czwartek, 27 października 2016

Nim się ogień w nas wypali...

Zostając jeszcze przy tematach cięższych, refleksyjnych dziś poględzę trochę o przemijaniu. Ale nie będę wspominać zmarłych,których niestety ale w tym roku trochę mi przybyło. Chcę skupić się na nas, tutaj żyjących, którzy mamy po dwadzieścia, trzydzieści lat i całą głowę pomysłów na siebie.



Jesień to taka pora roku, kiedy zawsze porządkuję swoje projekty. Kiedy chodziłam do szkoły, zawsze zakładałam nowe zeszyty, foldery a następnie wszystko segregowałam... Jak gdyby chcąc przez ten materialny porządek zapanować nad ogromem nauki, który czasami mnie wręcz przerastał. Teraz, forma porządkowania jest nieco inna, ale dalej chodzi o to samo - żeby zapanować nad chaosem, który robi się w wyniku niesfornie rozbieganych myśli, planów i marzeń. Myślę, że wielu z nas często staje przed różnymi dylematami - iść w prawo czy w lewo... Skupić się na nauce, czy iść do pracy. Pójść na imprezę, czy zaszyć się w domu...

Nie chcąc nikomu sugerować stylu życia, zachęcam do spojrzenia na nasze postanowienia noworoczne, jeżeli takie poczyniliśmy. Popatrzmy na naszą listę i przeanalizujmy... Czy wszystkie punkty odhaczyliśmy? Czy jest coś, co mogłoby zostać zrobione, a wciąż odwlekamy to w nieskończoność? Może warto się za to zabrać teraz? Myślę, że te ostatnie dwa miesiące roku to dobry czas, żeby wszystko co zawisło gdzieś między naszymi marzeniami a planami, w końcu zostało zrealizowane. Nie ma co czekać na nowy rok, warto zrobić to już.

Inna sprawa - hierarchia wartości. Żeby jakoś móc skonfrontować się z naszymi zasadami, warto jest sobie przypomnieć. Co jest dla mnie najważniejsze? I czy poświęcam temu odpowiednią ilość energii i czasu? Nie odwlekajmy życia w zgodzie ze swoimi zasadami na później. Jeśli chcemy zdobyć pracę, starajmy się zrobić wszystko, co jest wymagane na to stanowisko, jeśli chcemy więcej spotykać się z rodziną - róbcie sałatkę i jedźcie odwiedzić mamę/babcię/ciocię. Jeśli to miłość jest na najwyższym poziomie, zrób wszystko, żeby nic nie było w stanie jej zagłuszyć.



Miało nie być o zmarłych, ale czasem się nie da i kilka refleksji ciśnie się na usta palce. Odwiedzając bliskich, nie ograniczajmy się do kupienia znicza i odmówienia wieczny odpoczynek... Kilka lat temu były to osoby z krwi i kości, które też zmagały się z różnymi problemami dnia codziennego i od których moglibyśmy się wiele nauczyć. Korzystajmy z tego, pytając bliskich o swoich przodków, o ich nawyki, zasady, osiągnięcia... Być może zainspirują nas one do jakiegoś konkretnego działania albo chociaż dadzą motywacyjnego kopa. 

Pamiętajmy o tym, że życie ma się tylko jedno i to od nas zależy jak je przeżyjemy. Możemy wegetować od jednego kliknięcia na Facebooku do drugiego na Instagramie, nie robiąc nic oprócz zaspokajania niezbędnych potrzeb, a można przeżyć życie tak, żeby każdy dzień był tajemnicą, którą chcemy odkryć nim zapadnie zmrok...

sobota, 22 października 2016

Modlitwa w moim życiu

Dzień dobry :)  Dziś temat poważny, może trochę kontrowersyjny, wstydliwy... Chcę opowiedzieć Wam o modlitwie i moich doświadczeniach z nią związanych. Może to troszkę przybliży Wam odpowiedź na pytanie dlaczego bez modlitwy nie wyobrażam sobie dnia. Zdaję sobie też sprawę z tego, że nie wszyscy wierzą w Boga, a najwięcej jest wierzących niepraktykujących, ale mam nadzieję, że możliwa dyskusja pod postem będzie prowadzona przez wszystkich czytelników z szacunkiem do innych i bez wyzywania od ciemnogrodu ;)

Zacznę od Różańca. No bo jest październik, bo przez wielu wierzących jest absolutnym must have, bo to modlitwa, która odmawiana jest przy pogrzebach, a niedługo Zaduszki...
Ja swoją świadomą modlitwę na Różańcu zaczęłam w gimnazjum. Odmawiałam przed snem prosząc o siły do nauki, przygotowując się do konkursu matematycznego; odmawiałam go z ambony modląc się o zdrowie mamy, kiedy przebywała w szpitalu; sięgałam po niego, kiedy było mi źle, czułam się samotna i opanowywała mnie bezradność. Jak łatwo można się domyśleć, nigdy moje prośby nie przeszły bez odpowiedzi.


Bo czasem modlimy się i nie dostajemy tego, czego chcemy. Nie potrafię jednoznacznie odpowiedzieć dlaczego tak jest, ale ja w swoim życiu wiele razy zauważyłam, że chociaż na początku nie dostałam tego, co chciałam, to i tak dostałam coś, co było dla mnie wielką nauką, a czasami niespodziewaną nagrodą. Np. kiedy modliłam się o piątki ze sprawdzianów, czasami nie dostawałam tej oceny, ale za to dostawałam radość uczenia się, prestiżowe wyróżnienie laureata czy możliwość inteligentnej rozmowy z innymi, starszymi osobami. Kiedy modliłam się o to, by moje kłopoty ze zdrowiem minęły, one nie mijały, nawet nasilały się, ale za to dostałam wielką lekcję pokory, ludzie zaczęli mnie lubić "taką normalną", "nieidealną", moje relacje międzyludzkie stawały się lepsze, a ja przestałam zadzierać nosa (no, chociaż trochę :D).

Kolejna modlitwa, o której chcę wspomnieć to Duchowa Adopcja Dziecka Poczętego. To 9-miesięczna modlitwa o to, by rodzice zachowali przy życiu dziecko, którego los jest zagrożony. Przez ten okres czasu codziennie odmawia się specjalną modlitwę i dziesiątek różańca. Możecie więc sobie mniej więcej wyobrazić jak czułam się kiedy niedawno wybuchła wojna o aborcję, kiedy ludzie zaczęli rozwodzić się nad tym kogo można zabić, a kogo nie... Moje zdanie w tej kwestii pozostaje niezmienne - nie mamy prawa decydować o śmierci drugiej osoby. Jest wiele innych możliwości, jak chociażby oddanie dziecka po urodzeniu do Domu Dziecka... Modlę się każdego dnia więc o to jedno dziecko jednocześnie dziękując za swoje życie.

Biblia. To Słowo Boże, które każdego dnia trafia inaczej w nasze serca, które przemienia nas w lepszych ludzi, dodaje sił. Wystarczy otworzyć Pismo Święte na chybił trafił i przeczytać jedno zdanie. I to wystarczy. Bo Bóg przez to jedno zdanie chce mi coś powiedzieć. Sama byłam lektorką w Kościele i czytałam czytania podczas niedzielnej Mszy świętej. Wiem, jak wiele słów nam umyka, kiedy nie czytamy Biblii dokładnie, kiedy nie rozważamy słów, tylko przekładamy kartki.



Aktywna Msza św. Mam tutaj na myśli świadome pójście do Kościoła, udział w śpiewach, aklamacjach, przyjęcie Komunii świętej. Ja przez pewien okres czasu nie mogłam przyjmować Komunii, dlatego kiedy na nowo zaczęłam spowiadać się i przyjmować Pana Jezusa w białym opłatku, moja radość była niemalże do łez. Czasami nie zgadzamy się z tym co mówią księża, nie podobają nam się kazania, sposób prowadzenia się duchownych, opłaty kościelne. Ja sama pisałam kiedyś do biskupa, by zwrócić mu uwagę na sposób opowiadania historii w homiliach. Nie wszystko musi się nam podobać i wydaje mi się, że to jest okej. Ale trzeba nam pamiętać, że to my tworzymy Kościół i odchodząc od niego, nic nie zmienimy. Trzeba ludzi, którzy będą działać w kościele, ale zarazem które będą uwolnione od wpływów... Dla których wiara i miłość są naprawdę najważniejsze.

No i na koniec absolutna podstawa - codzienna modlitwa. U mnie czasami to tylko Ojcze Nasz i Zdrowaś Maryjo, ale uwierzcie, że ta 1 minuta rano i wieczorem wystarczy mi, żeby nie oddalić się od Boga, żeby jakoś przetrwać ciężki dzień, poczuć spokój i harmonię.

_____________________________________
Jestem ciekawa jak to jest u Was. Czy wierzycie w Boga i modlicie się? A jeśli nie, to czy zastanawialiście się kiedyś jak to będzie, kiedy będziecie odpływać z tego świata? Zbliżające się święta listopadowe zmuszają do refleksji... Niech i Was zmuszą, żeby choć na parę chwil wyjść myśleniem poza ten materialny świat.

poniedziałek, 17 października 2016

Pierwszy rok za nami

Dzień dobry! Wczoraj minął rok odkąd działam na tym blogu, dlatego postanowiłam zrobić post podsumowujący ten okres czasu, a i przy okazji opowiedzieć Wam co nieco o zmianach, które zamierzam na blogu wprowadzić ;) Zapraszam!



Od razu może jeszcze zaznaczę (bo to dość ważne), że blog jest dla mnie tylko i aż pasją, nie zamierzam z niego robić komercyjnego miejsca polecania kosmetyków, czy ubrań. Współpracom z chińskimi stronami dziękuję (miałam już jedną propozycję, czuję się zaszczycona :D). Tym bardziej nie zamierzam na blogu zarabiać poprzez wstawianie reklam itp.

Bloguję od mniej więcej 10 lat, początkowo publikując swoje posty na platformie Onetu, a od roku prowadzę tego bloga, którego prowadzenie sprawia mi wiele radości! Jako część podsumowania zamieszczę trochę statystyk, które choć cieszą, nie są dla mnie ważne.

Posty: 54
Wyświetlenia: 10 512
Komentarze: 1830 (Jako, że połowa to moje odpowiedzi - 1830/2 = 915)

Najpopularniejszym postem okazał się być post o studiach w Anglii. Post miał 700 wyświetleń, co wyraźnie odbiegało od innych postów, których wyświetlenia oscylowały wokół setki. 
Najbardziej komentowane są Fotorelacje, co też mnie bardzo cieszy, bo lubię te posty pisać :)
Co do ruchu sieciowego - najwięcej oczywiście czyta mnie osób z Polski, ale są też liczne grupy z Wielkiej Brytanii, Niemiec i Stanów Zjednoczonych.



Dzięki Itakowo poznałam niesamowite blogerki, które stały się dla mnie jak dobre koleżanki :) Życzę sobie na przyszłość więcej takich czytelników - stałych, miłych i sympatycznych, mających swoje zdanie, które nie zawsze zgadza się z moim ;)

Dziękuję Kochani, że jesteście! <3

A teraz troszeczkę o planach na przyszłość...

Choć przymierzam się już do tego dosyć długo, mam nadzieję, że jeszcze w tym roku uda mi się odświeżyć wygląd bloga. Nie zamierzając zmieniać założenia publikowania zdjęć tylko mojego autorstwa, przymierzam się też do zakupu aparatu fotograficznego i zainwestowania czasu w robienie zdjęć. Pomyślę też o jakimś archiwum zdjęć wykorzystanych w postach, żeby z czasem ich nie utracić. Nic nie obiecując, postaram się bardziej regularnie udzielać na blogu.

Jak wyjdzie? Nikt nie wie. Plany planami, ale jedno jest pewne - kocham blogować i zamierzam to robić jeszcze bardzo długo :)

Dziękując jeszcze raz, że jesteście, czytacie i komentujecie, żegnam się z Wami i życzę przyjemnego tygodnia. Papa! :)

czwartek, 13 października 2016

Jestem lepszy bo studiuję

Cześć! Mamy trzynasty października i jutro jak pewnie wiecie jest Dzień Edukacji Narodowej. Z tej też okazji postanowiłam zamieścić wpis niejako nawiązujący do tej tematyki. Oczywiście przy okazji życzę wszystkim nauczycielom oraz pracownikom oświaty dużo zdrowia, cierpliwości i uśmiechu :)

Dzisiaj chcę poruszyć temat oceniania ludzi ze względu na wykształcenie. Istnieje grupa ludzi, która jawnie gardzi osobami, które w swoim życiu nie osiągnęły pewnego pułapu wykształcenia; inni ludzie choć nigdy się z tym nie obnoszą, uważają się za lepszych mając kwitek ze studiów w kieszeni. Choć jakoś zawsze ten lekki podział na ludzi mądrych i głupich był widoczny, dopiero teraz zauważyłam jak bardzo ten podział jest niesprawiedliwy i krzywdzący.

Myślę, że w podstawówce i w gimnazjum nie do końca jesteśmy świadomi o co rozchodzi się gra. Materiału nie jest dużo, na pierwszy plan i tak zawsze wysuwa się zabawa i spotkania ze znajomymi. Tylko niewiele osób myśli poważnie o dorosłym życiu i dostosowuje każdy swój edukacyjny ruch do życiowego planu zostania lekarzem, na przykład. Na tym etapie raczej liczą się świadectwa z czerwonym paskiem, piątki ze sprawdzianów i udział w akademii.



Ale kiedy przychodzi czas egzaminów gimnazjalnych, a następnie wybór szkoły ponadgimnazjalnej - następuje całkowity rozłam i ludzie zaczynają kroczyć własną drogą. Oczywiście, nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie to, że wiele osób od chwili przekroczenia progu liceum zaczyna zadzierać nosa. Osoby, które kolegowały się w gimnazjum teraz ze względu na to, że rzadko się widzą, powoli urywają ze sobą kontakt. Przyjaźnie się rozluźniają, choć na portalach społecznościowych wciąż trwa ukryta walka na lepsze życie. Bo poziom jest wyższy, bo mam zajebistych kolegów, bo nawet ludzie ubierają się lepiej. U mnie, w liceum.

Nakręceni poważnym egzaminem dojrzałości, jakim jest (przynajmniej oficjalnie) matura, wspinamy się po najwyższą z nagród - wymarzone studia. Szukamy prestiżowego uniwersytetu, idziemy na "trudny" kierunek, stajemy się uciekinierami z wiosek zabitych deskami do dużego, pięknego świata.
Z poprawkami lub bez kończymy studia I stopnia, bronimy licencjat i od razu bezmyślnie wskakujemy na II stopień. O tyle dobrze, że są praktyki, które niektórym studentom otwierają oczy na inne życie niż to książkowe...

Po uzyskaniu tytułu magistra, większość decyduje się na pracę w zawodzie i mam nadzieję, że z powodzeniem trafiają do firm, lub otwierają własne biznesy, które prosperują zgodnie z założeniami. Niezła pensja, kupione mieszkanie, Mercedes na podjeździe. Są podziwiani za sukces zawodowy, niektórym imponują, u innych wzbudzają zazdrość.

Są też oczywiście tacy, którzy obronili tego magistra, ale już dalej im jakoś nie poszło. W zawodzie nie znajdują pracy, do marketu na kasę nie chcą iść, a w domu siedzieć to trochę też wstyd. W takiej sytuacji wiele ludzi ucieka za granicę, szukając lepszego zarobku i tzw. lepszego życia.
Nawet jeśli tylko stoją na zmywaku, czują się lepsi, bo zarabiają w euro no i jakby nie patrzeć mają wykształcenie wyższe.



A teraz wróćmy do osób, które z wyboru lub przymusu wybrały technikum/zawodówkę. Może i nie mogą się oni pochwalić poziomem nauczania a i nierzadko nie znajdują tam odpowiednich kolegów, za to wychodzą ze szkoły z kwalifikacjami zawodowymi, a przy odrobinie samozaparcia i ciężkiej pracy - z maturą. Nie nastawiając się na osobistą karierę, szukają pracy w której mogliby trochę zarobić. Ci bardziej kreatywni otwierają własne salony kosmetyczne, fryzjerskie itp. Nie mają lekko, ale biorą życie w swoje ręce i starają się dużo zarobić, żeby tym innym, "lepszym" trochę dorównać.

Niestety zawsze gdzieś w podświadomości tych lepszych będzie obraz gimnazjalnej Kasi, Anki czy Bożeny, która miała kłopoty z ułamkami, albo nie wiedziała gdzie leży Urugwaj. Bo tracąc kontakt z pewnymi osobami, błędnie zakładamy, że my przez te lata rozwinęliśmy się, odnieśliśmy sukces, a ta tutaj Anka, Kasia czy Bożena przez 3-6 lat nie robiła nic, ale jakoś jej się poszczęściło i pracuje, zarabiając całkiem przyzwoite pieniądze. Oceniamy osobę na podstawie nieaktualnych informacji, tym samym ją krzywdząc.

Nie mówię już nawet o tym, że ocenianie całej osobie na podstawie jednej cechy charakteru jest troszeczkę niesprawiedliwe. Bo nawet jeśli ta druga osoba, ta "gorsza", nie ma głowy do całek i dat historycznych, to czy nie może być pracowita? Czy wstawanie w nocy do dziecka, praca po 12-14 godzin dziennie, pranie, sprzątanie, zmywanie nie zasługują na odrobinę szacunku? A co z ponadczasowymi wartościami jak lojalność, szczerość, uczciwość? Takie cechy przecież może mieć każdy, bez względu na wykształcenie.



Każdy człowiek jest inny, bo na to jacy jesteśmy wpływa szereg czynników. Geny, wychowanie, środowisko, doświadczenia życiowe, niekiedy bardzo bolesne, zdarzenia losowe jak śmierć najbliższych, rozwód rodziców czy ciężka choroba... I nawet jeśli ta Kaśka czy Anka czy Bożena z gimnazjum jest głupsza od absolwenta szkoły wyższej, to i tak może odnieść większy sukces; choć nie zawodowy, ale życiowy.

sobota, 8 października 2016

Liebster Blog Award

Już jakiś czas temu zostałam nominowana do zabawy Liebster Blog Award. To zabawa, która pozwala lepiej poznać blogerów poprzez 11 pytań, które to my wymyślamy. Do tej zabawy nominowała mnie Noel, za co Jej bardzo dziękuję :* A teraz już nie przedłużając przejdźmy do pytań... 

1. Bez czego nie wyobrażasz sobie dnia?
Takich rzeczy jest kilka. Nie wyobrażam sobie dnia bez modlitwy - to ona daje mi siłę na każdy kolejny dzień. Nie wyobrażam sobie dnia bez rozmowy z Karolem, bo od prawie czterech lat rozmawiamy codziennie. A od pewnego czasu również kawa jest stałym elementem dnia - to ona pobudza mnie do działania i jest miłą przerwą w obowiązkach :)



2. Co sprawia, że jesteś szczęśliwa?
Chyba poczucie bezpieczeństwa, obecność osób, które zawsze są ze mną niezależnie od tego, czy jestem zdrowa czy chora, przy kasie czy spłukana z oszczędności, z makijażem czy bez. Również uśmiech innych ludzi, życzliwość, odnajdywanie radości w najmniejszych rzeczach.

3. Największy sukces, który do tej pory osiągnęłaś to...
 Wydaje mi się, że ukończenie uniwersytetu brytyjskiego będzie jednym z nich.

4. Co chciałabyś robić w życiu?
Uczyć dzieci matematyki - bez dwóch zdań! To praca moich marzeń i będę robić wszystko, żeby tak się stało.

 
5. O czym marzysz?
Oprócz pracy nauczyciela, marzę o spokojnym życiu we własnym domu z ogródkiem. Chcę wyjść za mąż i mieć dzieci :)
 
6. Czego się boisz?
Bezradności, samotności, chorób i śmierci. Ale nie pałam też miłością do pająków czy wężów.
 
7. Sen, który utkwił Ci w pamięci to...
Jeden z moich najwcześniejszych snów z dzieciństwa. W tym śnie, studnia za stodołą okazała się być wulkanem, który ma zaraz wybuchnąć. Na szczęście babcia powoli zeszła na dół studni i włączyła pstryczek, który dezaktywował wulkan na dobre :)
 
8. O czym myślisz przed snem?
Mało to romantyczne, ale o niczym. Gdy jestem zmęczona, to zasypiam automatycznie, w mniej niż minutę ;)



9. Czego chciałabyś się nauczyć?
Jest mnóstwo takich rzeczy, a właściwie ta lista nigdy się nie kończy! Przede wszystkim biegle mówić po angielsku. Poza tym chcę nauczyć się robić przetwory na zimę, lepić pierogi, szyć na maszynie, jeździć na motorze, grać na gitarze, bronić się, tańczyć i wielu wielu innych rzeczy...

10. Ulubiona gra z dzieciństwa?
Nie jestem w stanie wymienić tylko jednej, bo moje dzieciństwo było przepełnione samymi fajnymi zabawami. Oprócz standardowego chowanego i berka, grałam też chętnie w gry planszowe, w szachy, warcaby czy karty. Z koleżankami bawiłam się w dom, szkołę, sklep, ale lubiłam też budować zamki z piasku, huśtać się na huśtawce czy układać klocki. 
 
11. Co miłego spotkało Cię w ostatnim czasie?
Niespodziewane odwiedziny narzeczonego i mile spędzony z Nim wieczór :)

____________________________________ 
Mam nadzieję, że moje odpowiedzi są satysfakcjonujące :) Do dalszej zabawy i odpowiedzi na pytania:
1) Co jest Twoją największą wartością w życiu?
2) Czego nigdy nie zrobisz?
3) Jak wyobrażasz sobie siebie za 10 lat?
4) Z czego nigdy nie zrezygnujesz?
5) Dlaczego piszesz bloga?
6) Gdybyś miała zmienić jedną rzecz z przeszłości, co by to było?
7) Jak wygląda Twój idealny model rodziny?
8) Twoja popisowa potrawa to... ?
9) Piosenka, która często jest z Tobą to... ?
10) Osoba, do której możesz przyjść o każdej porze dnia i nocy to... ?
11) Nie zasnę, gdy... ?
nominuję: 
Clodii. (tak, wiem, że to już będzie Twój trzeci raz :D)
clement

Pozdrowionka i do następnego

poniedziałek, 3 października 2016

Fotorelacja | Sierpień & Wrzesień

Dzień dobry! Chcę powiedzieć, że dziwnie się czuję pisząc do Was (po pierwsze) - po tak długiej przerwie, (po drugie) z Zamościa w październiku ;). Jakoś jeszcze nie ogarnęłam tego, że już naprawdę nie chodzę do szkoły i nie muszę martwić się żadnymi egzaminami ani akademickimi terminami. W czasie tej przerwy, kiedy się nie odzywałam działo się dość dużo, o czym już Wam śpieszę z przyjemnością opowiedzieć :)

CO SIĘ DZIAŁO

W największym skrócie - maliny. Jak wiecie (albo i nie), zaraz po rozdaniu dyplomów przyjechałam ze swoim narzeczonym do Polski. Na początku było pięknie i super, bo pogoda naprawdę dopisywała, a my czerpaliśmy z naszych wakacji garściami. Jednak z upływem lata zaczęliśmy się koncentrować na naszym głównym celu przyjazdu do Polski (a tak ściślej mówiąc to Karol zaczął się koncentrować). Ja za to, żeby nie pozostać bierna w czekaniu, postanowiłam dorobić przy zbiorze malin.



Praca fizyczna to naprawdę całkiem miła odskocznia od siedzącego trybu życia i stresów towarzyszących zdobywaniu wykształcenia. Oczywiście plusów jest więcej, jak np. piękna opalenizna czy poznawanie nowych osób. Niekwestionowanym plusem są również zarobki, które tutaj akurat zależą od indywidualnych osiągnięć, że tak to ujmę ;)

Za pieniądze, które zarobiłam wymieniłam meble w swoim pokoju. A precyzując - ławę, biurko, krzesło, komodę i trzydrzwiową szafę, z czego ta ostatnia jeszcze nie jest złożona. Meble są białe, funkcjonalne i rozwiązują kilka prozaicznych problemów, które napotykałam przy powrotach do domu rodzinnego.


Reszta zarobionych pieniędzy była z kolei przeznaczona na naszą trzydniową wycieczkę do Wrocławia. Choć pojechaliśmy w połowie września, miasto oczarowało nas swoimi pięknymi walorami. Przepiękna starówka, wielkie zoo, tramwaje czy fontanna multimedialna to tylko jedne z nielicznych atrakcji, które nas spotkały. Super wycieczka, o której można byłoby opowiadać w nieskończoność!

Panorama miasta z katedry pw. św. Jana Chrzciciela

 
Uśmiech na dobry początek musi być! :)

Pomnik Aleksandra Fredry na starówce

Autobusy i tramwaje

ZOO

Marchewkowe, dobre! ;)

 Piękne kamieniczki...

Oprócz dalekiej wycieczki do Wrocławia, włóczyliśmy się również trochę po Roztoczu, byliśmy w kinie, a również załapałam się jako żołnierz do zamojskiej husarii ;)

 
 Górecko Kościelne

Maszeruje żołnierz, maszeruje :D 

Piwko z Olą z widokiem na Zamość


  
Krasnobród 

Sesja w zbożu zaliczona :) 

Tradycja ;) 

Koncert Braci :) Ale i tak ciekawiej było w drodze %% :D

 Z Karolkiem :*

Pod koniec września moja mama obchodziła 50. urodziny, co było też miłą okazją do rodzinnego spotkania. Ode mnie mama dostała kwiaty oraz perfumy z Hugo Boss o kwiatowo-owocowym zapachu.

Srebrny jubileusz :)

Choć pracowicie, to oba miesiące minęły mi bardzo przyjemnie, ale też i bardzo szybko! :)

KULINARNIE

Jeśli chodzi o dania główne, to bezkonkurencyjnie królowało leczo. Placek z malinami i shake malinowy były za to przepysznymi deserami (do tego jakże adekwatnymi do mojej pracy :D).

Sprawdzony przepis od lat 

Mniaaaam

Nie mogę też nie wspomnieć o pączkach ze Starej Pączkarni we Wrocławiu, gdyż mają one nietypowe nadzienia jak np. kiwi, krówka, czy kokos. Słodkie, niezbyt zdrowe i trochę droższe, ale raz na jakiś czas każdemu się należy :)




KSIĄŻKI I FILM

Choć przeczytałam 2 książki (wiem, szaleństwo...) to żadna z nich nie zachwyciła mnie choćby na tyle, żeby o niej wspomnieć. Natomiast polecam film, na którym byłam w kinie z Karolem "Smoleńsk". Fajnie zrobiony, dający do myślenia, wyśmiewający ludzką bezmyślność i ślepe podążanie za tłumem. Według mnie, każdy powinien obejrzeć.



KOSMETYKI

Duże denko, nie powiem.


Tradycyjnie omówię tylko perełki i buble. A więc na pochwałę zasługuje w pierwszej kolejności żel do mycia ciała z Biedronki, który pachnie lodami malinowo-waniliowymi. Mega!!!  Na zielono zaznaczyłam też mój ulubiony żel do mycia twarzy z Garniera, próbkę balsamu pod prysznic na twarz, ciało i włosy z Ziaji (dobry zarówno do ciała jak i na włosy) oraz próbkę kremu ujędrniającego na dzień z wit. C + HA/P tej samej firmy.

To co mi się nie sprawdziło to natomiast maseczka siarkowa, antytrądzikowa z Barwy, która nie zrobiła nic dobrego, a śmierdziała i napinała mocno skórę oraz próbki kremu tonującego do twarzy spf 50+ z Ziaji, który to na początku wydawał się w porządku, ale już po trzecim razie zaczął ważyć się na cerze i schodzić z niej nierównomiernie, dając mi mało atrakcyjny wygląd.


MUZYKA

Muzyki słuchałam niewiele, zazwyczaj tylko tą, która leciała w radiu na polu ;)
No ale wyróżnię ze 3 piosenki, które jakoś mi się kojarzą z tymi pracowitymi, malinowymi miesiącami.

♫ Wake me up when September ends
♫ If I were sorry
♫ Autobusy i tramwaje

_________________________

Z racji kończącego się sezonu, mam nadzieję mieć co raz więcej wolnego czasu, który zamierzam również po części wykorzystywać na bloga :) Dlatego też spodziewajcie się nowych, już regularniejszych wpisów na tym blogu oraz odwiedzin na Waszych blogach :) Pozdrawiam i życzę milutkiego tygodnia. Niech hektolitry kawy będą z Wami, bo zapowiada się deszczowo...