piątek, 30 grudnia 2016

Podsumowanie roku 2016

Bardzo chciałabym powiedzieć, że ten mijający rok był udany i szkoda mi, że już się kończy. Zazdroszczę tym osobom, którzy z całą szczerością mogą tak powiedzieć. Niestety dla mnie ten rok nie był zbytnio łaskawy. Wiadomo - zawsze może być gorzej, ale mam nadzieję, że to był najgorszy rok, a teraz przede mną tylko te lepsze ;)  Dziś podsumowanie tego roku - nie będę tylko narzekać, wyłapię również szczęśliwe momenty, dzięki którym udało mi się przez ten rok przebrnąć. A na koniec konfrontacja z moimi postanowieniami noworocznymi - czy udało mi się zrobić coś z tego, co sobie założyłam rok temu. Zapraszam do czytania :)



Niech już na pierwszy ogień pójdą te gorsze chwile, żeby jak najszybciej o nich zapomnieć...
W tym roku odeszło cztery osoby z naszych rodzin, a ja nie mogłam być na żadnym pogrzebie z nich. To mnie chyba jeszcze bardziej dobiło i sfrustrowało. Śmierć przychodzi czasami naprawdę niespodziewanie... Dziadek, z którym mieszkałam od zawsze, nagle zniknął z tego domu, ze swojego pokoju, z rodzinnej wigilii... Pusto bez niego, serio...

Choroby wcale nie są lepsze od śmierci. Przez pierwsze dwa miesiące roku, moja babcia męczyła się między domem a szpitalem. Babcia Karola zmarła na białaczkę, w szpitalu. Praktycznie każdego miesiąca ktoś uskarżał się na jakiś ból lub dolegliwość. Ja sama kilka razy zaliczyłam przeziębienie, 3-tygodniowy ogromny ból obumierającego, trzy-kanałowego zęba oraz ospę wietrzną.



Pierwsze pół roku dodatkowo było napełnione ogromną dawką stresu związanego z kończeniem studiów, z godzinami czekania, nauki, bezradności. Również mój związek z Karolem przeżył ciężkie chwile, o których jednak nie chcę pisać. Na polu koleżeńskim również odniosłam dwie porażki - dwie koleżanki, które po prostu wyparły mnie ze swojego życia. Przyjaźń kilkunastoletnia nie przetrwała i na ślub jednej z nich zaproszenia nie dostałam. Druga choć mówi mi cześć i nawet czasem coś powie niezobowiązującego, nie chce się angażować i podtrzymuje tą znajomość chyba tylko dlatego, żeby dostać zaproszenie na mój ślub. Tak bardzo smutno.

Dodatkowo - Brexit. Na początku nas zaskoczył i był niczym wyrok, dopiero z czasem postanowiliśmy się oswoić z sytuacją i zaryzykować zwolnieniem z pracy i wyjechaniem z wysp na trochę. Niepokojące są też informacje o kolejnych zamachach, zamieszkach, narastających falach niezadowolenia. Trochę się boję, jeśli mam być szczera...

Okay, to teraz żeby nie było tak smutno - przejdźmy do pozytywnych rzeczy :)
Zdobyłam wykształcenie wyższe i wystąpiłam na rozdaniu w todze i czapeczce! :D To były piękne chwile, szczególnie, że przeżywałam je z moim narzeczonym :)



Poza tym - spędziłam miłe, choć pracowite chwile w malinach po których zostały mi piękne wspomnienia, ładna opalenizna i białe meble w pokoju! Oprócz łóżka udało mi się wymienić wszystkie meble! Jestem mega zadowolona. Z tych trzech tysięcy złotych, które zarobiłam, kupiłam też perfumy mamie na 50. urodziny i finansowałam wycieczkę do Wrocławia, którą odbyliśmy z Karolem we wrześniu.

W tym roku zaliczyłam też wiele pierwszych razów. Pierwszy raz przebiegłam 7.5 km, pierwszy raz byłam u kosmetyczki, pierwszy raz regulowałam brwi, pierwszy raz miałam paznokcie hybrydowe, pierwszy raz byłam w British Museum i w londyńskim oceanarium. 

Wiele fajnych rzeczy zadziało się też jeśli chodzi o przygotowania do ślubu. Zamówiłam termin u księdza, zamówiliśmy kamerzystę, zrobiliśmy nauki przedmałżeńskie, kupiłam buty i zamówiliśmy tort weselny :) Nawet za suknią rozglądałam się na poważnie i zaraz po Nowym Roku stawiam pierwsze kroki w konkretnym kierunku :)

Było też wiele fajnych imprez ze znajomymi, zintegrowałam się bardziej ze znajomymi Karola :) Była wódka, drinki, nawet buchy ;) Chwile beztroskie, szalone, przy ognisku lub na grillu. Dużo też pływałam w lecie i cieszyłam się słońcem, a z kolei tej zimy nacieszyłam się śniegiem :) Po trzech latach w Anglii tego naprawdę mi brakowało.



Co do postanowień noworocznych, zrealizowałam tylko część z nich, ale i tak jestem z siebie zadowolona. Moim pierwszym celem było zdobycie tytułu Bachelora, co odhaczyłam 19go lipca, kiedy odebrałam dyplom. Kamerzystę na ślub i wesele zamówiłam 11go czerwca, a 15go lutego zmieniłam szablon bloga na uniwersalny (pamiętacie sówki?). 1go lutego zapisałam się do lekarza w UK, a 26go kwietnia wyczyściłam skrzynkę mejlową. Punkt, który zakładał zrzucenie wagi do 57 kg w części został zrealizowany, bo 22go grudnia (przed świątecznym obżarstwem) ważyłam 57,4 kg, co jest jak na mnie super wynikiem. Tak jak zakładałam obejrzałam 5 filmów po angielsku i na pewno będę oglądać więcej, bo dostałam na święta konto Premium na Netflixie ;) W ogóle to łącznie obejrzałam 66 filmów i przeczytałam 32 książki. Nie jest źle, ale życzę sobie jeszcze lepszego wyniku w następnym roku :)

No i myślę, że tym statystycznym akcentem będę powoli kończyć to moje osobiste rozliczenie z tym 2016 rokiem. Życzę i sobie, i Wam kochani, żeby niezależnie od tego jaki był ten rok, następny - 2017 był lepszy i obfitował w same szczęśliwe momenty. Spełniajcie swoje marzenia, nie bójcie się trudnych decyzji i nie traćcie wiary, że to co teraz postanowicie stanie się kiedyś realne. Szczęśliwego Nowego Roku Kochani i do zobaczenia w nowych postach już w 2017! :)

piątek, 23 grudnia 2016

Życzenia świąteczne

Kochani! Powiem szczerze, że miało być jeszcze DIY przed świętami, ale nie wyrobiłam się. Są priorytety, prawda? A dla mnie w okresie świątecznym tym priorytetem jest rodzina i przygotowania do świąt. Także zamiast opisywania jak zrobić szopkę (bo ta na nią miało być to DIY), dodam tylko zdjęcie efektu końcowego. Wydaje mi się, że jest ona tak dziecinnie(dosłownie!) prosto zrobiona, że nie będziecie mieli problemu z odtworzeniem nawet bez instrukcji. A warto zrobić! Żeby przypomnieć sobie i swoim bliskim bohaterów wigilijnej nocy.

Może w następnym roku bardziej się postaram i będzie ładniejsza, wyglądająca na zrobioną przez dorosłą kobietę, a nie przedszkolaka :D Ale cieszę się, że jest, bo to moja pierwsza szopka bożonarodzeniowa w domu! Jestem wręcz wzruszona :)

Tymczasem śpieszę Wam donieść, że u nas przygotowania do świąt idą pełną parą. Prezenty już kupione i zapakowane, choinka do ścięcia wybrana, jutro będzie strojona ;) Nawet cukierki na choinkę są już nawleczone! ;) Także pierniczki upieczone już odmiękają i czekają na dekorowanie. A jak u Was? Dużo roboty jeszcze przed Wami? ;)


Na czas świąt Bożego Narodzenia życzę Wam duuuużo zdrowia, ładnej pogody, radości i błogosławieństwa Maleńkiej Dzieciny. Spędzajcie czas z rodziną, śpiewajcie kolędy, pójdźcie na pasterkę. Przeżyjcie te święta najlepiej! Wesołych Świąt Kochani i do usłyszenia już po świętach :) Papa! :*

czwartek, 15 grudnia 2016

#2 Ślub i wesele - zespół, kamerzysta i tort

Cześć! Witam wszystkich ciepło w drugim poście z cyklu Ślub i wesele. Tym razem opowiem Wam o tym jaki zespół będzie nam przygrywał, kogo wzięliśmy do uwiecznienia chwil na "kliszy" fotograficznej oraz dlaczego zawracamy sobie głowę tortem na kilka miesięcy przed weselem!

ZESPÓŁ

Jak już wspomniałam w poprzednim wpisie, nasze wesele odbędzie się w karczmie. Z racji wiejsko-biesiadnego klimatu nawet nie mieliśmy żadnych wątpliwości, że na naszym weselu ma grać zespół. Żaden DJ, czy muzyka z płyty... Przy wyborze zespołu najbardziej zasugerowaliśmy się własnymi doświadczeniami, ceną oraz lokalizacją zespołu.

I mnie, i Karolowi podoba się moment na weselu, gdzie biesiadnicy jedzą i piją za stołami, a zespół chodzi z akordeonem, bębnem i gitarą między stołami śpiewając ludowe przyśpiewki typu "kto w styczniu urodzony jest..." :D Również humor, wyczucie i takt zespołu jest niesamowicie ważny np. przy oczepinach. My nie chcemy robić zabaw, które są niesmaczne i wulgarne, a ten zespół nawet z  najbardziej pijackich sytuacji potrafi wyjść z inteligentnym humorem i trzymać kulturalny poziom. Także przyśpiewki, które oferuje ten zespół przed wejściem pana młodego do domu panny młodej bardzo nam się podobają :)



Zespół, który wybraliśmy to Odysseya.Ten zespół wpisuje się idealnie w nasze wyobrażenia, jest niedrogi i pochodzi z miejscowości Karola, czyli same plusy!
Muzycy są otwarci na propozycje dotyczące pierwszego tańca i w ogóle widać, że chcą jak najlepiej. Oby tak było!

KAMERZYSTA

Tu również wykorzystaliśmy znajomości i zdaliśmy się na znajomych Karola, którzy są małżeństwem. W stosunkowo atrakcyjnej cenie zaoferowali nam film i zdjęcia z całego dnia ślubu, wesela oraz sesję plenerową. Nie wiem czy na to ostatnie się skusimy, ale dobrze wiedzieć, że jest to już w cenie. Firma ma nowy sprzęt, możliwe też, że dorobi się drona do czasu naszego ślubu. Zdjęcia jak i film mamy dostać w naprawdę eleganckiej oprawie, a wszelkie moje sugestie będą brane pod uwagę. Sama mogę wybrać szablon czołówki, muzykę i generalnie idzie się dogadać :)
Jako, że ta firma jest stosunkowo nowa i wieje od niej świeżością to jestem najbardziej podekscytowana ale i trochę przestraszona... Ale mam nadzieję, że będzie pięknie :)
Firma to MDM Studio Foto-Video.

TORT WESELNY

O tym, że trzeba dużo wcześniej zamówić tort dowiedziałam się przypadkiem. A dokładniej to nie tort, ale metalową podstawę pod tort, których ilość w każdej cukierni jest ograniczona. Cukiernię wybraliśmy lokalnie polecaną, sprawdzoną. Po pojechaniu do biura otrzymaliśmy wyczerpujące informacje, rady odnośnie kremów i gościńców. Dowiedzieliśmy się też, że w cenie naszego tortu jest dowóz i fajerwerki do tortu gratis. Dostaliśmy też gratisowe próbki ciast tortowych, by móc wybrać ten, który najbardziej nam odpowiada. Nasz wybór to Cukiernia Timm, a nasz trzy piętrowy tort będzie kosztował 390 zł.



Tyle na dziś. Chętnie poczytam w komentarzach o Waszych wyborach i doświadczeniach. Każde słowo, rada w tych tematach będzie bardzo pomocna :)
I koniecznie dajcie znać jak idą świąteczne przygotowania :) Choinka jest? Prezenty zapakowane? ;)
Pozdrawiam i życzę miłego weekendu :)

czwartek, 8 grudnia 2016

Boże Narodzenie bez Boga

Tak, tak, znowu będę ględzić :P Jako, że ostatnio dodaję posty mało kontrowersyjne, raczej takie przyjemne i neutralne, zdaję sobie sprawę, że ten post może być zaskoczeniem co dla niektórych, nowych czytelników. Dlatego drogi czytelniku, jeśli nie masz ochoty na myślenie, refleksję, chwilę zwolnienia - wpadnij do mnie za tydzień (mniej więcej) - będzie jakieś DIY albo post ze ślubnego cyklu ;)

A ten post piszę dzisiaj, bo jeszcze jest czas. Dzień przed świętami mogłoby być już dla niektórych za późno, a teraz jeszcze każdy może się otrząsnąć.  Jeszcze jest czas dla każdego z nas, żebyśmy w gorączce świątecznych przygotowań, w blasku błyszczących światełek i w ferworze zakupów, nie zatracili samego sensu tego święta. Wiem, że nie wszyscy są wierzący i że nie wszyscy mają Boga na pierwszym miejscu. I jasne, że nie musicie chodzić do kościoła, przystępować do spowiedzi czy Komunii św. Nie musicie też uczestniczyć w rekolekcjach adwentowych i wcale nie musicie się nawracać. Ba, nawet na pasterkę nie musicie iść! W końcu równie dobrze możecie spędzić nadchodzące święta w cudownej atmosferze, wśród bliskich, rodziny, przyjaciół. Możliwe, że w tym roku będzie śnieg, więc wiele z Was na nowo poczuje "magię świąt". Pięknie ozdobione mieszkania, gustowne choinki, przepiękne prezenty, smaczne dania. Cudowny wieczór z najbliższymi, symboliczne łamanie się opłatkiem, życzenia... To z pewnością zapowiada się fantastyczny czas.



Trzeba jednak pamiętać, że śpiewając "Bóg się rodzi, moc truchleje" w tę noc najważniejszy jest Malutki Jezus i Jego narodziny. I ten rodzący się Jezus nie musi być dla nas tylko abstrakcją, jakimś takim nieprzyjemnym dodatkiem do błyszczącej i atrakcyjnej reszty. On może naprawdę narodzić się w naszych sercach! A wtedy nawet jeśli karp się przypali, bombki się pobiją, a na dworze zamiast śniegu będzie deszcz - magia świąt rozleje się w naszych sercach i będziemy najszczęśliwszymi osobami na świecie.

Mnie się osobiście wydaje, że sednem tego święta jest pokój i przebaczenie - nie tylko drugiemu człowiekowi, ale też i sobie. Jak śpiewa Blue Cafe - wybaczmy sobie to co było w nas złe...
I też ta miłość, otwarcie na drugą osobę.  To jest to, co w święta wyjątkowo się uaktywnia... Żeby choć raz powiedzieć komuś ciepłe słowo, przytulić, wysłuchać. Żeby ten narastający i co raz szerzej propagowany egoizm i hedonizm zabijać, a przynajmniej umniejszać jego rozmiary...

"Dążenie do doskonałości to przejaw okropnego egoizmu. I na dodatek niezwykle szybko uzależnia, jak narkotyk. W skrajnych przypadkach(...) nałóg ten prowadzi do zbrodni przeciwko najbliższym. Odbiera się im czas, uwagę, zainteresowanie, myśli, troskę, aby tylko przeżyć krótkotrwałą euforię w momencie stawania na podium" - Janusz Leon Wiśniewski Grand

Kochani, gorąco zachęcam Was do tego, żeby w te święta znaleźć więcej czasu dla Boga i dla drugiego człowieka. Żeby święta nie stały się czasem bieganiny po sklepach, niezdrowego zabiegania o oprawę dekoracyjną czy kulinarną, a w samym centrum świąt Bożego Narodzenia, żeby nie stały się czasem odizolowania się od świata, ludzi i Boga. Tego Wam i sobie życzę.

Tyle na dziś, do następnego ;)

piątek, 2 grudnia 2016

Fotorelacja | Listopad 2016

Heeej! Za nami listopad, a to oznacza, że jesień odchodzi w zapomnienie, z czego bardzo ale to bardzo się cieszę. Mroźna, śnieżna, biała - taka ma być zima w tym roku. I oby taka była, bo chciałabym się nacieszyć jeszcze tym zimowym krajobrazem przed wyjazdem do Anglii. Tymczasem zapraszam na podsumowanie minionego miesiąca! :)

CO SIĘ DZIAŁO

Chyba jak wszędzie miesiąc rozpoczął się od refleksji nad życiem i śmiercią. Pochylając się nad grobami bliskich, którzy niedawno jeszcze byli z nami, których ciepło rąk czujemy na własnych, wpadamy w pewnego rodzaju smutek, a dopiero z kolejnym zapalonym światełkiem uświadamiamy sobie, że przecież oni dalej są, tylko gdzie indziej... I pozostaje się nam tylko modlić, żeby tym miejscem było Niebo.


Z babcią między grobami w Sitańcu

Moi pradziadkowie [*]
W mojej wsi...
Żeby jeszcze chwilę pozostać w temacie śmierci i innych poważnych tematów napomknę, że czwartego listopada, a więc w imieniny Karola, wybraliśmy się na film "Wołyń" do kina. Mocny.


Jesienne spacery... Czasem są fajne, przyznaję :)



Dziesiątego listopada obchodziliśmy z Karolem naszą czwartą rocznicę związku i spędziliśmy miło czas po prostu będąc razem :)


Zaraz potem moja przyjaciółka Ola wyleciała do Szkocji, więc nie obyło się bez alkoholu.

Stan przed imprezą :D
Ola <3

W listopadzie również zaczęliśmy z Karolem uczęszczać na nauki przedmałżeńskie, ale o tym więcej opowiem w osobnej notce ;) Z cudownych wiadomości niech będzie też to, że Karol zdał prawo jazdy na kategorię E i teraz możemy już wracać do Anglii :) Ale najpierw święta! :)

Od Karola po zdanym egzaminie :)

O przygodach ze składaniem moich upragnionych białych mebli można byłoby napisać książkę. Zacznę od tego, że najpierw czekaliśmy 2 tygodnie na dostawę, później kolejne 3 tygodnie aż wyzdrowieję (miałam ospę), kiedy skręcając odkryliśmy że lustro jest pęknięte. Zamówiliśmy drugie, czekaliśmy dwa tygodnie, po czym rozpakowując w domu okazało się, że to również jest zbite. Jak to mówią - do trzech razy sztuka. Po kolejnych dwóch tygodnia czekania na reklamację, w końcu dowieźliśmy do domu całe lustro. Huuuura!

Selfie w nowym lustrze :)
Miesiąc zakończył się wspaniałą imprezą urodzinową u Karola (ja w ten sam dzień mam imieniny). Było dużo alkoholu, smaczne jedzenie, ale przede wszystkim cudowne towarzystwo :) Takie imprezy to ja lubię :)


Przygotowania...

Z ukrycia ^^
Kobieca reprezentacja :)

KULINARNIE

W listopadzie powzięłam decyzję o niesłodzeniu napojów typu kawa, herbata oraz niejedzenia słodyczy. Dzięki temu odkryłam jak bardzo lubię kawę i jaki rzeczywiście ma smak kiedy nie jest "zepsuta" cukrem i mlekiem :) Polecam!

Ale jeszcze przed tą decyzją o ograniczeniu cukru wpadły mi w ręce ciasteczka, które smakują wybornie :)


Jeśli chodzi o napoje to w tym miesiącu królowały herbatki malinowe. Chcę jednak zauważyć, by przyglądać się uważnie składom, bo czasami niepozorna herbatka ma więcej procentowo malin niż niejedna droższa i więcej obiecująca opakowaniem herbatka. Te dwie mają całkiem dobre składy, gdzie malin jest ok. 50% :)


Na Karola imieniny zrobiłam sałatkę z makaronem a'la ryż :) Wyszła naprawdę smaczna i zniknęła szybko ze stołu, co jest dla kucharki najlepszym komplementem :)


Ostatnio też z vlogów Krzysztofa Gonciarza dowiedziałam się, że placki cebularze nie są popularne/znane w całej Polsce, a właśnie Lubelszczyzna jest ich małą ojczyzną :) Przy tej okazji chcę napomknąć, że najlepsze cebularze robi moja mama, a ja w przyszłości skradnę jej przepis i będę nimi częstować bliskich i gości :)




KSIĄŻKA I FILMY

Z książkami nie poszalałam (tylko 2 pozycje odnotowane), ale obiecuję poprawę :) Nie będę nic polecać, bo jakoś Murakami mnie nie zachwycił...

Na "Wołyń" wybraliśmy się do kina.

Ale za to gorąco polecę Wam trzy filmy! Myślę, że "Wołynia" nikomu nie trzeba reklamować, się rozumie samo przez się. Kolejna propozycja to "Australia" w reżyserii Baza Luhrmanna z Nicole Kidman w głównej roli. Ten film to melodramat wojenny pełen zaskakujących zwrotów akcji. Długi(165 min), ale nie nudny! Naprawdę warto obejrzeć :) A trzecim filmem jest "Próba ogniowa". Ten film został nam polecony przez księdza podczas nauk przedślubnych. Film piękny, mówiący o trudnościach w małżeństwie, trochę religijny, ciekawy i przede wszystkim bardzo wzruszający. Przyznaję się - pół filmu przepłakałam. To chyba powinno Was przekonać.

KOSMETYKI

W tym miesiącu nazbierało się wyjątkowo dużo kosmetyków, bo zrobiłam również porządki w swojej kolekcji i wyrzuciłam produkty przeterminowane. Dlatego pierwsza część to rzeczy z kategorii "na bieżąco", a druga to raczej "zapomniane" ;)

Tym razem wiele kosmetyków przypadło mi do gustu. Perfumy Queen Flower o pojemności 100 ml nie dość, że pięknie pachniały to jeszcze wystarczyły mi na 3 lata! Dostałam je na prezent, gdy wyjeżdżałam do Anglii na studia, a jak widzicie dopiero teraz udało mi się wypsikać ostatnią kroplę :)
Podkład Wake me up z Rimmela to bardzo dobry podkład, który sprawia, że cera wygląda lepiej - bardziej promieniście, jaśniej... Pogniewaliśmy się trochę w lecie(ekstremalne warunki), kiedy się trochę ważył na twarzy, ale myślę, że i tak zasługuje na polecenie. Woda termalna z Avene to droższy wydatek, który może się komuś wydawać zbędny, ale ja osobiście bardzo pokochałam ten produkt, kiedy odświeżałam nim twarz lub kiedy spryskiwałam nią twarz po umyciu. Przyjemnie ochładza, koi, no i sprawia, że nasza twarz odżywa :) Krem pod oczy z Ziaji - właściwie to nie wiem czemu polecam. Może dlatego, że kiedyś usłyszałam, że ten rodzaj kosmetyku i tak nic nie robi ;) Ale żeby się jakoś usprawiedliwić przed samą sobą wolę nakładać krem, ale może troszkę tańszy - no i za to wielki plus dla Ziaji! Odżywka Intense Repair z Nivea to wspaniały specyfik do.... golenia nóg! Serio. Nigdy nie miałam lepszej pianki do golenia. Zero zaczerwienień, podrażnień, nic. A do włosów, cóż... mnie się średnio sprawdził. 

Z tego zestawienia koniecznie muszę wyróżnić paletkę do cieni z Collection o nazwie Nude Eye Palette. O ile się nie mylę kosztowała 4 funty i kiedy tylko robiłam makijaż używałam właśnie jej - z resztą widać po ogromnych denkach w poszczególnych cieniach. Dzięki niej zrobicie delikatny makijaż na dzień, do szkoły, pracy, ale i mocniejszy, wieczorowy. Jak za taką cenę zdecydowanie polecam! No i druga perełka nudziakowy lakier do paznokci z Primarka za 1 funta :) Genialny! Pięknie wyglądał na paznokciach, miał wygodne opakowanie, przyjemny pędzelek. Będę wspominać ten lakier bardzo dobrze, a jak dojadę do Anglii to z pewnością go jeszcze sobie zakupię. 

A to kosmetyki, które sama zrobiłam - peeling cynamonowy i tonik goździkowy. Peeling ma właściwości ścierające, cynamon wspomaga walkę z żółtą skórką cellulitu no i pięknie pachnie w łazience. Przygotowanie jest banalnie proste bo trzeba tylko cynamon, cukier i kapeńkę oliwy z oliwek połączyć ze sobą. Produkt jest zdatny do użytku przez 2 tygodnie. Natomiast tonik goździkowy to coś dla cer trądzikowych, z niedoskonałościami. Zmielone goździki zalewa się wrzątkiem, przecedza przez sitko i przestudzone przechowuje w lodówce przez 3 tygodnie. Działa odkażająco, ściągająco, no i również ładnie pachnie. Już za kilka dni robię sobie kolejny zestaw, żebym miała te kosmetyki pod ręką w okresie świątecznym. Wam również je gorąco polecam! :)

MUZYKA

W listopadzie przypomniałam sobie zespół z lat 90. - Kelly Family. Słuchałam niemal na okrągło, odkrywając na nowo sens słów w moich ulubionych hitach. Z niecierpliwością czekam też na pierwszą płytę Karoliny Baszak, która sławna jest z kanału vlogowego i marki aeterie. No i gratulowałam wygranej Mateuszowi Grędzińskiemu, który był moim faworytem od początku :)

♫ I can't help myself
♫ Every baby
♫ An angel
♫ Fell in love with an alien
♫ Mroźnej zimy chłód
♫ Obietnice

_______________________________
Notka wyszła długa, więc tylko powiem - do usłyszenia w następnych notkach i miłego czasu przedświątecznego, a w tej serii widzimy się znów za rok ;)

poniedziałek, 28 listopada 2016

#1 Ślub i wesele - termin, lista gości i sala weselna

Dzień dobry! :) Za oknem robi się coraz bardziej zimowo, temperatury spadają poniżej zera, a monotonną szarość jesieni zaczyna zabierać śnieżnobiały puch. Ta biel śniegu przywodzi mi na myśl zbliżające się małymi krokami ślub i wesele...
 

16.08.2015
Oczywiście czytelnicy regularnie odwiedzający mojego bloga wiedzą, że od 4 lat jestem w związku z Karolem, a od ponad roku jestem również jego szczęśliwą narzeczoną. Jako, że ślub staje się już coraz bliższy, przygotowania nabrały tempa, a ja nie ukrywając uwielbiam tematykę ślubną, postanowiłam wprowadzić nowy cykl postów, który będzie opatrzony jakże oryginalnym tytułem "Ślub i wesele" :D W tym cyklu będę na bieżąco informować o postępach w przygotowaniach, dodawać zdjęcia, a na koniec oczywiście wstawię fotorelację z samej uroczystości zaślubin i wesela, oraz krótkie podsumowanie.
Mam nadzieję, że przyjemnie będzie się Wam taką serię czytało i oglądało, a już dzisiaj zapraszam na pierwszą część ;)

TERMIN

Wybór terminu był dla nas niemalże oczywisty - lato 2017. Mimo iż zaręczyliśmy się w 2015, dla nas rok 2016 totalnie odpadał. Przede wszystkim ze względów ekonomicznych, bo ja dopiero w 2016 skończyłabym studia, a jednak ślub i wesele to dość duży wydatek. Również nasi rodzice, którzy zadeklarowali się nam pomóc finansowo, nie są w stanie zgromadzić dużej kwoty pieniężnej ot tak, w kilka miesięcy. Nie mówię już o tym, że marzy nam się po ślubie zamieszkanie we własnym gniazdku. Teraz te plany wydają się być trochę mało realne do zrealizowania, ale na pewno będzie nam do nich bliżej za rok, niż teraz ;) Druga sprawa - sytuacja zdrowotna w naszej rodzinie. Choć nie braliśmy pod uwagę śmierci członków rodziny, okazało się, że w tym roku z obu stron zmarły bliskie nam osoby. Ze względu na żałobę byłaby to dla nas w tym roku mało radosna uroczystość... Trzecia sprawa - dostępność sal weselnych. Takie sprawy trzeba niestety załatwiać z dużym wyprzedzeniem, u nas w Zamościu lepsze lokale zamawia się na dwa lata do przodu.

Kilka miesięcy temu.... Teraz to już ponad połowa mniej :)
Ładnym i wolnym terminem, który od razu zaklepaliśmy był 5 sierpnia 2017. Jak tylko pojawiła się księga intencji na 2017 w moim kościele parafialnym, również poszłam do księdza i zarezerwowałam termin na godzinę 17. Od dzisiaj to jeszcze 250 dni, ale czas biegnie tak szybko, że jestem pewna, że ani się obejrzę, a będę już zakładać welon :)

LISTA GOŚCI

Ustalenie listy gości weselnych jest kluczem przy planowaniu wesela. Przede wszystkim trzeba sobie odpowiedzieć na pytanie - na ile osób chcemy zrobić wesele i na jak duże wesele jesteśmy w stanie sobie pozwolić. Wiem, że teraz robienie wielkich wesel odchodzi do lamusa, a młodzi coraz częściej szukają alternatyw, żeby zrobić mniejszą imprezę, albo w ogóle z niej rezygnują.

My postanowiliśmy być jednak wierni tradycji ludowej i robimy wesele na ok. 140 osób. Jasna sprawa, że na przestrzeni dwóch lat ta lista może się trochę wydłużyć (lub skrócić), ale wstępny obraz jaki nam to daje wystarczy, żeby móc pójść krok dalej...

SALA WESELNA

Pierwszy pytaniem jakie prawdopodobnie padnie od właścicieli lokali będzie "Na ile osób robią państwo wesele?". Bo sala ma ograniczone miejsce i nie każda wymarzona sala będzie adekwatna do liczby gości jaką zamierzamy zaprosić. To chyba oczywiste...
Poza pojemnością ludzi, ważnym pytaniem, na które z kolei powinni odpowiedzieć nam gospodarze jest cena oraz jej zmiany w następnych latach. Kiedy szukaliśmy sali, w jednej karczmie powiedziała nam pani, że na ten moment jest to taka i taka cena, ale nie daje nam gwarancji na to, że ta cena będzie obowiązywała za dwa lata. Taki brak gwarancji jest dość ryzykowny i wydaje mi się, że lepiej poszukać gdzie indziej. Szczególnie, że zazwyczaj po Nowym Roku ceny rosną w górę, a nie spadają...
To co nierozerwalnie łączy się z ceną - nie bójmy się dokładnych i konkretnych pytań. Co zawiera się w cenie za osobę, o co państwo młodzi muszą zatroszczyć się sami i jak przedstawia się sposób płacenia. Dokładnie czytajmy umowę i dopilnujmy, żebyśmy otrzymali pisemny dowód wpłacenia zaliczki.

Nasz wybór :)
Nasze wesele odbędzie się w Gościńcu "Sami Swoi" k. Zamościa. Ten lokal w klimacie karczmy najbardziej odpowiadał nam lokalizacją (mniej więcej na środku między naszymi domami), a zarazem nie tak daleko od kościoła. Ważnym aspektem był oczywiście wystrój sali, który jak najbardziej wpisuje się w nasze wyobrażenia o sielskim tradycyjnym weselu wiejskim. Poza tym przeważyła rozsądna cena oraz miła i ogarnięta w temacie właścicielka.
Mam nadzieję, że na naszym weselu będzie dokładnie tak pięknie jak w kolorowych broszurach i naszych osobistych wspomnieniach związanych z tym lokalem. Ale o tym to się przekonamy dopiero za kilka miesięcy ;)

_____________________________
Kochani, na dzisiaj to już wszystko. Nie chcę poruszać zbyt wielu tematów na raz, żeby nie robić przydługich wpisów. Oczywiście na wszelkie pytania odpowiem w komentarzach, a następny wpis z tej serii już niedługo, bo na chwilę obecną wiele już spraw z weselem ogarnęliśmy :)
Papa i do następnego postu, którym najprawdopodobniej będzie fotorelacja z listopada! ;)

niedziela, 20 listopada 2016

DIY: Kalendarz Adwentowy

Dzień dobry! :) Wielkimi krokami zbliża się grudzień, a więc czas odliczania do świąt Bożego Narodzenia. W tym roku postanowiłam kreatywnie spędzić ten czas dlatego też wykonałam kalendarz adwentowy, w którym umieściłam cytaty, ciekawe zadania czy małe wyzwania. Oczywiście Wy również możecie zrobić sobie taki kalendarz, a wewnątrz umieścić co tylko chcecie. Mogą to być słodycze, herbatki, zadania itd. Samo zrobienie kalendarza jest trochę czasochłonne, więc warto zacząć już dziś, żeby zdążyć do pierwszego grudnia :) Poniżej przedstawiam moją propozycję na wykonanie kalendarza.


Do wykonania potrzebne będą materiały:
-kartki (moje to białe A4, do drukarki)
-kawałek sznurka (w moim przypadku około 2 metry)
-podstawa do której zaczepimy sznurki z kopertami (u mnie tablica do pisania)
-pinezki (albo inne materiały do przyczepienia sznurka)
-kolorowe papiery (np. papiernicze, świąteczne, kolorowy blok lub gazety)
-mazaki/pisaki/markery/długopisy (do napisania cyferek, można też przykleić naklejki z numerami)
-nożyczki, zszywacz, spinacze, taśma klejąca dwustronna, taśmy washi tapes
-inne dekoracje



Generalnie to ogranicza Was tylko wyobraźnia. Można przecież przytwierdzić takie sznurki do ściany lub w ogóle zrezygnować ze sznurka i np. wbijać koperty pinezkami w tablicę korkową. Możliwości jest bardzo dużo.

Krok 1. Liczy się wnętrze.


Staranne rozplanuj zadania na adwent, jakieś wyzwania, cytaty. Pamiętaj, że wszystko robisz na malutkich karteczkach. Oczywiście jeśli chcesz - przygotuj czekoladki czy cukierki.
Do każdego dnia dobierz właściwe karteczki (miej na uwadze ilość dni przed świętami, niedziele i święta i własne preferencje). Żeby np. nie zapakować prezentów świątecznych przed ich zakupem ;) Bo przykładowe zadania właśnie mogą być takie - zapakować prezenty, ubrać choinkę, ozdobić pokój, śpiewać kolędy, zrobić sobie grzańca :) Wcale nie musi być trudno i kosztownie.

Krok 2.  Koperty z numerami

Jeżeli chcecie, oszczędźcie sobie pracy i kupcie takie mini kopertki w sklepie. Jeśli jednak jesteście oszczędni w pieniądze ale rozrzutni w czas - zróbcie sami. Oczywiście możecie poszukać na internecie jak złożyć ładnie koperty z papieru, ale jeśli wolicie uproszczone wersje spójrzcie na obrazek a to Wam wszystko rozjaśni :)


Ćwiartkę kartki A4 zaginam po bokach na szerokość ok. 1 incha (2.5 cm), później od dołu zaginam tak, żeby u góry trochę jeszcze wystawało. Następnie wsuwam zszywacz w kopertę i po obu bokach zszywam. Nie mam zdjęcia, ale po 5. etapie ucinam końcówkę w kształt trójkąta i obcinam niepotrzebne tak by powstał efekt jak na rys. 6 ;) Mała koperta gotowa! :)

Teraz czas na dekorację kopert.



Z kolorowego papieru wycinam kółka (odrysowuję je od washi tape), a następnie z białego kartonu wycinam mniejsze kółka (odrysowane np. od innej taśmy). Większe przyklejam za pomocą zwykłej taśmy klejącej dwustronnej, natomiast, żeby dodać przestrzenności mniejsze kółka przyklejam na grubszą taśmę dwustronną. Oczywiście uprzednio na małych kółeczkach zapisuję numerki. Na koniec wsuwam odpowiednią zawartość do każdej z kopert i zaklejam je z tyłu małym kawałkiem taśmy kolorowej.



Krok 3. Montaż i dekoracja



Ja swoje koperty przypięłam do sznurka spinaczami biurowymi. Sznurek z pętelkami po obu stronach założyłam za główki pinezek wbitych w drewnianą ramę. Dla ładniejszego wyglądu przypięłam kokardę, rozetkę i tytuł mojego dzieła artystycznego ;) Jak już wspomniałam na początku - wszystko zależy od Waszej inwencji twórczej i wyobraźni :)

_______________________________________________
To moje pierwsze DIY na tym blogu dlatego liczę na Wasze opinie i komentarze. Podoba Wam się? Chcecie więcej takich postów w przyszłości? Tymczasem uciekam i życzę Wam miłego weekendu! Do usłyszenia niebawem :*

poniedziałek, 14 listopada 2016

Randki nie tylko w pizzerii

Cześć :) Nie ukrywam, że do dzisiejszej notki zainspirowało mnie samo życie i wspomnienie pierwszych naszych randek z Karolem. Choć bardzo miłe, wspominane z wielkim rozczuleniem i uśmiechem, były raczej średnio ciekawe i dość przewidywalne. Niemal za każdym razem jechaliśmy do pizzerii, a ja dostawałam kolejną różę na powitanie. Później oczywiście rozmawialiśmy, spacerowaliśmy, poznawaliśmy się. Choć nigdy ale to nigdy nie zabrakło nam tematów do rozmów, a pojęcie niezręcznej ciszy w ogóle u nas nie występowało, nasza pomysłowość co do formy randek raczej była na niskim poziomie.



Kilka dni temu obchodziliśmy czwartą rocznicę naszego związku i już wcześniej zastanawialiśmy się, jakbyśmy mogli fajnie spędzić ten dzień. Nie ukrywam, że na początku chciałam spędzić ten dzień absolutnie wyjątkowo. Jednak po delikatnej rozmowie, nasze myśli jakoś mimowolnie uciekały do utartych schematów - romantyczna kolacja w lokalu, może pizza/kebab, ewentualnie jakieś lody czy ciastko w cukierni. Biorąc pod uwagę różne czynniki, takie jak - koszt, zdrowie, ciekawość - doszliśmy jednak do wniosku, że te wszystkie propozycje są mało ciekawe i tak naprawdę nas nie interesują. Chyba nam się już to wszystko przejadło ;) Nie mniej jednak początkowo ustaliliśmy, że odwiedzimy karczmę, w której mieliśmy swoją pierwszą randkę. Choć może i trochę niezdrowo, to jednak ze szczyptą romantyzmu. Może dodam tylko, że ta karczma jest położona nad stawem, na którym usytuowany jest barokowy kościółek. Miejsce absolutnie magiczne.

Życie jednak jak to życie, spłatało nam figla i rano Karol przekazał mi smutną wiadomość o tym, że jego pies jest chory i nie wiadomo czy doczeka jutra. (Tak na marginesie - jest już dużo lepiej, trzydniowa seria zastrzyków chyba mu pomogła). Nie wiele myśląc zapakowałam się do busa i pojechałam do niego. Jak za dawnych czasów licealnych, dotarłam do niego busem, a on odebrał mnie z przystanku wręczając mi różę :) Chwilę posiedziałam z psem, a później rozmawiając z mamą Karola zjedliśmy wspólnie obiad. Po obiadku mały toaścik Soplicą śliwkową z Jego mamą i ciastko do kawki. Chwilę posiedzieliśmy i postanowiliśmy gdzieś wyruszyć. Jakoś ochota na pizzę nam przeszła, zahaczyliśmy więc o zamojską galerię handlową. Tam przespacerowaliśmy się po kilku sklepach, stwierdziliśmy, że nic nie ma i przyjechaliśmy do mnie. Włączyliśmy sobie film, powspominaliśmy dawne dzieje, a na koniec zjedliśmy po kawałku domowej pizzy :) Totalnie domowo, zwyczajnie, normalnie...



Najśmieszniejsze jest to, że ten zwyczajny sposób spędzenia razem czasu okazał się być najlepszy. Dzień, mimo, że zapowiadał się fatalnie, okazał się być bardzo miły i przyjemnie spędzony. Przy okazji odkrycia tego, że wcale nie trzeba fajerwerków, żeby było cudownie, nasunęła mi się refleksja co do formy spędzania czasu parami. Moje dawne myślenie "co by tu wymyślić" zostało przerwane z chwilą uświadomienia sobie, że wcale nie musi to być coś z tej kategorii randkowej. I że ten jeden dzień, jakim jest rocznica, urodziny czy imieniny może być bardzo mile spędzony, kiedy zrobimy coś co jest ściśle związane z tym dniem. Może to być przywołanie wspomnień, wspólne obejrzenie zdjęć, snucie planów co do przyszłości czy uzupełnienie listy weselnych gości ;) Miło też jest wyjść pospacerować, przejechać się gdzieś samochodem czy zrobić wspólnie, w domu kolację do jakiegoś nastrojowego filmu czy muzyki. Randka może być w domu i bez fajerwerków. Eureka!

____________________________________________

Jestem bardzo ciekawa Waszego zdanie. Celebrujecie Wasze rocznice? Preferujecie wyjścia czy pozostanie w domu? Jaka była Wasza najlepsza lub najbardziej nietypowa randka?  I generalnie - jak Wy zapatrujecie się na te okazje? Z miłą chęcią poczytam o tym w komentarzach :)

wtorek, 8 listopada 2016

Nie bój się porażek

Wiem, że to co piszę jest mało odkrywcze, ale mimo wszystko chcę o tym napisać - i dla Ciebie, i dla siebie. Może bardziej ku pokrzepieniu, a może trochę, by przypomnieć naszą omylną naturę człowieczą. Jeśli masz chwilę - przeczytaj i pomyśl, może za sprawą czarodziejskiej różdżki doznasz wewnętrznego spokoju.

Powiedzenie głosi, że tylko ktoś kto nic nie robi, nie popełnia błędów. Myślę, że mogę się z nim w zupełności zgodzić, a nawet jeszcze bardziej rozwinąć.
Są w życiu sytuacje, w których nie możemy stać obojętnie, musimy działać, podjąć jakąś decyzję, zrobić pierwszy krok ku czemuś. Choć najbardziej zniechęcają porażki na początku jakiejś ścieżki, najbardziej bolą te na wysokim szczeblu rozwinięcia...



No weźmy na przykład parę osób, które po jakimś czasie się rozchodzą. Pewnie po kilku dniach znajomości nie będzie nam tak przykro jak po latach nieudanego małżeństwa. Wtedy to pewnie bardziej chcielibyśmy, żeby ta druga osoba nigdy nie pojawiła się w naszym życiu, a pozwolenie jej wejścia do naszego życia traktujemy jako swoja największą życiową porażkę. Po takim zranieniu ciężko jest ponownie się otworzyć na inne osoby, zaufać komuś od nowa, stworzyć związek bez żadnych podejrzeń i uprzednich obaw. I dlatego bojąc się ponownej porażki, nie pozwalamy sobie na to szczęście, jakim mogłaby być dla nas druga osoba.

Tak samo jest z pracą. Chcemy gdzieś pracować, ale jednocześnie jesteśmy świadomi swoich niedoskonałości, niekompetencji, boimy się. Nie chcemy próbować swoich sił tam, gdzie wydaje nam się, że nie dalibyśmy sobie rady. Marzenia zawodowe odsuwane są na dalszy plan tylko dlatego, że boimy się porażki. Tego, że nie dostaniemy tej pracy, zostaniemy wyśmiani, odrzuceni.

Strach przed porażką tak naprawdę może nas blokować we wszystkim - w zdrowym trybie życia i regularnych ćwiczeniach (nie dam rady, co jeśli będzie zima, co z jedzeniem w święta - nie dam rady, to nie dla mnie), w nauce obcego języka (nie mam talentu, po co mam się teraz uczyć, jak nigdzie mi się to nie przyda, albo jak wiem, że nie będę miała na to czasu), czy nawet w zawieraniu przyjaźni (bo co jeśli się pokłócimy i ona zechce podzielić się z innymi moimi sekretami).



Ten paraliżujący strach odbiera nam szansę na szczęście. Poddanie się bez walki to chyba najgorsza rzecz, jaką możemy zrobić. Bo przecież nie można od razu spisywać coś lub kogoś na straty, trzeba przeanalizować opcje wyboru, różne ewentualności. Przede wszystkim trzeba jednak uświadomić sobie jak nic nieznaczące są te bzdury, jakimi zadręczamy się na co dzień.

Ktoś może się ze mną nie zgodzić - ale jak to nic nieznaczące?! Wybór studiów to najważniejszy wybór, od niego zależy całe moje życie, bla bla bla... Ale co to oznacza tak naprawdę w praktyce? Że po studiach zaczniesz szukać pracy, jeśli znajdziesz będziesz szczęśliwy, ale jeśli nie, to Twoje życie też się na zawali - możesz pójść na dodatkowe szkolenie czy kurs, próbować w innym mieście, wyjechać za granicę. Opcji jest tak dużo, że nic tylko po kolei wszystkie testować i wybierać to, co najbardziej nam pasuje. Nie może być jednak tak, że nic nie wybieramy, niczego nie szukamy i żyjemy będzie co ma być. Otrząśnij się, to Twoje życie, musisz brać sprawy w swoje ręce i działać. Nikt za Ciebie tego nie zrobi. Serio.

Życie jest za krótkie, żeby wciąż bać się porażek i niepowodzeń. Gdy się pojawiają - trzeba je przyjąć, zaakceptować, ale wcale nie musimy się wycofywać. Możemy spróbować jeszcze raz, albo pójść inną drogą - spróbować czegoś innego lub gdzie indziej. Świat przecież daje nam tyle możliwości...



Jeśli wydaje Ci się, że post Ciebie nie dotyczy, bo Ty niczego się nie boisz, biegniesz życiu naprzeciw i w ogóle jesteś dzieckiem szczęścia, to uważaj. Bo ja osobiście nie znam osoby, która choć raz by się nie potknęła, która choć raz nie zaznałaby goryczy porażki. Mam jednak nadzieję, że zamiast wypierać ją ze swojego życia zaakceptujesz ją jako nieodłączną część Twojego życia, dzięki której jesteś w tym miejscu, w którym jesteś.  I zamiast zamykać się w sobie, będziesz otwierać się co raz bardziej, nawet jeśli czasem będzie bolało.

środa, 2 listopada 2016

Fotorelacja | Październik 2016

W tej fotorelacji będzie nieco odwrotnie niż w poprzednich postach z tego cyklu - będzie więcej propozycji książkowo-filmowo-muzyczno-kulinarnych, natomiast ta część ze zdarzeniami z mojego życia będzie wyjątkowo krótka. Tak czy siak zapraszam Was do poczytania o ubiegłym miesiącu w moim życiu ;)

CO SIĘ DZIAŁO

Już z pierwszymi dniami października dostałam nietypowej wysypki na brzuchu, a po udaniu się do lekarza stwierdzono u mnie ospę wietrzną. I w tamtym momencie dowiedziałam się, że zachorowanie w wieku dziecięcym nie wyklucza możliwości powrotu choroby w formie łagodniejszej ospy lub groźniejszego półpaśca. Ta diagnoza niestety wykluczyła mnie z życia towarzyskiego na dobre dwa tygodnie. Po tym okresie czasu było kilka spotkań przy herbatce lub nalewce z Olą, a w ostatnią niedzielę spotkałam się z moimi koleżankami z liceum - Olą i Magdą. Było wino, przekąski i plotki niemal do bladego świtu :)

 Babski wieczór :)

Poza tym wymiana mebli w moim pokoju w końcu dobiegła końca. Zostały jeszcze tylko jedne drzwi do założenia, na których jest lustro. Niestety lustro było pęknięte w pierwotnej paczce, którą dostaliśmy ze sklepu. Reklamacja już złożona, teraz tylko czekamy na dostawę nowego lustra.

Szafa z brakującym lustrem ;) 

 Jest jeszcze ława i komoda :)


Na ostatni weekend zjechał też do domu rodzinnego mój brat, Wojtek. Razem z rodzinką spędziliśmy miłe chwile przy herbacie malinowej, a także odwiedziliśmy groby bliskich. Moje jakże genialne odkrycie, że każdy ma aż ośmioro pradziadków zainspirowało mnie do zrobienia drzewa genealogicznego mojej rodziny, za co zamierzam się zabrać na dniach :)



Jesień jest dosyć brzydka i chyba w tym roku mimo najszczerszych chęci nie dam rady jej polubić. Mimo wszystko, muszę przyznać, że niektóre krajobrazy robią wrażenie, nawet jak pogoda nie dopisuje.

U mnie na wsi...

Z samochodu, w drodze na cmentarz...

I w ogródku ;)

KULINARNIE

Ze względu na to, że połowę miesiąca przesiedziałam w domu, troszkę pichciłam w kuchni.
Na obiad serwowałam rozgrzewające ragout, jarskie kotlety z kalafiora i kaszy jaglanej czy szybki makaron z sosem bolońskim.






Ze słodkich wypieków robiłam amerykańskie naleśniki, uczyłam się robić placki na sodzie z receptury babci oraz piekłam murzynka z gruszkami. 






Nie mogę też nie wspomnieć o malinowych herbatach, które absolutnie pokochałam w październiku.



KSIĄŻKI I FILM

Książka, którą musicie przeczytać to "Dziewczyny z powstania" Anny Herbich. Niesamowite wzruszające historie 11 kobiet, które brały udział w powstaniu. Powstanie jest pokazane z perspektywy kobiecej, przy czym przekrój kobiet jest tak duży, że daje to czytelnikowi pełniejszy obraz na tamtejszą rzeczywistość. Na pewno książka nie jest stronnicza, co ważne - autorka nie ocenia czy powstanie było konieczne, a jedynie przedstawia jego przebieg i kreśli kontekst do całej II wojny światowej, a nawet przedwojennej sytuacji w Polsce i w Europie. 



Jeśli chcecie pozostać trochę w tematyce wojennej, polecam też książkę "Grand" Janusza Leona Wiśniewskiego. To tak naprawdę literatura trochę kobieca, romansowa. Czyli tak jak zawsze w przypadku tego autora. Ale myślę, że do poczytania jest bardzo ciekawą pozycją. 

Bardzo ambitna, ale i trudna jest też książka Julio Cortazara - "Gra w klasy". To bardzo specyficzna książka, którą czyta się przynajmniej dwukrotnie, troszkę inaczej układając rozdziały w kolejności. Na pewno nie jest to książka lekka i przyjemna, ale za to bardzo inspirująca! 

To chyba mój pierwszy miesiąc, kiedy filmów obejrzałam mniej niż przeczytałam książek. I to jestem w stanie tylko jeden wyróżnić - "Pan Tadeusz" Andrzeja Wajdy. Obejrzałam go na TVP1, zaraz po śmierci tego reżysera. Cóż, niby zwykła ekranizacja książki, lektury, ale za to bardzo przyjemna z dobrą grą aktorską i pięknymi zdjęciami! Obejrzyjcie koniecznie, żeby przypomnieć sobie ten wybitny poemat Adama Mickiewicza :) 


KOSMETYKI

Całkowicie pozytywne wrażenie produktów do golenia Venus. Co śmieszne, maszynki jednorazowe(u mnie wielokrotnego użytku) są z Gilette Venus, a już pianka tylko z Venus :D. Ale oba produkty super się u mnie sprawdziły i z pewnością kupię je ponownie. W takim duecie wydaje mi się, że nawet moje nogi tak nie są podrażnione jak zazwyczaj. Maszynki są ostre, nie tępią się szybko, poza tym mają antypoślizgowe rączki i fajny kształt, natomiast pianka pięknie pachnie, dobrze działa, a na dodatek jest tania :) 

Kolejny ulubieniec to maski z Marion, które ciężko dostać (ja kupuję w E.Leclerc), a które mają rewelacyjny skład - samą zieloną glinkę. Są typowo oczyszczające, w saszetce znajduje się proszek, który należy samemu rozrobić z wodą. Uwielbiam i kupię ponownie. 

Nie kupujcie natomiast bazy pod cienie z Ingrid - totalna tragedia oraz pomadki Pearly Shine z Nivea - strasznie wysusza, a kolor na ustach jest strasznie brzydki ;/.

MUZYKA

Muzyki to chyba najwięcej słuchałam oglądając The Voice of Poland :) Lubię oglądać ten program ze względu na Natalię Kukulską i jej niesamowitą urodę, ciepło które od niej bije, ale również dla przepięknych głosów. Dla mnie faworytem tej edycji jest Mateusz Grędziński. Jego nokaut w ostatnim odcinku był po prostu mega - poderwał mnie z kanapy, rozruszał publiczność i jurorów. I o to powinno chodzić :)

♫ Uptown funk
♫ Million reasons
♫ Black sweater

______________________________________________________

To by było na tyle, jeśli chodzi o październik. Miejmy nadzieję, że listopad przyniesie więcej ciekawych chwil, które będę mogła Wam opisać za miesiąc :) Pozdrawiam cieplutko i do następnego, cześć! ;)