcza. Jest naprawdę ciepło i słonecznie, a to najważniejsze.



Dzisiaj chciałabym się z Wami podzielić moim sposobem, który niedawno odkryłam, a który znacznie ułatwił mi koncentrację na zadaniach, które mam do wykonania danego dnia. 
Czasomierz. Funkcja w niemalże każdym telefonie, która jest dość użyteczna przy organizacji czasu. 
Ja jestem tym typem osoby, która ucząc się wchodzi tylko na minutę na facebooka, żeby zobaczyć, czy nie ma do mnie żadnych nowych wiadomości, a budzę się po 4 godzinach, bo na facebooku był link do filmiku, a z jednego filmiku przeszłam na drugi, a jeszcze przy okazji zobaczyłam co dzieje się w świecie... 



I właśnie w takich wypadkach aplikacja Czasomierz sprawdza się świetnie. Nastawiamy sobie go na godzinę, półtora lub więcej w zależności od tego jak dużo czasu chcemu poświęcić na angielski, matematykę, czy oglądanie filmików na yt. Po tym czasie włączy się alarm informujący nas, że czas, który przeznaczyliśmy na daną rzecz już minął i można teraz nieco odpocząć, albo w końcu wziąć się do roboty. Właśnie czegoś takiego, co trzyma mnie czasowo w ryzach mi brakowało. Polecam!

sobota, 24 października 2015

Piątkowy wieczór

Wczorajszy wieczór był zdecydowanie udany. Wręcz wymarzony. Kocham, ale to kocham klimat kawiarni - dobrej muzyki i aromatycznego zapachu kawy... Razem z narzeczonym odwiedziliśmy kawiarnię Connors mieszczącą się w Hat Factory, w Luton. Dawno już nie byliśmy na takiej typowej, wieczornej randce ;) Odżyły w nas wspomnienia sprzed 2-3 lat, gdy dopiero się poznawaliśmy i co kilka dni mój kochany zabierał mnie to na pizzę, to do kina, Niekiedy przynosił mi też róże, co było zawsze bardzo miłym gestem z jego strony.

We czwartki i w piątki w tym lokalu już od jakiegoś czasu organizuje się wieczory z muzyką na żywo. Gatunek muzyki jak najbardziej wpasowuje się w urok tego miejsca - grają jazz, blues i lekki pop w akustycznych aranżacjach. Czyli coś co ja u-wiel-biam. Zamówiliśmy sobie po kawie i czekaliśmy na występ Chloe Porter.


Było pięknie. Wokalistka bardzo sympatyczna i przyjaźnie nastawiona do dość kameralnej publiczności, która przyszła tam na kolację czy na właśnie kawę czy lampkę wina. Utwory były starannie dobrane - tak, żeby nie było za smętnie, ale żeby całość była utrzymana w romantyczno-kawiarnianym klimacie. Za rozluźnienie atmosfery zadbał czarnoskóry mężczyzna koło 60tki z czanrymi kędziorkami na głowie i niebanalnym stroju scenicznym ;). Niestety, ale na zdjęciach tego nie uchwyciłam,..


Występ skończył się krótko po 22giej i my też o tej porze ruszyliśmy do wyjścia. Byliśmy wręcz oczarowani tym nastrojowym wieczorem. A na dokładkę tych miłych wrażeń po drodze do samochodu znalazłam monetę 2-funtową leżącą na chodniku :) Także lepiej być nie mogło! 

Dzisiejszy wieczór też zamierzamy spędzić romantycznie - przy lampce wina i dobrym filmie.
 A jak Wam mija weekend? 

środa, 21 października 2015

Porządki

Czy też tak macie, że chcecie posprzątać szafkę, ale ostatecznie sprzątacie całe mieszkanie? Czasem wydaje mi się, że posprzątanie w szafce, czy szufladzie zajmie mi koło 15-20 minut, a kończę i tak po 4 godzinach. No bo jeszcze trzeba było posprzątać w tej szafce, w tamtej szufladzie, a tu kurze, a tam podłoga. Marzy mi się przestronne mieszkanko, gdzie ubrania/kosmetyki/inne rzeczy byłyby pięknie poukładane w szafeczkach, koszyczkach... Mieszkanko, w którym byłoby miejsce na salon, na wygodną kanapę, ławę i wielką lampę.

Kocham eksperymentować z wnętrzem. Lubię i od zawsze lubiłam zmieniać ustawienie mebli w pokoju, dodawanie dodatków dekoracyjnych, układanie i organizowanie rzeczy, Tutaj w Anglii mam zawężone działanie, bo mieszkam w kawalerce, a na dodatek prawie wszystkie meble nie są moje, więc nie mogę ich wyrzucić, zamienić, czy sprzedać. Ale za to mogę zrobić zmiany w mniejszych dodatkach np. w kuchni :)


Zużyte słoiki po wekach, które przywieźliśmy latem wykorzystałam na organizację sztućców i innych akcesorii. Dodanie zielonej wstążki u góry sprawiło, że całość wygląda dość estetycznie i ładnie :) 
Tą samą wstażkę wykorzystałam również do przewiązania kawałka ozdobnej serwetki, by zakryć wieczko od słoika na pomarańczową czekoladę. 

Lubię, gdy mieszkanie jest czyste i ładne. Kiedy wieczorem można spokojnie się zrelaksować, zapalić jakąś świeczkę, włączyć światełka i obejrzeć jakiś film. Teraz zabieramy się za Wilka z Wall Street, a następni w kolejce będą Bogowie i Gone girl. Pora nadrobić filmowe zaległości...

A jaki film Wy możecie polecić mi na jesienne wieczory? 

wtorek, 20 października 2015

W bibliotece

Dzisiejszy poranek przyniósł lekki przełom w moim jesiennym chorowaniu. Nie mogę powiedzieć, że jest to przyjemny przełom, bo ów zmiana dotyczy opryszczki. Teraz zamiast nieustającego kichania mam piekącą i źle wyglądającą opryszczkę na górnej wardze ust. Mam nadzieję, że szybko mi się zagoi, mój kochany właśnie pojechał do sklepu, więc powinien coś mi na tą moją bolączkę poradzić. Z tego co wiem, to w polskim sklepie maści cynkowej nie było, ale za to jest jakaś inna maść, która może pomoże ;)

Wczorajsze całe przedpołudnie spędziłam w bibliotece wertując dość ubogi dział matematyczny. Szukałam książek, które by traktowały o fraktalach, bo to o nich chcę pisać swoją pracę inżynierską. Choć w sumie mówiąc - pisać pracę - mam na myśli napisanie programu, prawdopodobnie będę pisać w Pythonie, który generuje video fraktali w 4-wymiarowym formacie. Taki pomysł na temat pracy podsunął mi mój supervisor i szczerze mówiąc mi pasuje. Myślę, że roboty trochę będzie i przyłożyć się będzie trzeba, ale efekt może być tego warty.

Lubię ten widok z okna uniwersyteckiej biblioteki :) 

A dzisiaj nastąpił także przełom w kwestii tegoż bloga. Otóż to właśnie dzisiaj pojawił się pierwszy komentarz! Cieszę się bardzo, szczególnie, że ten komentarz nie był reklamą proszku do prania ani nie był pisany poKeMonoWyM pismem ;) 

niedziela, 18 października 2015

Nie lubię jesieni

Kiedy już wydaje Ci się, że możesz góry przenosić, że właśnie teraz jest Twój czas i teraz to Ty dopiero pokażesz - właśnie wtedy dopada Cię przeziębienie. I Twoim jedynym zajęciem staje się leżenie w łóżku i wycieranie co chwila nosa, Taak... Jesienne przesilenie właśnie dało mi się poznać od tej najgorszej strony.

Niektórzy chwalą sobie tą porę roku. Doceniają długie wieczory, które mogą wykorzystać na domowy relaks, gorącą kąpiel w towarzystwie pięknej muzyki i świec, czytanie książki z przerwami na popijanie gorącego kakao czy sławne na całe świat Pumpkin Spice Latte ze Starbucksa. A ja nie.


Zacznijmy od starbucksowego PSL. Skuszona wszechobecną reklamą tego napoju postanowiłam go wypróbować.  Wzięłam mały kubek, za który zapłaciłam ok. £4. Nadzieje wielkie, ale już po pierwszym łyku wiem, że to były zmarnowane pieniądze. Biorę kilka kolejnych łyków, by dać temu piciu jeszcze jedną szansę. Niestety - napój jest tak słodki, że nie da się go pić. Mix przypraw korzennych nie podchodzi mi w ogóle, a na dodatek nie wyczuwam tu żadnej kawy. Moje podsumowanie: drogi i mega słodki napój kawo-podobny z dziwnymi przyprawami w środku. Nie polecam. 


Gorące kąpiele. Owszem, lubię, uwielbiam, bo kto nie lubi? Ale jest jeden problem. W obecnym mieszkaniu nie mam wanny, więc o żadnym wylegiwaniu się w wodzie przy klimatycznych świecach nie ma mowy. Poza tym - gdybym miała wannę, to brałabym zapewne długą relaksującą kąpiel co dwa dni, bez względu na porę roku. 

O książkach mogę powiedzieć to samo, aczkolwiek zgadzam się z tym, że jednak jesiennym wieczorem książki smakują inaczej. Szkoda tylko, że zamiast wchłaniać ich magię i relaksować się wieczorami przy ich stronicach, muszę stresować się wyborem pracy inżynierskiej razy dwa. To już nie jest ten sam jesienny wieczór co choćby 5 lat temu.

 Mam nadzieję, że za rok będzie inaczej i napiszę post zatytułowany kocham jesień. I będzie on nieco bardziej optymistyczny niż ten ;) 
Apsik!

piątek, 16 października 2015

Coś oryginalnego

Ten i następny tydzień to czas wyboru grupy i projektu końcowego. O ile grupę już mam (choć nie jestem do końca zadowolona, ale nic na to nie mogę poradzić), to nic nie przychodzi mi do głowy jeśli chodzi o projekt końcowy. Mam na myśli projekt grupowy, bo o indywidualny się tak nie martwię. Z tego drugiego prawdopodobnie będę robić matematyczną wizualizację jakiegoś zagadnienia.

A tak w ogóle to....

Nauczyciele są wymagający. Nie dają żadnych propozycji tematów tylko każą samemu znaleźć jakiś pomysł. I to mnie irytuje. Niby z jednej strony dobrze, bo w ten sposób niczego nie narzucają i pobudzają naszą kreatywność, ale z drugiej strony sprawiają, że ten projekt jest dla mnie co raz bardziej stresujący. I dla innych studentów także. 

Życzą sobie czegoś innowacyjnego, czego jeszcze nie ma na rynku, coś oryginalnego. Na propozycje aplikacji skanowania książek i usprawnienia systemu wypożyczania sprzętu akademickiego tutor skrzywił się, mówiąc, że to robota na kilka tygodni, a on chce zobaczyć coś nad czym siedziało 5 osób pół roku. I niech mi ktoś teraz powie, że poziom edukacji w Anglii jest niższy niż w Polsce, to chyba zabiję. 



Poza tym nie jestem pewna czy to wszystko idzie w dobrym kierunku. Czy to zawsze dobrze, gdy wymyślamy nowe aplikacje, systemy, programy? Czy to pomaga czy może nas co raz bardziej rozleniwia, a wręcz przeszkadza? Ostatnio czytając Historię filozofii po góralsku Józefa Tischnera trafiłam na ciekawy fragment. 

Cy ty wiys co w tobie siedzi? Jaki djaboł? Jaki anioł? No nie wiys. To po co patrzys na gwiozdy, wtore sóm jest daleko, a nie patrzys na siebie wtorego mos blisko? Nie uciekoj od siebie. Nie trać siebie. Poznaj cłeku samego siebie. 



To dobre słowa pod refleksję na temat tego co odkryte i nieodkryte. Zamiast wciąż szukać nowych idei, robić nowe aplikacje, może warto wpierw poznać te, które już istnieją? Czasami łapię się na tym, że kilka lat posiadając jakąś rzecz codziennego użytku nie odkryłam prostej funkcji, którą ona spełnia. A co tu mówić o tysiącach programów i milionach linijek kodu.  


Pierwsze


Przed chwilą wróciłam z pierwszych zajęć na IIIcim roku. Właściwie to nie są one pierwszymi, bo pierwsze niejako przegapiłam. No cóż, życie dorosłych bywa wymagające i czasem trzeba coś wybrać. W tamtym tygodniu wybrałam pracę i dlatego też pierwsze wykłady mnie ominęły. Ale z tego co wiem to niewiele straciłam, także nie rozpaczam tylko lecę dalej.


Jako, że to mój pierwszy post na tym blogu, wypada się przedstawić. Właściwie to nie wiem czy ktoś w ogóle kiedyś przeczyta choć jedną notkę z tego bloga, ale jeśli tak, to nieładnie byłoby z mojej strony gdybym nie powiedziała kim w ogóle jestem i co tu robię :)

A więc nazywam się Kasia i obecnie zaczęłam trzeci rok studiów na brytyjskim uniwersytecie. Mój kierunek studiów to "Computing & Mathematics" a wydział nazywa się "Department of Computer Science and Technology" Mieszkam w Luton, mieście o godzinę drogi oddalonym od Londynu na północ. W Polsce możecie się na mnie natknąć w powiecie zamojskim, w województwie lubelskim, zazwyczaj w okresie świąt lub wakacji.





Ten blog zamierzam prowadzić w formie pamiętnika - będę aktualizować informacje odnośnie tego, co się u mnie dzieje jak również pisać o jakiś interesujących i inspirujących rzeczach, ludziach czy wydarzeniach. 
Z blogowaniem mam już pewne doświadczenia, ale to było tak dawno temu, że obawiam się trochę o przyszłość mnie jako blogerki. Nie wiem jak długo wytrwam w pisaniu i czy będzie ktoś kto będzie chciał mnie czytać, Na razie zamierzam pisać, a później zobaczymy. :)