sobota, 22 października 2016

Modlitwa w moim życiu

Dzień dobry :)  Dziś temat poważny, może trochę kontrowersyjny, wstydliwy... Chcę opowiedzieć Wam o modlitwie i moich doświadczeniach z nią związanych. Może to troszkę przybliży Wam odpowiedź na pytanie dlaczego bez modlitwy nie wyobrażam sobie dnia. Zdaję sobie też sprawę z tego, że nie wszyscy wierzą w Boga, a najwięcej jest wierzących niepraktykujących, ale mam nadzieję, że możliwa dyskusja pod postem będzie prowadzona przez wszystkich czytelników z szacunkiem do innych i bez wyzywania od ciemnogrodu ;)

Zacznę od Różańca. No bo jest październik, bo przez wielu wierzących jest absolutnym must have, bo to modlitwa, która odmawiana jest przy pogrzebach, a niedługo Zaduszki...
Ja swoją świadomą modlitwę na Różańcu zaczęłam w gimnazjum. Odmawiałam przed snem prosząc o siły do nauki, przygotowując się do konkursu matematycznego; odmawiałam go z ambony modląc się o zdrowie mamy, kiedy przebywała w szpitalu; sięgałam po niego, kiedy było mi źle, czułam się samotna i opanowywała mnie bezradność. Jak łatwo można się domyśleć, nigdy moje prośby nie przeszły bez odpowiedzi.


Bo czasem modlimy się i nie dostajemy tego, czego chcemy. Nie potrafię jednoznacznie odpowiedzieć dlaczego tak jest, ale ja w swoim życiu wiele razy zauważyłam, że chociaż na początku nie dostałam tego, co chciałam, to i tak dostałam coś, co było dla mnie wielką nauką, a czasami niespodziewaną nagrodą. Np. kiedy modliłam się o piątki ze sprawdzianów, czasami nie dostawałam tej oceny, ale za to dostawałam radość uczenia się, prestiżowe wyróżnienie laureata czy możliwość inteligentnej rozmowy z innymi, starszymi osobami. Kiedy modliłam się o to, by moje kłopoty ze zdrowiem minęły, one nie mijały, nawet nasilały się, ale za to dostałam wielką lekcję pokory, ludzie zaczęli mnie lubić "taką normalną", "nieidealną", moje relacje międzyludzkie stawały się lepsze, a ja przestałam zadzierać nosa (no, chociaż trochę :D).

Kolejna modlitwa, o której chcę wspomnieć to Duchowa Adopcja Dziecka Poczętego. To 9-miesięczna modlitwa o to, by rodzice zachowali przy życiu dziecko, którego los jest zagrożony. Przez ten okres czasu codziennie odmawia się specjalną modlitwę i dziesiątek różańca. Możecie więc sobie mniej więcej wyobrazić jak czułam się kiedy niedawno wybuchła wojna o aborcję, kiedy ludzie zaczęli rozwodzić się nad tym kogo można zabić, a kogo nie... Moje zdanie w tej kwestii pozostaje niezmienne - nie mamy prawa decydować o śmierci drugiej osoby. Jest wiele innych możliwości, jak chociażby oddanie dziecka po urodzeniu do Domu Dziecka... Modlę się każdego dnia więc o to jedno dziecko jednocześnie dziękując za swoje życie.

Biblia. To Słowo Boże, które każdego dnia trafia inaczej w nasze serca, które przemienia nas w lepszych ludzi, dodaje sił. Wystarczy otworzyć Pismo Święte na chybił trafił i przeczytać jedno zdanie. I to wystarczy. Bo Bóg przez to jedno zdanie chce mi coś powiedzieć. Sama byłam lektorką w Kościele i czytałam czytania podczas niedzielnej Mszy świętej. Wiem, jak wiele słów nam umyka, kiedy nie czytamy Biblii dokładnie, kiedy nie rozważamy słów, tylko przekładamy kartki.



Aktywna Msza św. Mam tutaj na myśli świadome pójście do Kościoła, udział w śpiewach, aklamacjach, przyjęcie Komunii świętej. Ja przez pewien okres czasu nie mogłam przyjmować Komunii, dlatego kiedy na nowo zaczęłam spowiadać się i przyjmować Pana Jezusa w białym opłatku, moja radość była niemalże do łez. Czasami nie zgadzamy się z tym co mówią księża, nie podobają nam się kazania, sposób prowadzenia się duchownych, opłaty kościelne. Ja sama pisałam kiedyś do biskupa, by zwrócić mu uwagę na sposób opowiadania historii w homiliach. Nie wszystko musi się nam podobać i wydaje mi się, że to jest okej. Ale trzeba nam pamiętać, że to my tworzymy Kościół i odchodząc od niego, nic nie zmienimy. Trzeba ludzi, którzy będą działać w kościele, ale zarazem które będą uwolnione od wpływów... Dla których wiara i miłość są naprawdę najważniejsze.

No i na koniec absolutna podstawa - codzienna modlitwa. U mnie czasami to tylko Ojcze Nasz i Zdrowaś Maryjo, ale uwierzcie, że ta 1 minuta rano i wieczorem wystarczy mi, żeby nie oddalić się od Boga, żeby jakoś przetrwać ciężki dzień, poczuć spokój i harmonię.

_____________________________________
Jestem ciekawa jak to jest u Was. Czy wierzycie w Boga i modlicie się? A jeśli nie, to czy zastanawialiście się kiedyś jak to będzie, kiedy będziecie odpływać z tego świata? Zbliżające się święta listopadowe zmuszają do refleksji... Niech i Was zmuszą, żeby choć na parę chwil wyjść myśleniem poza ten materialny świat.

28 komentarzy:

  1. Jestem wierzący, należałem do caritasu, byłem kandydatem na ministranta potem ministrantem a następnie "awansowałem" na lektora. Wszystko to porzuciłem ponieważ zacząłem dostrzegać jak wielka obłuda panuje w kościele. Wiem, wiem nie wszyscy są jednakowi jednak nie oszukujmy się, negatywne działanie potrafi przysłonić dziesięć pozytywnych. Teraz jeszcze bardziej wychodzi to na jaw widząc że kościół stał organizacją bardziej polityczną niż duchowną. W kościele ostatni raz byłem jakoś w lutym ponieważ zostałem ojcem chrzestnym. Można być katolikiem nie chodząc do kościoła a spowiadać się możesz bezpośrednio Bogu bo nie jest to przywilej zarezerwowany tylko dla księży.
    A co do czarnego protestu to była to zagrywka żeby odwrócić uwagę od CETA. Ustawa która wywołała taką burze tak naprawdę nic nie zmieniała, wystarczyła ją przeczytać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przyznam się bez bicia - nie czytałam tej ustawy, bo zbyt mocno mnie zdziwił/zirytował ten zryw ludzi, ten bunt, to wrogie nastawienie....
      Rozumiem Cię, czasem sama zastanawiam się czy ten Kościół który teraz jest, tak naprawdę podoba się Bogu. Kościół to temat rzeka, dlatego tylko krótko powiem, że różne są religie, czy odłamy i tak naprawdę każda droga - bardziej publiczna czy całkiem prywatna - która prowadzi do Boga, jest okej.

      Usuń
  2. od pewnego czasu jestem wierząca, i jak to neofita, przesadzam w wielu rzeczach a jeszcze więcej zaniedbuję... Podobnie jest z modlitwą. Potrafię modlić się 3 godziny i w ogóle nie zauważyć upływu czasu a czasami nie modlę się w ogóle. Często nie potrafię modlić się przy jednym człowieku, a potrafię przy wielu, np. idąc ulicą.
    Moja wiara to jeden wielki kryzys wiary, ale czuję, że nie uwolnię się od tego...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasami mam tak samo... Myślę, że kryzysy są jakoś nieodłączne w tym temacie. Bo niczego nie jesteśmy pewni, bo dużo jest tajemnic, bo za dużo głosów...

      Usuń
  3. Ja nie jestem jakaś specjalnie gorliwa katoliczka, nie chodzę co niedzielę do Kościoła. Robię to dla siebie, w ciszy i spokoju co np nie potrafiłabym się skupić podczas mszy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Całkowicie rozumiem, bo mnie również czasem jest ciężko skoncentrować się na Mszy, kiedy np. dziecko płacze, ktoś kaszle itp. Sama nie wiem jaka postawa jest lepsza - nie zwracanie uwagi, czy właśnie rozglądanie się na ludzi i uśmiechanie do dziecka stojącego przede mną.

      Usuń
  4. noo temat kontrowersyjny... ale już wiem czemu tak uwielbiasz Cejrowskiego ;) chociaż jak dla mnie on jest przeciwieństwem prawdziwego Katolika, bliżej mu do Katola (czy prawdziwy katolik gardzi osobami homoseksualnymi, nazywając ich 'pedałami' z nienawiścią? wątpię). W Polsce jest ten problem, że Katolicy opowiadają z dumą o swej wierze, natomiast gdy znajdzie się ktoś kto ma inną wiarę (albo jest ateistą) uuu to już nie jest za dobrze. Polska presja na katolicyzm jest potworna, ludzie biorą śluby i chrzczą dzieci często nie dlatego, żeby być bliżej boga tylko dla 'świętego spokoju, żeby rodzina nie narzekała'. O tak. Szanuję natomiast ludzi, którzy starają się być dobrymi niezależnie od tego w co wierzą. A to ostatnie zdanie "Niech i Was zmuszą, żeby choć na parę chwil wyjść myśleniem poza ten materialny świat" zabrzmiało trochę jak "każdy kto nie wierzy w Boga, nie jest uduchowiony, interesuje go tylko życie materialne" a to przecież nie prawda ;) no chyba, że źle to odebrałam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No cóż, każdy może mieć inne zdanie i Twoje oczywiście też szanuję ;) Ja podziwiam Cejrowskiego za jedną bardzo ważną cechę - mówienie głośno o Bogu. Wymaga to dużej odwagi społecznej i narażenia na głosy sprzeciwu, oburzenia, itp. A przecież mógłby się nie odzywać w ogóle i wszyscy by go lubili....
      Co do ostatniego zdania - absolutnie nie o to mi chodziło. Może Ty mnie źle zrozumiałaś, a może to ja źle dobrałam słowa... Ale już rozwijam. Chodzi mi tylko o to, żeby ludzie otworzyli się na coś czego nie widać. Zastanowili się nad swoim życiem, co gromadzą teraz i czy to ma sens... Bo żyjemy w świecie gdzie rządzi pieniądz, gdzie ludzie zabiegają o karierę, gustowny wygląd wnętrza domu, kolekcje torebek, jedzenie - no wszystko to, co nas otacza. Czy zdajemy sobie sprawę (wszyscy, ja też) z tego, że to wszystko co gromadziliśmy przez lata z chwilą śmierci staje się nieważne, bo to zostawiamy... Czy zostawiamy po sobie "ciepły ślad na czyjejś ręce", czy odchodzimy z poczuciem dobrze przeżytego życia, z nadzieją na to, że może istnieje życie pozagrobowe. Filozofia życia i śmierci to temat rzeka, dlatego ja zachęcam do refleksji na temat przemijania człowieka i hierarchii wartości w życiu. Pozdrawiam :)

      Usuń
  5. Znam wiele osób, którzy nie chodzą do kościoła bo ksiądz im się nie podoba, co jest dla mnie totalną głupota. Mnie też niektórzy księża po prostu wkurzają bo wymyślają głupoty itp ale cóż. Do kościoła chodze dla Boga a nie dla księdza. Do kościoła chodzę co niedziela, o modlitwie też pamiętam :) różaniec też czasem odmawiam, głównie w drodze do pracy bo mam dłuższą chwilę, której nie chcę zmarnować :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, dobrze powiedziałaś - do kościoła powinno się chodzić dla Boga a nie dla księdza ;)A Różaniec to ciekawa modlitwa, każdy myśli, że zabiera to mnóstwo czasu a to raptem 15 minut :)

      Usuń
  6. U mnie wiele pokazało bierzmowania, do którego przygotowano nas duchowo. W tym roku dołączyłam do klasowego różańca. Dostajesz jedną tajemnice na miesiąc i codziennie odmawiasz dziesiątek różańca. Na początku miesiąca wymieniasz się tajemnicą z inna osobą. Odmówienie dziesiątka zajmuję mi tyle czasu, co przejście z domu na przystanek... Chwilka tyle w ciągu całej doby, a człowiek ma więcej siły na cały dzień. A co do czarnego protestu- kobieta ma prawo decydować o swoim ciele. Zapomina się jednak, że ten płód nie jest jej ciałem. Nie jestem za aborcją, ale powinny pozostać te trzy dozwolone przypadki. Są różne sytuację i nie zawsze kobieta jest na tyle wytrzymała aby wytrwać. Jednak uważam też, że dziecko jest dzieckiem od poczęcia. Bo niby kiedy następuje ten magiczny moment przemienienia w człowieka? 8 tydzień ciąży- to płód. 9 tydzień-dziecko? A może 21, kiedy ratuje się już wcześniaki?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla mnie ta debata pt: "Do kiedy można zabijać dziecko" jest absurdalna... Ale co poradzisz, są różni ludzie, różne poglądy i tak to już zostanie.
      Ciekawa inicjatywa, powiem szczerze, że nie słyszałam o czymś takim. Jest co prawda podobny schemat w Kółkach Różańcowych w kościele, ale, że w klasie... ;) Fajnie :)

      Usuń
    2. Są tworzone. To takie szkolne/klasowe Kółka Różańcowe tworzone przez chętna młodzież

      Usuń
  7. Świetnie, że nie wtydzisz się mówić o swojej wierze! Ja również codziennie się modlę, a w niedziele uczestniczę we Mszy Świętej, staram się też regularnie zaglądać do Pisma Świętego. Zgadzam się, że Pan Bóg wysłuchuje, gdy prosimy :) I ważne, żeby mówić, że młodzi też wierzą, chodzą do Kościoła, bo własnie w żywym Kościele siła! :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z taką myślą napisałam notkę :) Dziękuję bardzo za miłe słowa! :*

      Usuń
  8. Ja niestety nie jestem religijna, zaś do samej wiary nastawiona jestem sceptycznie. Kiedyś modliłam się codziennie, później jednak codzienne modlitwy zaczęły mi przynosić, innego słowa nie znam, pecha. Długa historia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chętnie bym przeczytała o tej historii... Bo pisząc ''niestety nie jestem religijna", chyba wyczuwam jakąś chęć, pragnienie serca. A może się mylę...

      Usuń
  9. U mnie to jest różnie z wiarą - obecnie jestem zagubiona i próbuję odnaleźć siebie w tym wszystkim.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasem i takie chwile są potrzebne i wartościowe.

      Usuń
  10. Nie modlę się codziennie, nie chodzę do Kościoła co niedzielę (ale chodzę), nie czytam Pisma. Pochodzę z bardzo religijnej rodziny, więc chyba jestem mało religijna. Ale za to bardziej niż mój mąż. I tu przestanę kontynuować ten temat. Uważam, że jestem dobrym człowiekiem, nawet jeśli nie odmawiam zdrowasiek i innych takich codziennie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najważniejsze to chyba właśnie, żeby być dobrym człowiekiem. Kochać ludzi, pomagać innym, być dla innych...

      Usuń
  11. Ja nie chodzę do kościoła, bo księża zrazili mnie do siebie podczas przygotowywan do bierzmowania... niestety.

    OdpowiedzUsuń
  12. Mam wrażenie, że z modlitwą jest tak, że otrzymujemy często nie to, o co się modlimy...tylko to, czego potrzebujemy. I właśnie z czasem się dopiero to widzi. W sumie to jest piękne :-) Kiedy Bóg zamyka drzwi, to otwiera okno, nie? ;-) Pozdrowienia!
    poliptyk.pl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pięknie powiedziane ;) Chyba tak dokładnie jest...

      Usuń
  13. Odpowiedzi
    1. Dzięki, chciałam po prostu poruszyć ten temat, a nie go chować...

      Usuń