piątek, 27 maja 2016

Historie z dzieciństwa

Chyba każdy z nas ma takie historie z dzieciństwa, do których często wraca pamięcią. Być może z lekką tęsknotą za beztroskimi chwilami, a może i z wielkim uśmiechem na ustach. Ja mam takich historii nawet całkiem sporo, a z racji tego, że już za kilka dni będzie Dzień Dziecka, postanowiłam tutaj przytoczyć kilka z nich.

Moja pamięć nie sięga bardzo daleko wstecz, zaczyna się od przebłysków z układaniem klocków przy Kubusiu Puchatku i jedzeniem Snacków (z oleju) u sąsiadów na werandzie. Pamiętam też letnie pikniki z mamą, kiedy oglądałyśmy stare gazety takie jak Poradnik Domowy czy Przyjaciółka i zajadałyśmy kanapki z masłem i ogórkiem konserwowym. <3

Owoce zawsze ze swojego ogródka

Jako, że mam starszego o dwa lata brata, temat szkoły poznałam już zanim do niej poszłam. Mając cztery, pięć lat i widząc jak Wojtek wychodzi każdego dnia do szkoły, ja też tak chciałam. Brałam więc swoje kolorowanki, kredki, kartki, wkładałam to wszystko do starej skórzanej torby mamy i wychodziłam do swojej szkoły. Czyli tak naprawdę do pokoiku dziadków, którzy w dzień urzędowali w kuchni lub na dworze. Wieszałam wtedy torbę na klamce, zamykałam pokój i nawet odmawiałam jedzenia drugiego śniadania bo przecież nie ma mnie w domu, jestem w szkole!!!.

Podczas jednego z rodzinnych obiadków w szerszym gronie, jedna z ciotek zapytała mnie o moje plany na przyszłość - coś z cyklu kim chcesz zostać jak dorośniesz. Podpytywali mnie jakie są moje ulubione przedmioty i wiedząc, że idzie mi tak samo dobrze z polskiego, jak i z matematyki, zapytali czy nie chciałabym uczyć polskiego. Na co ja rezolutnie odparłam: Nieee, ja na pewno nie zostanę polonistyczką. Wszyscy wybuchnęli śmiechem, a ja już polonistyczką nie zostałam. ;)

U sąsiadów :)

Jeżeli chodzi o jakieś rozrabianie, przeskrobywanie - szczerze nie pamiętam. Byłam naprawdę grzecznym dzieckiem, które zawsze słucha się rodziców. Pamiętam nawet sytuację, kiedy moja kuzynka chciała mi pomalować paznokcie, a ja się zapierałam przed tym, bo bałam się, że mama na mnie nakrzyczy. ^^

I na koniec mój hit:
W szkole podstawowej rywalizowałam z koleżanką o oceny. Ze wszystkich przedmiotów chciałam być lepsza niż ona, więc bardzo dużo się uczyłam. Niestety - według tego co wtedy wykalkulowałam - miałam gorszy start. Koleżanka miała do domu zaledwie 400 m, a ja ponad 2 kilometry. Żeby wyrównać swoje szanse, zawsze po skończonych lekcjach biegłam do domu rozmyślając po drodze, czy ta koleżanka już doszła do swojego domu i czy już zaczęła się uczyć. ;x Proszę, nie oceniajcie.

_____________________________________________

A jakie Wy historie z dzieciństwa pamiętacie? Chętnie wrócilibyście do tych beztroskich chwil, czy raczej lubicie być dorosłymi? ;)

sobota, 21 maja 2016

Bezinteresownie

Ostatnio kołacze się w mojej głowie pewien temat, który muszę, ale to muszę szerzej rozwinąć. Chodzi o bezinteresowność. Wiadomo - zrobić coś dla kogoś, nie czekając na zyski, nie licząc strat. Zjawisko wymarłe? Źle postrzegane? Niemodne?

Zacznijmy może od tego, że wiele ludzi pomagać bezinteresownie nie chce. Mówią - Bo i dlaczego mam robić coś za darmo? I tu pojawia się aspekt etyczny, moralny, a może nawet (lub przede wszystkim) obręb własnego sumienia. Według mnie są takie sytuacje w życiu, tacy ludzie, którym pomoc po prostu się należy.

Czekasz na przystanku bez sensu stukając w telefon, kiedy podchodzi do Ciebie staruszka i pyta o godzinę przyjazdu autobusu nr X. Co robisz?
A. Super, że mam okazję dzisiaj komuś pomóc! Biegniesz i z uśmiechem podajesz wszystkie niezbędne informacje na temat kursów autobusów.
B. Właśnie piszę ze swoim chłopakiem, a ta baba mi przerywa.... Z wielkim naburmuszeniem podchodzisz do tablicy, odczytujesz godzinę i rzucasz tą informację chłodnym tonem.
C. Jak dobrze, że mam słuchawki na uszach... Udam, że nie słyszę. I rzeczywiście udajesz, że  nie słyszysz, a babcia pyta o godzinę kogo innego, dając Ci tym samym spokój.

Naszym pretekstem nie są słuchawki, tylko nienawiść, zazdrość i lenistwo...


Nie rozumiem osób, które nic nie tracąc, mogą komuś bardzo pomóc, a jednak tego nie robią. Wystarczy czasem naprawdę niewiele. A jednak z własnej dumy, z pustego cenienia siebie i swojej pracy nie pomogą za darmo. Dla zasady, dla pokazania kto tu rządzi, dla korzyści.

Ok, pomoc biednym, chorym, starszym może jest oklepana. Każda przyzwoita osoba nie przejdzie wobec takiej potrzebującej osoby obojętnie (mam nadzieję...). A co powiecie jeżeli przy bezinteresowności nie ma czynnika współczucia i litości? Dajmy na to - pomoc koleżance z matematyką. Ty czaisz temat, wiesz ocb, a jej grozi niedostateczny na koniec i poprawka w sierpniu. Zaproponujesz pomoc? Poświęcisz swój czas - 2 a może 3 godzinki nie chcąc za to pieniędzy? Czy sprawi Ci radość to, że dzięki Tobie koleżanka zda do następnej klasy bez żadnych poprawek? Czy może udasz obojętność - nie moja sprawa ? Ewentualnie zapytasz czy nie chce pomocy, licząc na uwielbienie i kilka dych do ręki.

Pomoc bez równań opisujących Twoją sumę korzyści...


A blog? Dla ilu z Was to czysta przyjemność, pasja? A może widzicie w tym łatwy zysk? Potraficie bezinteresownie komentować wpisy innych, czy jednak liczycie na rewanż? Czy pisanie wypływa z Waszej potrzeby dzielenia się z innymi czymś s w o i m, czy może stał się już zawodem, obowiązkiem?

Potraficie bezinteresownie napisać do koleżanki z podstawówki czy gimnazjum i zapytać co u niej? Czy jak Wam nic od tych osób nie trzeba, to po co się odzywać? Właściwie cześć na ulicy też nie ma po co mówić... To przecież tylko jakaś wieśniara, która nic nie wniesie do mojego życia i nic mi nie da, co najwyżej zabierze czas i nerwy...

Ja jestem typem "A", a Ty? ;>


Temat rzeka, więc zapraszam do dyskusji. Ciekawi mnie jak moi czytelnicy podchodzą do tematu bezinteresowności... Czy bezinteresowność to już tylko archaizm?

poniedziałek, 16 maja 2016

(Prawie) Pani Inżynier

Tego dnia długo wyczekiwałam, aż w końcu nadszedł. Dzisiaj miałam coś na wzór polskiej obrony licencjackiej, a tym samym zwieńczenie całego mojego projektu końcowego. Jak wiecie albo i nie - ja wybrałam sobie za temat Matematyczną wizualizację fraktali w 4D. Oprócz tego, że musiałam zrobić program, który generuje te fraktale i napisać do tego raport, musiałam też uczestniczyć w evencie, który nosił nazwę "Project Day" oraz właśnie przyjść na "vivę", czyli powiedzieć kilka słów o projekcie i odpowiedzieć na zadawane pytania przez supervisora i second markera.

Szybkie zdjęcie z Project Day

Teraz jest już po wszystkim. Zeszyty z zapiskami do projektu mogę z satysfakcją wyrzucić do kosza. I mogę powiedzieć, że właśnie dzisiaj zakończyłam swoje studia I stopnia. Co prawda mam jeszcze 2 assignmenty, ale ich to już nie liczę. Najważniejsze za mną! 

Czuję się bardzo podekscytowana, bo mimo tego, że nie mam jeszcze ocen i teoretycznie nie wiem, czy nawet zdałam, mam poczucie skończonego kolejnego etapu w życiu. Coś co było dla mnie jeszcze tak niedawno nowe, nie do osiągnięcia, teraz staje się rzeczywistością. Jestem dumna z siebie, że podjęłam się studiów w Wielkiej Brytanii i że za dwa miesiące (mam nadzieję) będę rzucać czapeczką do góry, robiąc sobie foteczki jako pani inżynier, z dyplomem w kieszeni. 



A tak działa mój program ;)


Jestem pewna, że wiele osób ma teraz podobne odczucia do moich - napisane matury, skończona szkoła, obroniony dyplom. Kolejne etapy naszej ścieżki zawodowej odhaczone, zakończone pomyślnie. To wielka radość i satysfakcja i gratuluję każdemu kto przebrnął przez długie miesiące ciężkiej pracy, nauki, przygotowań do egzaminów. Oby to wszystko wynagrodziło nam w przyszłości dobrze płatną pracą i satysfakcją życiową z wykonywanego zawodu. 

________________________

A jak Wam leci maj? Stresująco czy na luzie? :) Dziękuję ślicznie za tak duży odzew z Waszej strony pod ostatnim wpisem. Jesteście najlepsi! :)

PS: Oglądaliście Eurowizję? Jak Wasze wrażenia? Dla mnie wygrał Szpak :)

sobota, 7 maja 2016

Powrócić do pasji

Choć maj to czas egzaminów oraz wytężonej pracy przed wakacjami, to właśnie ten miesiąc chyba najbardziej sprzyja wzrostowi naszej energii i motywacji do działania. Piękne słoneczko, dwadzieścia na plusie, zielone korony drzew - aż chce się żyć!

Czas kiedy odkurzamy swój rower, rolki, rakietki do tenisa i biegniemy do parku. Kiedy znów jak dzieci liczymy czas na podstawie pozycji słońca na niebie. Piękny, wiosenny czas.
Razem z przyrodą, budzimy się i my. Może warto obudzić i nasze dawne pasje?

Mojej mamy pasją jest pieczenie i gotowanie :)


Z różnych powodów, świadomie lub mniej, wiele ludzi porzuca swoje pasje. Choć kiedyś uprawiali gimnastykę artystyczną, ćwiczyli na klarnecie czy dłubali w Photoshopie, już tego nie robią. Brak czasu czy możliwości to zazwyczaj tylko wymówki, żeby uspokoić swoje sumienie i nie czuć się winnym, czy leniwym.

Rozumiem, życie nie zawsze układa się tak jakbyśmy chcieli. Cięcia w budżecie, mniejsze mieszkanie, trudny dojazd... Ale może zamiast całkowicie pozbywać się pasji, warto znaleźć inną?
I nie, zamulanie na necie to nie jest pasja.W ogóle to ten Internet to tylko zabija w człowieku to co najlepsze. Bo po co samemu iść na koncert, do muzeum, na spacer, jak można na necie posłuchać muzyki, a na Google StreetView podglądać co dzieje się za rogiem. Tyle, że takie przyjemności są tylko połowiczne, bo przez ekran monitora. Nie poczujesz drgań w ciele (chyba, że masz dobre głośniki), nie poczujesz zapachu starych bibelotów, nie doświadczysz lekkiego wietrzyku na swoim policzku. Będziesz zadowalał się tymi walorami dopóki nie przypomnisz sobie jak to jest naprawdę.

A to Karol i jego pasja :)


Wtedy, kiedy biegniesz dziesiąty kilometr i nie czujesz zmęczenia, kiedy zarzucasz wędkę i czekasz aż coś złapie, kiedy włożysz na głowę kask, by przejechać się skuterem, kiedy pracujesz na warstwach w Gimpie i nie możesz doczekać się efektu końcowego, kiedy sprawdzasz w Internecie ostatnie hasło do krzyżówki, czy kiedy dmiesz w ustnik od trąbki.

Pasje mogą być przeróżne, od tych szalonych, aktywnych, do tych prawie że babciowatych. Ale uwierz, nic z Internetu nie może się równać z efektem przeżywania tego samemu. Absolutnie nic.

Na rowerach w Polsce... 


Do postu zainspirowało mnie odgrzebanie swojego roweru i pierwsza w tym roku przejażdżka po parkach. Niestety, dętka jest chyba uszkodzona, a więc w Polsce czeka mnie mała naprawa lub wymiana, za to później to już chyba z tego roweru nie zsiądę :)

niedziela, 1 maja 2016

Fotorelacja | Kwiecień 2016

Cześć w maju! Dzisiaj przychodzę z krótkim podsumowaniem minionego miesiąca. Myślę, że tego typu wpis będzie troszkę bogatszy i interesujący, niż sam projekt denko, który zazwyczaj jest krótkim i suchym sprawozdaniem. Mam nadzieję, że ta forma przypadnie Wam do gustu, bo mam zamiar ją kontynuować :)

CO SIĘ DZIAŁO

Mimo, że kwiecień kojarzy mi się z moimi urodzinami, w tym roku jakoś te urodziny minęły spokojnie. Za to na pewno muszę wspomnieć o wczorajszej "majówce" w Londynie.
Kilka godzin spędzonych na totalnym relaksie. Ze znajomymi wybraliśmy się do oceanarium, a lekkim popołudniem zahaczyliśmy o British Museum.

Rybki to Karola konik :)

Się patrzyyy...

Jeśli nie chcesz mojej zguby, krokodyla daj mi luby ;)


Muzea w Londynie są za darmo 


Wnętrze British Museum


Kupidyn - rzymski bóg miłości 


Big Ben 

KULINARNIE

Choć ostatnio znacznie ograniczam słodycze, są takie które w kwietniu cieszyły mnie najbardziej. Nie wiem czy Wy też je uwielbiacie, ale dla mnie są mega! :)

Paluszki/wafle oblane do połowy czekoladą - pyyycha!

Podczas naszej wizyty w Londynie, zaszliśmy do włoskiej knajpki Frankie & Benny's,gdzie po raz pierwszy w życiu jadłam prawdziwie włoską pizzę. Ciasto było tak cienkie, że wyginało się we wszystkie strony. Ja wzięłam Hawajską i nie żałuję. Była po prostu pyszna! 

Nie mam niestety żadnych zdjęć z obiadu, ale za to wstawię zdjęcia kawki, którą wypiłam w tamtej knajpce - zwykła fresh ground coffee - czyli taka jaką lubię najbardziej :)

Z mleczkiem i cukrem oczywiście :)


KSIĄŻKI I FILM

Wiem, że brak czasu to kompletnie nieakademicka odpowiedź, ale niestety tak jakoś wyszło, że w kwietniu przeczytałam tylko 2 książki, które szczerze mówiąc nie zrobiły na mnie dużego wrażenia, żeby je polecić dalej.

Rzecz całkowicie odwrotna ma się jeśli chodzi o filmy. W tym miesiącu obejrzałam ich aż 15(!) i odświeżyłam nieco swój zakurzony profil na Filmwebie.

Film, który serdecznie polecam to bez wątpienia Pokłosie. Jeśli jeszcze nie widzieliście tego polskiego filmu z 2012 roku - zachęcam. Przemycony w sprytny i mega ciekawy sposób kawałek żydowskiej tragedii rozgrywającej się na terenie Polski. Świetna fabuła, przy której po prostu nie da się nudzić.

Jeśli jednak chcecie coś lżejszego na wiosenne popołudnie czy wieczór - wybierzcie komedię, np. Stażyści lub Tata kontra tata. Totalnie amerykańskie i głupkowate, ale rozśmieszą niejednego do łez, obiecuję :)

KOSMETYKI

No i wreszcie kosmetyki. Poniżej moje denko wraz z intuicyjną legendą kolorów ;)

Dwa przeciętne i dwa bardzo dobre 

Jeśli jestem przy kosmetykach, to muszę wspomnieć o swoich nowych perfumach DKNY - Summer, które dostałam od Karola na urodziny. Są cudowne :)


MUZYKA

Choć nie wiem, czy kiedykolwiek o niej wspominałam - lubię jej słuchać, poznawać nowe kawałki i wracać do starych. W kwietniu to jednak chyba bardziej powracałam...

♫ We are together
♫ The touch 
♫ I try
♫ 1973
♫ Jacósiu

________________________________

No i to by było na tyle. Koniecznie dajcie znać jak Wam minął kwiecień, czy był spokojny, czy raczej zaskakiwał na każdym kroku. Chętnie poczytam też o Waszych odkryciach czy to książkowych, filmowych, czy muzycznych.

Maturzystom życzę połamania długopisów, a wszystkim pogodnej majówki i miłego nadchodzącego tygodnia :) Do napisania, byeee!