poniedziałek, 1 sierpnia 2016

Fotorelacja | Lipiec 2016

Tyle się dzieje, że miesiąc mija mi w ekspresowym tempie. Lipiec też był trochę podzielony między dwa kraje, więc i tych wydarzeń było trochę więcej. No ale postaram się to jakoś chronologicznie pozbierać do kupy.

CO SIĘ DZIAŁO

Pierwsze dwa tygodnie lipca to mecze Euro i ostry ból zęba, który leczyłam szałwią, pastą Sensodyne i Ibuprofenem. Generalnie były to dwa nudne tygodnie, w czasie których miałam okazję coś poczytać czy pooglądać. Dziewiętnastego lipca był za to jednym z najpiękniejszych dni mojego życia - uroczystość wręczenia dyplomów, tzw. graduacja.

Selfie w łazience musi być! ^^


Było cudownie, przemiła atmosfera, piękne stroje, poczęstunek, gadżety pamiątkowe, zdjęcia, ostatnie spotkanie i rozmowy z kolegami z roku... Nawet pogoda była cudowna, było gorąco i upalnie, wcale nie jak w Anglii :)

Z moim Karolkiem, który był dla mnie ogromnym wsparciem w czasie całych studiów :*

I z kolegami z roku - Szymonem i Darkiem :) 

Ale jak wiadomo, wszystko co fajne szybko się kończy. I zaraz po tej graduacji, wzięliśmy się za pakowanie walizek. Kilka dni później obładowani po sam dach wyruszyliśmy w podróż do Polski, spędzając długie godziny w kolejkach w Dover na prom. Na szczęście oprócz niezbyt miłego początku wyjazdu, cała podróż minęła nam naprawdę szybko i wesoło.

Na bramkach w Dover

Dopływamy do Dunkierki...

Tuż po przyjeździe, odwiedziłam panią stomatolog, która rozporządziła leczenie kanałowe zęba. Dwie wizyty mam już za sobą, mam nadzieję, że ostatnia będzie 9go sierpnia.

Oczywiście nie obyło się bez spotkania z moją Olą, ale również udało mi się spotkać z koleżanką z gimnazjum. Najpierw poszłyśmy do cyrku, a później celebrowałyśmy wakacje po studencku ;)




Zaliczyłam też ognisko w większym gronie, na którym po raz pierwszy spróbowałam pewnej rośliny :D Było wesoło, żwawo i po prostu super! :)



Zdążyłam się też już dwa razy wykąpać w zalewie Maczuły w Horodysku, który jest nowym zalewem w okolicy. Raz byłam z tatą, a wczoraj już z rodzicami i Karolem. Nawet popływaliśmy kajakiem, a na koniec zjadłam typowego hamburgera z budki :D

Z moim :*


Piękny zachód słońca nad zalewem


KULINARNIE

Fasolka szparagowa wygrywa bez dwóch zdań.



Jak lato to i lody, szczególnie polecam gałkowe albo pudełkowe z Korala :)

Ale i na patyku też pyszne... :)

KSIĄŻKI I FILM

"Hopeless"! Na pierwszym miejscu "Hopeless". Cudowna książka, która podpasowała mi ze wszystkich możliwych względów. Polecam każdemu, bo jest to piękna, wciągająca historia, która jest tak napisana, że w trakcie czytania wszystko układa się w jedną całość. Nie chcę za dużo zdradzać, ale szczerze polecam, dla mnie stała się jedną z ulubionych.
Fajna jest też seria dwóch książek - "Zanim się pojawiłeś" i "Kiedy odszedłeś". Wciągające, fajne książki, choć jednak do "Hopeless" im brakuje. No przynajmniej moim skromnym zdaniem.

Film "Cyrk Columbia" nie będzie dla wszystkich. Wydaje mi się, że starsze osoby będą nim żywiej zainteresowane. Akcja rozgrywa się jeszcze w czasach Jugosławii, kiedy główny bohater powraca po 20 latach z Niemiec do Bośni i Hercegowiny, czy jak to tam dokładnie wtedy się nazywało. Bardzo życiowa historia ze specyficznym humorem, w którym jedni się zakochają, a który innych będzie irytować. Ja się w tym filmie zakochałam :)

Kolejna warta obejrzenia produkcja to "Służące". Akcja również rozgrywa się w przeszłości, bo są to lata 60. XX wieku. Głównym motywem przewodnim filmu jest dyskryminacja rasowa i społeczność czarnoskórych służących w Ameryce. Myślę, że jest to film, który otwiera oczy na dyskryminację rasową i uświadamia, że kiedyś nie wszyscy byli równi i dziwnym, a wręcz "nielegalnym" było, gdy Murzynów traktowało się na równi z Białymi. Polecam serdecznie :)

KOSMETYKI

W tym miesiącu jakoś za dużo kosmetyków nie używałam, w ogóle były takie tygodnie kiedy nie malowałam się w ogóle, stąd i w denku kosmetyków niewiele.


Co mogę powiedzieć... Całkiem fajne kosmetyki. Tzn. szampon bez większego szału, choć i krzywdy nie robił, ale peeling bardzo sensowny. Piękny borówkowy zapach i mocno ścierające ziarenka. I był też bardzo wydajny! 

MUZYKA

To jak bardzo zauroczyłam się piosenką z okresu międzywojennego w Polsce jest po prostu nie do opisania. Cudowna piosenka, którą replayowałam non stop :)
♫ Tadeusz Faliszewski - Co bez miłości wart jest świat

Oprócz tej piosnki, słuchało się (lub śpiewało :D) też innych piosenek:
♫ Am I wrong
♫ Historia jednej miłości
♫ Jolka, jolka
♫ Błogosławieni miłosierni
______________________________________

Jak zwykle zachęcam Was do podzielenia się swoimi wrażeniami z ubiegłego miesiąca. Przypominam też, że sierpień to miesiąc trzeźwości, więc jeśli ktoś ma taką ochotę i wolę, to może ofiarować swoje niepicie i modlić się za tych, którzy mają z tym problem.
A tymczasem życzę miłego tygodnia i do usłyszenia w następnej notce lub na Waszych blogach :) Paaa! :)