piątek, 26 lutego 2016

Czytajmy

Od zawsze lubiłam książki. I to nie tylko czytać, ale również oglądać, wąchać, czy wymyślać inne zakończenia. Kiedy jeszcze byłam mała i nie znałam literek, w ogóle całą książkę zmyślałam. Przewracałam kartki, lecąc palcem po literach, choć nic z tego nie rozumiałam. Patrząc na ilustracje sama opowiadałam sobie (i innym) bajki. Z tej perspektywy muszę powiedzieć, że książki doskonale rozwijają wyobraźnię. 

Kiedy już poszłam do szkoły i nauczyłam się czytać, książki wpłynęły na moją poprawność językową. Mam tu na myśli samoistne uczenie się ortografii i struktur zdaniowych czy poszerzenie słownictwa. Od najmłodszych lat czytałam dużo, dzięki czemu w III klasie podstawówki miałam najwięcej wypożyczonych książek w szkole i zdobyłam tytuł mistrza ortografii ;) Także teraz, w dorosłym życiu nie mam większego problemu z pisaniem. Zdania jako tako układają się w całość, a i z ortografią nie mam problemów. Oczywiście, że zdarzy się słówko, które wolę sprawdzić, zanim puszczę w obieg internetu, ale na ogół nie robię błenduf ;)


Kolejna sprawa to wiedza. To, jak wiele można nauczyć się czytając książki, to w ogóle szok. Biblioteki gromadzą w swoich zasobach miliony książek z każdej dziedziny, jaka by nas interesowała. Także nieważne jest to, ile ma się lat i co nas interesuje - w książkach znajdziemy wszystko. Oczywiście wiedzy można też szukać w Internecie, ale warto pamiętać, że nie wszystkie źródła są wiarygodne i w sposób wyczerpujący opisują dany problem. Poza tym w publikacjach naukowych, prezentacjach maturalnych i innych ważniejszych dokumentach lepiej prezentuje się bibliografia złożona z pozycji książkowych niż stron internetowych www.

Wreszcie, książki to świetna forma rozrywki dla ludzi w każdym wieku i o różnych gustach literackich. Możesz wybierać dowolną formę - jak opowiadania, wiersze, powieści itp. jak również tematykę, która będzie Ci najbardziej odpowiadać. Zaletą tej rozrywki jest to, że może być darmowa lub całkiem tania. Wystarczy kupowanie książek zamienić na wypożyczanie z biblioteki, czy jednorazowe kupowanie e-booków na różnych stronach zamienić na jedno konto np. na chomikuj.pl, z którego można wiele książek ściągnąć za dosłowne grosze.



W najbliższym czasie zamierzam dodać post z książkami, które uważam za godne polecenia i przeczytania. Mam nadzieję, że i Wy podrzucicie mi kilka propozycji na jeszcze zimowe wieczory.

Pozdrawiam i mam nadzieję, że ten miesiąc był dla Was dużo lepszy niż dla mnie. Cześć!

poniedziałek, 15 lutego 2016

Sowy, misjonarz i walentynki

Cześć wszystkim! Jak widać u mnie znaczące zmiany w wyglądzie bloga. Zmieniony szablon, nagłówek, panel boczny. Mam nadzieję, że Wam się ta zmiana podoba, bo mi bardzo. Myślę, że moja persona na całe 930 pixeli szerokości to było zdecydowanie za dużo :D

A takie urocze sowy raczej nikogo nie powinny irytować. Cieszę się, że w końcu się za to zabrałam, bo temat wyglądu bloga już od dawna kołatał mi się w głowie. A podwójnie cieszy mnie to, że w dalszym ciągu wygląd zawdzięczam sobie, wszystko zostało stworzone przeze mnie. Oczywiście pędzle do gimpa ściągnęłam z deviantartu, ale tak poza tym to moja robota.



Abstrahując od tego - jak minęły Wam Walentynki? Świętujecie, hejtujecie czy macie obojętne nastawienie do tego święta? My spędziliśmy je w tym roku dość spokojnie. Niestety wczoraj nie czułam się zbyt dobrze, więc nie mogłam w pełni nacieszyć się tym radosnym świętem, ale i tak było miło. Dzień zaczęty od kawki, Mszy św., a po południu poszliśmy na lunch do restauracji typu all you can eat, czyli płaci się za wejście (a tak dokładniej za wyjście) i można jeść wszystko co znajduje się w srebrnych, podgrzewanych pojemnikach porozstawianych po połowie lokalu. Do wyboru są też desery - ciasta, owoce, lody. Wieczorem  z kolei obejrzeliśmy film, pogadaliśmy na skype z moimi rodzicami i babcią oraz objedliśmy się Ferrero Rocher. Szczerze? Wolę Raffaello. :D

Przeglądając moją stałą listę czytelniczą blogów, moją uwagę przykuł post Moniki z bloga http://zakochanaa-w-zyciu.blogspot.com/ , która w ostatnim poście opisała bardzo ciekawą inicjatywę, a mianowicie wsparcie duchowe dla polskich misjonarzy i misjonarek. Za pomocą specjalnej strony TU komputer przydziela Ci losową osobę, za którą Ty deklarujesz się modlić w Wielkim Poście.


Zróbmy coś dobrego dla innych, ofiarujmy tym ludziom nasze codzienne 5-10 minut na modlitwę. Pomódlmy się o ich zdrowie, siły do pracy i nieustanną wiarę, że to co robią ma sens. Myślę, że tego im potrzeba. Ja w tym roku będę się modlić za księdza zakonnego z Papua Nowa Gwinea. A Ty? :)

Dobrego tygodnia życzę!

środa, 10 lutego 2016

Miłość niech będzie bez obłudy

Dziś Popielec, który rozpoczyna w kościele katolickim Wielki Post. Podczas Mszy św., w której uczestniczyłam usłyszałam kilka zdań, które głęboko zapadły mi w pamięci i które teraz chciałabym poddać pod refleksję sobie i Wam.



Jedno ze zdań poniekąd zahacza o kwestię miłości między chłopakiem a dziewczyną, a więc temat jak najbardziej na topie ze względu na zbliżające się Walentynki.

Najważniejsze słowo w miłości to przepraszam, a nie kocham Cię. 

Boże, ile w tym prawdy! Bo o ile potrzebne są chwile tulenia, miziania, prawienia komplementów, dawania prezentów itp, o tyle niezbędne są pokora i wierność. Nie da się żyć w związku z poczuciem wyższości, bycia lepszym od drugiej osoby. I choć czasem nasza uparta natura nie pozwala nam odpuścić, czasem naprawdę warto. Zamiast brnąć w kolejny etap kłótni - przeprosić i przyznać rację. Zauważać własne błędy, a nie tylko cudze i starać się z nich poprawić. Dla siebie, ale przede wszystkim dla ukochanej osoby.

Należy porzucić plany swoje na rzecz planów Bożych. 

Jest nawet takie zdanie, które wyśmiewa ludzkie przeświadczenie o mądrości planowania. Chcesz rozśmieszyć Boga? Opowiedz Mu o swoich planach. I to prawda. Nieważne jak dokładnie zaplanujesz swoje życie, z jaką precyzją ustalisz swoje priorytety, realizacje marzeń i zadania do wykonania, Bóg może w każdej chwili przewrócić Twoje życie do góry nogami. Ciężka choroba, wypadek, śmierć.... Albo niezdany egzamin, uśmiech przechodnia, wygrana na loterii. Potrzeba nam dużego zaufania do Boga, żeby poddać się Jego woli i pozwolić Mu działać w naszym życiu cuda. Bo On potrafi je zdziałać.

Prochem jesteś i w proch się obrócisz. 

W codziennym życiu często zapominamy o tym, że jesteśmy tu, na ziemi tylko na chwilę. I choć teraz może mamy rozwinięte członki naszego ciała, duży dom, dobrą pracę, to gdy przyjdzie na nas czas - znów będziemy prochem, czyli niczym. Nasze zera na koncie i model samochodu nie będą miały żadnego znaczenia, nasze ciało przeminie. Dlatego nie należy zabiegać o ciało - o kosmetyki, ubrania, dom, samochód, pracę, pieniądze, gadżety...., a należy poświęcać swój czas i energię na pogłębianie duchowej bliskości z Bogiem, na przemienianie umysłu i serca do poziomu postrzegania świata przez pryzmat boski.



Bóg Cię kocha takiego jakim jesteś, z tym grzechem, jaki masz. 

Czasem wydaje nam się, że poprzez złe uczynki, grzechy nie zasługujemy na miłość Boga. A On przecież kocha bezwarunkowo. I o ile w teorii jest to przystępne dla wszystkich, o tyle w praktyce wychodzi różnie. Nikt z nas nie jest bez winy, dlatego podczas obrzędu mszy św. prosimy Boga, aby nie patrzył na nasze grzechy, lecz na wiarę swego kościoła. A Bóg wie, że ludzka natura jest słaba i wybacza nam wszystko. Każdy grzech, każde potknięcie. Wystarczy tylko to, że żałujemy i chcemy się z tego grzechu podnieść, poprawić.

Uznaję bowiem nieprawość moją, a grzech mój jest zawsze przede mną.




Życie uczy nas pokory na każdym kroku. Przyjmijmy więc postawę, która jest odpowiednia dla nas, dla kogoś, kto ma się obrócić w proch. Bo śmierć nie wybiera, śmierć jest nieuchronna dla każdego. Jesteśmy pyłem na ziemi, nic nieznaczącym. Jakże więc obłudne byłoby stawianie się w pierwszym rzędzie, uważaniem swojej racji na jedyną i właściwą, myślenie, że wie się wszystko i że zna się drogę. Strzeżcie się ludzi, którzy uważają, że znają drogę. To tylko zakompleksieni ludzie, którzy próbują narzucić swoje zdanie. Drogi trzeba nieustannie szukać, z pokorą  i świadomością swojej ułomności i mizerności.

Z okazji Wielkiego Postu zachęcam wszystkich do głębszych refleksji, rachunku sumienia i pojednania - z Bogiem i ludźmi. Pozdrawiam :)

poniedziałek, 8 lutego 2016

Denko: styczeń | 2016

Jeszcze nawiązując do ostatniej notki chcę wszystkim Wam podziękować za słowa wsparcia i otuchy. To było naprawdę miłe.

A teraz wracamy już do projektu denko. Styczeń nie był jakimś wyjątkowym miesiącem pod względem nowości kosmetycznych czy liczby zużytych opakowań, ale ja wychodzę z założenia, że projekt nie ma na celu gromadzenia produktów na siłę, a raczej jest rzeczywistym odbiciem, rodzajem samokontroli, skrupulatną notatką, która może być pomocna w przyszłości.


1. Szampon do włosów średnich i długich, z ekstraktem z oliwy z oliwek, 350 ml, Palmolive.
Nie bez powodu pierwszy figuruje w tym denku. Najlepszy szampon jaki kiedykolwiek miałam. Do znudzenia kupuję kolejne buteleczki i póki moje włosy nie robią strajku nie zamierzam go zamieniać na żaden inny. Na dodatek kosztuje tylko funta. 

2. Wygładzająco-prostująca odżywka do włosów "Asia straight" z wyciągiem z bambusa i orchidei, 200 ml, Schwarzkopf.
Bubel. Coś niby robi, ale sama nie wiem czy to działanie na moją korzyść. Włosy nie są takie jak obiecuje producent. Nie widzę żadnych plusów... No oprócz ceny, bo też kosztuje tylko funta. 

3. Żel pod prysznic o zapachu miodu, 200 ml,  Royal Jelly.
Słabe. O ile zapach jest dość intensywny, o tyle formuła tego żelu w ogóle mi nie odpowiadała. Baaardzo gęsty, wydobycie go z opakowania zawsze kończyło się wielkim glutem na gąbce. Mało wydajny, wcale nie luksusowy, generalnie nie polecam.

4. Olejek do włosów z makadamii i ylang-ylang, 30 ml, Marion.
Bardzo fajny olejek. Wygładza łuskę włosa, pozostawia włosy miękkie, pachnące i zadbane. Wygodne dozowanie za pomocą pompeczki i duża wydajność!

5.   Pasta do zębów, 100 ml, Blend-a-med. 
Przyjemny, arktyczny zapach. Dobrze czyści zęby. Ta wersja ma chronić przed próchnicą i tak też jest. Nie widzę minusów, można kupować. 

6. Wygładzająco-nawilżająca maska do twarzy, 50 ml, Beauty Formulas. 
Co to w ogóle było to ja nie wiem. Masakra. Masa chemii, beznadziejna konsystencja, słabiuuuutkie nawilżenie. Jedynie wydajność dobra, bo męczyłam się z tym produktem kilka dobrych miesięcy. Stanowczo odradzam zakup!

7. Płatki kosmetyczne, 120 sztuk, Carrefour. 
Nie zachwyciły mnie tak jak te z Carea, ale nie były złe. Takie o. Jak za tak niską cenę (koło 2 zł) to były w porządku. 

8. Kremowe mydełko z olejkiem migdałowym, 100g, Nivea. 
Bardzo przyjemne mydełko. Używałam do ciała, do rąk, do ręcznego prania i spisywało mi się. Może trochę niewygodnie korzysta się z takiego mydła, gdy macie pierścionki i nie chcecie, by mydło zaszło we wgłębienia, ale tak poza tym to super. I też jakoś nie zauważyłam przesuszenia większego niż po zwykłych mydłach w płynie, czy żelach pod prysznic. Piękny zapach!


Na koniec oczywiście zachęcam do komentarzy, piszcie co Wy polecacie, a na czym się sparzyliście. Chętnie poczytam Wasze opinie. 
Do następnego, paaa! 

środa, 3 lutego 2016

Bardzo osobiste

Pamiętam jak przedwczoraj pokazywałeś mi jak narysować ptaszka - jak zarysować dziób a jak skrzydła i nóżki. Ucieszyłam się, że zdradzasz mi swoje tajniki i nie mogłam się też nadziwić Twoim literom stawianym na kartkach papieru - zawsze z takimi zawijasami, z manierą wschodnią. Nigdy nie zapomnę jak pisałeś M...

Nie zapomnę też popołudni, które spędzaliśmy na dworze - ja klepiąc piłkę i ciesząc się, że już odbiłam 100 razy (!), a Ty skrywający się w cieniu od palącego słońca, siedzący na wielkim pniaku przy oborze i pijący jajko na surowo.

 Ale nie zawsze byłeś taki spokojny. Nie raz zdarzało Ci się pociągnąć łyk alkoholu u sąsiada, a wtedy już musiałeś wracać z obstawą. Wywracałeś się co raz, ale w tej całej sytuacji była olbrzymia doza śmiechu i wesołości.

Beztroskie weekendy to dla nas była Wielka Gra na dwójce, lista przebojów - 30 ton i Złotopolscy. Siadaliśmy we dwoje przy stoliku i jedliśmy tyle co ugotowane pierogi, maczając je w jednej patelni, gdzie było mnóstwo tłuszczu, cebulki i skwarek. A po takim obiadku, jak i w ciągu całego dnia lubiłeś pocmoktać miętusy. Pamiętam te miętusy - zielone, okrągłe, trochę pudrowe, albo te całkiem śliskie w kształcie księżyców. Co to były za miętusy!

A wczoraj rozśmieszyłeś mnie, gdy pytając o Twoje hobby, z wahaniem odpowiedziałeś, że chyba rąbanie drzewa. Lubiłeś przekląć i postawić na swoim. Gdy ktoś Ci coś narzucał Ty miałeś gotowe dwie odpowiedzi A pocałuj Ty mnie w dupę i Łeee, to głuupie! Te teksty zawsze już będą przypisane do Ciebie jak i koń, stary, siwy koń, który ciągnął nas na wozie do drugiej wioski.

A dzisiaj nie chciałeś jeść. Było wiele sztuczek, żeby oszukać Twoje oko i żebyś zjadł więcej niż sobie zażyczyłeś. Wiesz, że zawsze zjadałeś całego kotleta, chociaż zarzekałeś się, że zjesz tylko pół? Twoja Janka specjalnie dla Ciebie odkrajała wierzch kotleta, żeby wyglądało jak rozcięty. Sprytna ta Twoja Janka. A z miętusów przerzuciłeś się na herbatniki.

No i zmieniło się też Twoje hobby. Teraz było to łapanie much ręką, siedzenie w kuchni i wyglądanie przez okno. Wychodziłeś też na taras, żeby podziwiać naszą wieś i witać co dzień listonosza, sąsiadów i wszystkich tych, którzy do nas przychodzili. Ty zawsze dostawałeś rentę w milionach. A po jednym milionie dawałeś mnie i Wojtkowi. Wtedy ja głaskałam Cię po Twoich siwych włoskach, całowałam a Ty się śmiałeś. Radowałeś się całym sobą, a najbardziej to śmiały Ci się oczy.



Umarłeś cicho. Tak jakbyś nie chciał, by Cię zatrzymano. Mimo 40stu minut reanimacji nie zdecydowałeś się na powrót. Ciekawe co sobie myślałeś, gdy odpływałeś. Może podsumowywałeś swoje 87 letnie życie, a może modliłeś się o niebo... Być może zastanawiałeś się gdzie oni postawili tego konia - na parkingu, czy gdzieś z boku. Może wtedy Twoją jedyną myślą było tylko to - gdzie jest koń. Bo Tobie pora było już odjechać....