poniedziałek, 11 stycznia 2016

Mały krok w przód

Czasami podniosłe slogany i ogólnikowo stawiane cele zamiast motywować do działania, prowadzą nas do totalnej załamki i wielkiej rozkminy z cyklu jaka ja jestem beznadziejna i czemu muszę się z tym męczyć. Chyba sami przyznacie mi rację, kiedy ośmielę się stwierdzić, że waga słów "Napiszę pracę licencjacką." jest większa niż "Otworzę program, przeparafrazuję kilka zdań z książek, porobię ładne style i czcionki a na koniec się podpiszę."

Może przykład, który podałam jest dość przerysowany, ale chyba wiecie o co mi chodzi. O metodę małych, prostych kroków. Myślę, że styczeń to idealna pora, aby wspomnieć o tej technice, bo przecież nowy rok to nowa karta, na której można zostawić całkiem duży ślad po sobie. Wiele osób zrobiło postanowienia noworoczne, inni po prostu chcą się zmotywować do codziennej nauki czy pracy. Nieważne co się robi w życiu, metoda małych kroków znajduje zastosowanie w każdej najmniejszej oraz największej sprawie. Jest po prostu uniwersalna.




Czasem czytając różne postanowienia/cele na rok 2016, w głowie mam jedną myśl - czy uda się tej osobie to osiągnąć i na jakim etapie powie sobie, że dotrzymała tego postanowienia. Bo większość postanowień jest dość ogólnikowa, jak gdyby robiona na szybko. Są to postanowienia typu - schudnę, postaram się więcej czytać, będę bardziej towarzyska. Szczerze? Niezbyt wierzę w powodzenie tego typu postanowień. Według mnie dużo łatwiej zmotywować się do postanowień typu "W poniedziałki i środy biegam", "W styczniu przeczytam 5 książek" czy "W sobotnie wieczory będę wychodzić z domu". Postanowienie według mnie powinno być konkretne, sprecyzowane. Takie, że kiedy przyjdzie na coś czas - osoba zabiera się do roboty. Albo chociaż powinno mieć krótki deadline - jak miesiąc czy kwartał, bo niestety, ale do grudnia to już przypuszczalnie nie będziemy pamiętać, co sobie postanowiliśmy w styczniu. Z resztą - wtedy jest już zazwyczaj za późno na spełnianie postanowień.

Mam szczerą nadzieję, że odświeżyłam Wam pamięć o tej popularnej, choć często zapominanej metodzie małych kroków. Nie bójcie się podniosłych celów, ale pamiętajcie, że nie od razu Kraków zbudowano i zanim zarobi się przysłowiowy pierwszy milion, najpierw trzeba zarobić pierwszą złotówkę. Powodzenia i do następnego!

18 komentarzy:

  1. To prawda, ludzie czasem stawiają sobie bardzo wysokie poprzeczki zapominając o tym by robić małe kroki zamiast skakać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze to ujęłaś ;)

      Usuń
    2. Bo kiedyś sama za dużo wymagałam od siebie... A lepiej powoli wspinać się niż próbować do sięgnąć czegoś bardzo wysoko, wtedy osiągając małe sukcesy idzie się do celu a próbując od razu wysokich lotów człowiek prędko się rozczarowuje i rezygnuje.

      Usuń
    3. Czasami niestety tak jest.

      Usuń
  2. Cóż, ja nie robię postanowień. Chociaż dla tych robiących, twoje metoda jest na pewno bardziej korzystniejsza.
    Mój Blog - klik!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak jak pisałam w poście - to nie jest metoda tylko dla robiących postanowienia, ta metoda to tak na prawdę sposób na życie.

      Usuń
  3. Masz rację metoda małych kroczków jest uniwersalna i według mnie najlepsza :)
    kasiaa-blog.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że podobnie myślimy :)

      Usuń
  4. Nie mam postanowień noworocznych, bo zawsze o nich zapominam i pod koniec roku czuję się jak nieudacznik :D zamiast tego co miesiąc odświeżam sobie moją małą listę "cele na styczeń/luty/marzec...". Może nie są to szczyty moich ambicji, ale po prostu małe rzeczy, które mnie uszczęśliwiają i motywują :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, super! Takie miesięczne cele są super sprawą, bo na bieżąco się robi to, co się planuje :)

      Usuń
  5. ja bez postanowień :D

    Pozdrawiam i miłego tygodnia życzę :)
    Anru

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja nie mam postanowień, bo zawsze zapominam o nich po miesiącu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem czy to dobry tok myślenia, ale ja już tam nie wnikam :D Grunt, żebyś to Ty się spełniała i czuła szczęśliwą. :)

      Usuń
  7. Zawsze zapominałam o moich postanowieniach. Co prawda spisywałam je na kartkę, ale później gubiłam ją w nieznanych okolicznościach i po postanowieniach. W grudniu nie miałam pojęcia co chciałam osiągnąć na początku roku.
    Tym razem postanowiłam, że będzie inaczej! Naprawdę chciałabym, żeby ten rok był lepszy, bardziej udany i żebym te cele spełniła. Mam je wypisane w poście noworocznym, w notesie, do którego ciągle zaglądam i pamiętam o nich (co jest dla mnie nowością) do teraz! Może nie są tak bardzo sprecyzowane, bo szczerze mówiąc, nie pomyślałam, że mogłoby to ułatwić coś, ale zabieram się za nie małymi kroczkami. Chcę oszczędzać na auto - ok. Wrzucam do skarbonki po 2 zł codziennie :D Ludzie chcą dużo w jak najkrótszym czasie i najmniejszym nakładem pracy, ale żeby cokolwiek osiągnąć, trzeba zacząć powoli i od najmniejszych rzeczy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Super, że podzieliłaś się swoim postanowieniem noworocznym. Bo uważam, że postanowienia warto mieć, a w ciągu roku małymi kroczkami je realizować. Wydaje się, że 2 złote to nic wielkiego przy cenie za samochód, ale grosz do grosza i ani się obejrzymy, a kwota sama się uzbiera. Życzę powodzenia i ściskam gorąco kciuki za Ciebie i Twoje cele! :)

      Usuń
    2. Myślę,że to też zależy od ilości postanowień. Ja zawsze robiłam ogólne i źle na tym nie wychodziłam. Myślę jednak,że moje postanowienia trochę się wpisują w metodę małych krojów, bo chcąc coś zmienić niektóre miałam przez kilka kolejnych lat.

      Usuń
    3. No nie wiem, to też dużo zależy od człowieka i jego determinacji... ;)

      Usuń