piątek, 16 października 2015

Coś oryginalnego

Ten i następny tydzień to czas wyboru grupy i projektu końcowego. O ile grupę już mam (choć nie jestem do końca zadowolona, ale nic na to nie mogę poradzić), to nic nie przychodzi mi do głowy jeśli chodzi o projekt końcowy. Mam na myśli projekt grupowy, bo o indywidualny się tak nie martwię. Z tego drugiego prawdopodobnie będę robić matematyczną wizualizację jakiegoś zagadnienia.

A tak w ogóle to....

Nauczyciele są wymagający. Nie dają żadnych propozycji tematów tylko każą samemu znaleźć jakiś pomysł. I to mnie irytuje. Niby z jednej strony dobrze, bo w ten sposób niczego nie narzucają i pobudzają naszą kreatywność, ale z drugiej strony sprawiają, że ten projekt jest dla mnie co raz bardziej stresujący. I dla innych studentów także. 

Życzą sobie czegoś innowacyjnego, czego jeszcze nie ma na rynku, coś oryginalnego. Na propozycje aplikacji skanowania książek i usprawnienia systemu wypożyczania sprzętu akademickiego tutor skrzywił się, mówiąc, że to robota na kilka tygodni, a on chce zobaczyć coś nad czym siedziało 5 osób pół roku. I niech mi ktoś teraz powie, że poziom edukacji w Anglii jest niższy niż w Polsce, to chyba zabiję. 



Poza tym nie jestem pewna czy to wszystko idzie w dobrym kierunku. Czy to zawsze dobrze, gdy wymyślamy nowe aplikacje, systemy, programy? Czy to pomaga czy może nas co raz bardziej rozleniwia, a wręcz przeszkadza? Ostatnio czytając Historię filozofii po góralsku Józefa Tischnera trafiłam na ciekawy fragment. 

Cy ty wiys co w tobie siedzi? Jaki djaboł? Jaki anioł? No nie wiys. To po co patrzys na gwiozdy, wtore sóm jest daleko, a nie patrzys na siebie wtorego mos blisko? Nie uciekoj od siebie. Nie trać siebie. Poznaj cłeku samego siebie. 



To dobre słowa pod refleksję na temat tego co odkryte i nieodkryte. Zamiast wciąż szukać nowych idei, robić nowe aplikacje, może warto wpierw poznać te, które już istnieją? Czasami łapię się na tym, że kilka lat posiadając jakąś rzecz codziennego użytku nie odkryłam prostej funkcji, którą ona spełnia. A co tu mówić o tysiącach programów i milionach linijek kodu.  


2 komentarze:

  1. Bardzo ładnie to napisałas :) zaciekawilas mnie tym wszystkim , chociaż nie zrozumialam kompletnie pierwszego akapitu ... Pogubilam się w tych projektach.
    Moja mama jest informatykiem , ale nie programuje tylko naprawia. Podziwiam bardzo tych wszystkich ludzi , trzeba mieć łeb by to wszystko ogarniac.
    Jeśli chodzi o mnie zdecydowanie wolę sztukę, ołówek i śpiewanie . jestem połączeniem rodziców , flecistki (gitarzystki poniekąd) i taty plastyka. Nie mogę więc iść w innym kierunku, zarazili mnie. Tyle , że na dwa nie pójdę i z obu się nie utrzymam.
    I mam problem.
    Jak ty wybrałas swój kierunek , jak to u CB było?
    Co do projektu , kieruje się sercem, pierwszą myśl jest najlepsza.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Informatyka dzieli się na hardware (sprzęt) i software (oprogramowanie) :) Ja "robię" w tej drugiej dziedzinie.

      Kurczę, zazdroszczę talentu artystycznego. Zawsze mi imponują tacy ludzie, uwielbiam patrzeć na ładne prace czy słuchać pięknych wykonań.

      Jeśli chodzi o wybór mojego kierunku to jest to dość długi temat, opowiem o tym kiedyś w jakimś poście ;)

      Usuń