sobota, 30 stycznia 2016

Biegnijmy

Biegać zaczęłam dość niedawno. Na początku byłam do tego sportu dość sceptycznie nastawiona, a to ze względu na doświadczenia z przeszłości. W Polsce robiłam kilka podejść do biegania, które jednak zawsze kończyły się fiaskiem. Zawsze było coś, co skutecznie mnie zniechęcało. A to pora biegania (tu za wcześnie, tam za późno), wzrok sąsiadów, nieuwiązane psy, które grasują po okolicy, brak towarzystwa, przemęczenie i przegrzanie spowodowane złym podejściem i ubiorem itp.

Zachęcona jednak pewnym wpisem na blogu TUTAJ postanowiłam spróbować raz jeszcze, tym razem na angielskiej ziemi. I jestem wdzięczna samej sobie, że teraz podeszłam do tego mądrze, z głową. Przede wszystkim zaczęłam od lektury dla początkujących biegaczy. Poczytałam o tym jak się ubrać, co zrobić przed i po bieganiu i ile biegać. Zaczynając od testu biegu, który tak na marginesie wcale mi tak źle nie wyszedł, jak zakładałam na początku, zaczęłam biegać. Zgodnie z programem biegania zaczęłam od serii 3 powtórzeń po 10 minut biegu i 2 minuty marszu. Teraz, po 13stu wyjściach na bieganie jestem na etapie 12.5 minuty biegu i 2 minut marszu, oczywiście x3 w każdej serii. Przyznam, że może to nie jest najbardziej imponujący wynik, ale ja jestem z siebie naprawdę dumna.



Przede wszystkim cieszę się, że potrafię się zmotywować do wyjścia z domu.  Myślę, że to właśnie ten krok jest kluczowy... ;) Mam plan treningowy, którego nie chcę przeskakiwać i który jest bardzo dobrze dostosowany do mnie. Kiedyś popełniałam ten błąd, że szłam biegać i biegłam, aż wypluwałam płuca, a po powrocie do domu przez 5-10 minut leżałam na łóżku i czekałam, aż mój oddech się uspokoi. Teraz jest zupełnie inaczej. Biegnę te kilkanaście minut, a później niezależnie od zasobu sił robię przerwę na 2 minuty marszu i kolejne powtórzenia biegu mogę wykonać bez wielkiego wysiłku i zadyszki. A najfajniejsze jest to, że po treningu nie mam efektu śmiertelnego zmęczenia - od razu idę pod prysznic, a następnie do innych zajęć. Koniec z rzucaniem się na łóżko tuż po przyjściu z dworu ;)

Jest jednak jeden aspekt, który pomijałam w swoich treningach, a który zamierzam skrupulatnie poprawić - rozciąganie. Wbrew pozorom jest to bardzo ważne przy bieganiu. Nawet gdy przed i po bieganiu czujesz się dobrze, to już przy następnym starcie mogą pojawić się kłopoty. A tak więc bardzo polecam relaksującą część rozciągania się po treningu. Robimy to dla swojego zdrowia, a także dla lepszych wyników.



O pozytywnych stronach biegania nie chcę się rozpisywać - jeśli chcecie zmotywować się do biegania wejdźcie na bloga, którego link podałam powyżej. Autor dość obszernie opisał plusy biegania, które przekonały mnie do spróbowania, więc może i Was one przekonają... Ale powiem krótko - warto! :)

18 komentarzy:

  1. U mnie póki co wyglądałoby to odwrotnie. 2 minuty biegu, 10 minut umierania :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hehe, też mi się tak wydawało, ale nie jest tak źle :D

      Usuń
  2. Nie potrafię biegać, chciałabym to zwalić na nieumiejętność oddychania wtedy i krzywą przegrodę nosową ale chyba się nie da :P Jak biegałam to tylko małe dystanse kiedyś, ogólnie wolę rowerek i inne ćwiczenia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale rowerek to taki zwykły czy stacjonarny? ;) Bo na rowerze ja również uwielbiam jeździć :) Ale to w lato... :)

      Usuń
    2. Stacjonarny. Na zwykly mnie nie stac choc zawsze chce :p no i... tu u meza mam tylko orbitek, a u rodzicow stacjonarny.

      Usuń
    3. Aha, rozumiem. Brak miejsca to też dość istotny problem.

      Usuń
  3. Odpowiedzi
    1. O proszę. Długo już biegasz? Może jakieś porady od bardziej doświadczonej biegaczki? :)

      Usuń
  4. Ja nie przepadam za bieganiem od czasów szkolnych. Zawsze wolałam gry zespołowe, siłownię, gimnastykę, a nawet taniec.... ale nie bieganie :)

    W sumie to nie wiem dlaczego :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też nie zawsze pałałam miłością do biegania :D Ale oprócz biegania lubię też siatkówkę, badminton, ping-pong czy rower! :)

      Usuń
  5. Nigdy nie biegałam, ale szukam jakiejś przyjemnej formy ruchu i chyba w końcu zdecyduję się na bieganie, bo pojawia się najczęściej wśród propozycji. Albo taniec :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, taniec też fajna rzecz... To takie moje niespełnione marzenie :)

      Usuń
  6. Kiedyś biegałam, ale miałam dokładnie tak, jak Ty - bieg, a później uczucie, jakby płuca mi płonęły i dochodzenie do siebie... Straszne! Co prawda nie czytałam żadnych poradników ani nic i nigdy więcej nie próbowałam. W zamian postanowiłam uczęszczać na siłownię. Niby też fajne zajęcie, ale kurcze, bez rozgrzewki nie ma co podchodzić. Niestety olewałam ją za każdym razem, aż nabawiłam się kontuzji kolana i teraz ani biegać ani ćwiczyć :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja się trochę boję siłowni - wydaje mi się tam być dla mnie za ciężko, a poza tym to chyba bym się wstydziła ćwiczyć przy wszystkich ;x

      Usuń
  7. Tyle razy próbowała biegać... ii jednak wole rower. ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Bieganie dla mnie tylko latem i to w małych ilościach :D Rower kocham ponad wszystko :D Pozdrawiam

    ksiazkoteka.bloog.pl

    OdpowiedzUsuń