środa, 3 lutego 2016

Bardzo osobiste

Pamiętam jak przedwczoraj pokazywałeś mi jak narysować ptaszka - jak zarysować dziób a jak skrzydła i nóżki. Ucieszyłam się, że zdradzasz mi swoje tajniki i nie mogłam się też nadziwić Twoim literom stawianym na kartkach papieru - zawsze z takimi zawijasami, z manierą wschodnią. Nigdy nie zapomnę jak pisałeś M...

Nie zapomnę też popołudni, które spędzaliśmy na dworze - ja klepiąc piłkę i ciesząc się, że już odbiłam 100 razy (!), a Ty skrywający się w cieniu od palącego słońca, siedzący na wielkim pniaku przy oborze i pijący jajko na surowo.

 Ale nie zawsze byłeś taki spokojny. Nie raz zdarzało Ci się pociągnąć łyk alkoholu u sąsiada, a wtedy już musiałeś wracać z obstawą. Wywracałeś się co raz, ale w tej całej sytuacji była olbrzymia doza śmiechu i wesołości.

Beztroskie weekendy to dla nas była Wielka Gra na dwójce, lista przebojów - 30 ton i Złotopolscy. Siadaliśmy we dwoje przy stoliku i jedliśmy tyle co ugotowane pierogi, maczając je w jednej patelni, gdzie było mnóstwo tłuszczu, cebulki i skwarek. A po takim obiadku, jak i w ciągu całego dnia lubiłeś pocmoktać miętusy. Pamiętam te miętusy - zielone, okrągłe, trochę pudrowe, albo te całkiem śliskie w kształcie księżyców. Co to były za miętusy!

A wczoraj rozśmieszyłeś mnie, gdy pytając o Twoje hobby, z wahaniem odpowiedziałeś, że chyba rąbanie drzewa. Lubiłeś przekląć i postawić na swoim. Gdy ktoś Ci coś narzucał Ty miałeś gotowe dwie odpowiedzi A pocałuj Ty mnie w dupę i Łeee, to głuupie! Te teksty zawsze już będą przypisane do Ciebie jak i koń, stary, siwy koń, który ciągnął nas na wozie do drugiej wioski.

A dzisiaj nie chciałeś jeść. Było wiele sztuczek, żeby oszukać Twoje oko i żebyś zjadł więcej niż sobie zażyczyłeś. Wiesz, że zawsze zjadałeś całego kotleta, chociaż zarzekałeś się, że zjesz tylko pół? Twoja Janka specjalnie dla Ciebie odkrajała wierzch kotleta, żeby wyglądało jak rozcięty. Sprytna ta Twoja Janka. A z miętusów przerzuciłeś się na herbatniki.

No i zmieniło się też Twoje hobby. Teraz było to łapanie much ręką, siedzenie w kuchni i wyglądanie przez okno. Wychodziłeś też na taras, żeby podziwiać naszą wieś i witać co dzień listonosza, sąsiadów i wszystkich tych, którzy do nas przychodzili. Ty zawsze dostawałeś rentę w milionach. A po jednym milionie dawałeś mnie i Wojtkowi. Wtedy ja głaskałam Cię po Twoich siwych włoskach, całowałam a Ty się śmiałeś. Radowałeś się całym sobą, a najbardziej to śmiały Ci się oczy.



Umarłeś cicho. Tak jakbyś nie chciał, by Cię zatrzymano. Mimo 40stu minut reanimacji nie zdecydowałeś się na powrót. Ciekawe co sobie myślałeś, gdy odpływałeś. Może podsumowywałeś swoje 87 letnie życie, a może modliłeś się o niebo... Być może zastanawiałeś się gdzie oni postawili tego konia - na parkingu, czy gdzieś z boku. Może wtedy Twoją jedyną myślą było tylko to - gdzie jest koń. Bo Tobie pora było już odjechać....


1 komentarz:

  1. Bardzo smutny post. Moje kondolencje, wiem jak to jest stracić kogoś bardzo blisko. Od smierci mojego dziadka w tym roku mija 10 lat, a mi czasami ciagle strasznie smutno.../Karolina

    OdpowiedzUsuń