poniedziałek, 28 listopada 2016

#1 Ślub i wesele - termin, lista gości i sala weselna

Dzień dobry! :) Za oknem robi się coraz bardziej zimowo, temperatury spadają poniżej zera, a monotonną szarość jesieni zaczyna zabierać śnieżnobiały puch. Ta biel śniegu przywodzi mi na myśl zbliżające się małymi krokami ślub i wesele...
 

16.08.2015
Oczywiście czytelnicy regularnie odwiedzający mojego bloga wiedzą, że od 4 lat jestem w związku z Karolem, a od ponad roku jestem również jego szczęśliwą narzeczoną. Jako, że ślub staje się już coraz bliższy, przygotowania nabrały tempa, a ja nie ukrywając uwielbiam tematykę ślubną, postanowiłam wprowadzić nowy cykl postów, który będzie opatrzony jakże oryginalnym tytułem "Ślub i wesele" :D W tym cyklu będę na bieżąco informować o postępach w przygotowaniach, dodawać zdjęcia, a na koniec oczywiście wstawię fotorelację z samej uroczystości zaślubin i wesela, oraz krótkie podsumowanie.
Mam nadzieję, że przyjemnie będzie się Wam taką serię czytało i oglądało, a już dzisiaj zapraszam na pierwszą część ;)

TERMIN

Wybór terminu był dla nas niemalże oczywisty - lato 2017. Mimo iż zaręczyliśmy się w 2015, dla nas rok 2016 totalnie odpadał. Przede wszystkim ze względów ekonomicznych, bo ja dopiero w 2016 skończyłabym studia, a jednak ślub i wesele to dość duży wydatek. Również nasi rodzice, którzy zadeklarowali się nam pomóc finansowo, nie są w stanie zgromadzić dużej kwoty pieniężnej ot tak, w kilka miesięcy. Nie mówię już o tym, że marzy nam się po ślubie zamieszkanie we własnym gniazdku. Teraz te plany wydają się być trochę mało realne do zrealizowania, ale na pewno będzie nam do nich bliżej za rok, niż teraz ;) Druga sprawa - sytuacja zdrowotna w naszej rodzinie. Choć nie braliśmy pod uwagę śmierci członków rodziny, okazało się, że w tym roku z obu stron zmarły bliskie nam osoby. Ze względu na żałobę byłaby to dla nas w tym roku mało radosna uroczystość... Trzecia sprawa - dostępność sal weselnych. Takie sprawy trzeba niestety załatwiać z dużym wyprzedzeniem, u nas w Zamościu lepsze lokale zamawia się na dwa lata do przodu.

Kilka miesięcy temu.... Teraz to już ponad połowa mniej :)
Ładnym i wolnym terminem, który od razu zaklepaliśmy był 5 sierpnia 2017. Jak tylko pojawiła się księga intencji na 2017 w moim kościele parafialnym, również poszłam do księdza i zarezerwowałam termin na godzinę 17. Od dzisiaj to jeszcze 250 dni, ale czas biegnie tak szybko, że jestem pewna, że ani się obejrzę, a będę już zakładać welon :)

LISTA GOŚCI

Ustalenie listy gości weselnych jest kluczem przy planowaniu wesela. Przede wszystkim trzeba sobie odpowiedzieć na pytanie - na ile osób chcemy zrobić wesele i na jak duże wesele jesteśmy w stanie sobie pozwolić. Wiem, że teraz robienie wielkich wesel odchodzi do lamusa, a młodzi coraz częściej szukają alternatyw, żeby zrobić mniejszą imprezę, albo w ogóle z niej rezygnują.

My postanowiliśmy być jednak wierni tradycji ludowej i robimy wesele na ok. 140 osób. Jasna sprawa, że na przestrzeni dwóch lat ta lista może się trochę wydłużyć (lub skrócić), ale wstępny obraz jaki nam to daje wystarczy, żeby móc pójść krok dalej...

SALA WESELNA

Pierwszy pytaniem jakie prawdopodobnie padnie od właścicieli lokali będzie "Na ile osób robią państwo wesele?". Bo sala ma ograniczone miejsce i nie każda wymarzona sala będzie adekwatna do liczby gości jaką zamierzamy zaprosić. To chyba oczywiste...
Poza pojemnością ludzi, ważnym pytaniem, na które z kolei powinni odpowiedzieć nam gospodarze jest cena oraz jej zmiany w następnych latach. Kiedy szukaliśmy sali, w jednej karczmie powiedziała nam pani, że na ten moment jest to taka i taka cena, ale nie daje nam gwarancji na to, że ta cena będzie obowiązywała za dwa lata. Taki brak gwarancji jest dość ryzykowny i wydaje mi się, że lepiej poszukać gdzie indziej. Szczególnie, że zazwyczaj po Nowym Roku ceny rosną w górę, a nie spadają...
To co nierozerwalnie łączy się z ceną - nie bójmy się dokładnych i konkretnych pytań. Co zawiera się w cenie za osobę, o co państwo młodzi muszą zatroszczyć się sami i jak przedstawia się sposób płacenia. Dokładnie czytajmy umowę i dopilnujmy, żebyśmy otrzymali pisemny dowód wpłacenia zaliczki.

Nasz wybór :)
Nasze wesele odbędzie się w Gościńcu "Sami Swoi" k. Zamościa. Ten lokal w klimacie karczmy najbardziej odpowiadał nam lokalizacją (mniej więcej na środku między naszymi domami), a zarazem nie tak daleko od kościoła. Ważnym aspektem był oczywiście wystrój sali, który jak najbardziej wpisuje się w nasze wyobrażenia o sielskim tradycyjnym weselu wiejskim. Poza tym przeważyła rozsądna cena oraz miła i ogarnięta w temacie właścicielka.
Mam nadzieję, że na naszym weselu będzie dokładnie tak pięknie jak w kolorowych broszurach i naszych osobistych wspomnieniach związanych z tym lokalem. Ale o tym to się przekonamy dopiero za kilka miesięcy ;)

_____________________________
Kochani, na dzisiaj to już wszystko. Nie chcę poruszać zbyt wielu tematów na raz, żeby nie robić przydługich wpisów. Oczywiście na wszelkie pytania odpowiem w komentarzach, a następny wpis z tej serii już niedługo, bo na chwilę obecną wiele już spraw z weselem ogarnęliśmy :)
Papa i do następnego postu, którym najprawdopodobniej będzie fotorelacja z listopada! ;)

niedziela, 20 listopada 2016

DIY: Kalendarz Adwentowy

Dzień dobry! :) Wielkimi krokami zbliża się grudzień, a więc czas odliczania do świąt Bożego Narodzenia. W tym roku postanowiłam kreatywnie spędzić ten czas dlatego też wykonałam kalendarz adwentowy, w którym umieściłam cytaty, ciekawe zadania czy małe wyzwania. Oczywiście Wy również możecie zrobić sobie taki kalendarz, a wewnątrz umieścić co tylko chcecie. Mogą to być słodycze, herbatki, zadania itd. Samo zrobienie kalendarza jest trochę czasochłonne, więc warto zacząć już dziś, żeby zdążyć do pierwszego grudnia :) Poniżej przedstawiam moją propozycję na wykonanie kalendarza.


Do wykonania potrzebne będą materiały:
-kartki (moje to białe A4, do drukarki)
-kawałek sznurka (w moim przypadku około 2 metry)
-podstawa do której zaczepimy sznurki z kopertami (u mnie tablica do pisania)
-pinezki (albo inne materiały do przyczepienia sznurka)
-kolorowe papiery (np. papiernicze, świąteczne, kolorowy blok lub gazety)
-mazaki/pisaki/markery/długopisy (do napisania cyferek, można też przykleić naklejki z numerami)
-nożyczki, zszywacz, spinacze, taśma klejąca dwustronna, taśmy washi tapes
-inne dekoracje



Generalnie to ogranicza Was tylko wyobraźnia. Można przecież przytwierdzić takie sznurki do ściany lub w ogóle zrezygnować ze sznurka i np. wbijać koperty pinezkami w tablicę korkową. Możliwości jest bardzo dużo.

Krok 1. Liczy się wnętrze.


Staranne rozplanuj zadania na adwent, jakieś wyzwania, cytaty. Pamiętaj, że wszystko robisz na malutkich karteczkach. Oczywiście jeśli chcesz - przygotuj czekoladki czy cukierki.
Do każdego dnia dobierz właściwe karteczki (miej na uwadze ilość dni przed świętami, niedziele i święta i własne preferencje). Żeby np. nie zapakować prezentów świątecznych przed ich zakupem ;) Bo przykładowe zadania właśnie mogą być takie - zapakować prezenty, ubrać choinkę, ozdobić pokój, śpiewać kolędy, zrobić sobie grzańca :) Wcale nie musi być trudno i kosztownie.

Krok 2.  Koperty z numerami

Jeżeli chcecie, oszczędźcie sobie pracy i kupcie takie mini kopertki w sklepie. Jeśli jednak jesteście oszczędni w pieniądze ale rozrzutni w czas - zróbcie sami. Oczywiście możecie poszukać na internecie jak złożyć ładnie koperty z papieru, ale jeśli wolicie uproszczone wersje spójrzcie na obrazek a to Wam wszystko rozjaśni :)


Ćwiartkę kartki A4 zaginam po bokach na szerokość ok. 1 incha (2.5 cm), później od dołu zaginam tak, żeby u góry trochę jeszcze wystawało. Następnie wsuwam zszywacz w kopertę i po obu bokach zszywam. Nie mam zdjęcia, ale po 5. etapie ucinam końcówkę w kształt trójkąta i obcinam niepotrzebne tak by powstał efekt jak na rys. 6 ;) Mała koperta gotowa! :)

Teraz czas na dekorację kopert.



Z kolorowego papieru wycinam kółka (odrysowuję je od washi tape), a następnie z białego kartonu wycinam mniejsze kółka (odrysowane np. od innej taśmy). Większe przyklejam za pomocą zwykłej taśmy klejącej dwustronnej, natomiast, żeby dodać przestrzenności mniejsze kółka przyklejam na grubszą taśmę dwustronną. Oczywiście uprzednio na małych kółeczkach zapisuję numerki. Na koniec wsuwam odpowiednią zawartość do każdej z kopert i zaklejam je z tyłu małym kawałkiem taśmy kolorowej.



Krok 3. Montaż i dekoracja



Ja swoje koperty przypięłam do sznurka spinaczami biurowymi. Sznurek z pętelkami po obu stronach założyłam za główki pinezek wbitych w drewnianą ramę. Dla ładniejszego wyglądu przypięłam kokardę, rozetkę i tytuł mojego dzieła artystycznego ;) Jak już wspomniałam na początku - wszystko zależy od Waszej inwencji twórczej i wyobraźni :)

_______________________________________________
To moje pierwsze DIY na tym blogu dlatego liczę na Wasze opinie i komentarze. Podoba Wam się? Chcecie więcej takich postów w przyszłości? Tymczasem uciekam i życzę Wam miłego weekendu! Do usłyszenia niebawem :*

poniedziałek, 14 listopada 2016

Randki nie tylko w pizzerii

Cześć :) Nie ukrywam, że do dzisiejszej notki zainspirowało mnie samo życie i wspomnienie pierwszych naszych randek z Karolem. Choć bardzo miłe, wspominane z wielkim rozczuleniem i uśmiechem, były raczej średnio ciekawe i dość przewidywalne. Niemal za każdym razem jechaliśmy do pizzerii, a ja dostawałam kolejną różę na powitanie. Później oczywiście rozmawialiśmy, spacerowaliśmy, poznawaliśmy się. Choć nigdy ale to nigdy nie zabrakło nam tematów do rozmów, a pojęcie niezręcznej ciszy w ogóle u nas nie występowało, nasza pomysłowość co do formy randek raczej była na niskim poziomie.



Kilka dni temu obchodziliśmy czwartą rocznicę naszego związku i już wcześniej zastanawialiśmy się, jakbyśmy mogli fajnie spędzić ten dzień. Nie ukrywam, że na początku chciałam spędzić ten dzień absolutnie wyjątkowo. Jednak po delikatnej rozmowie, nasze myśli jakoś mimowolnie uciekały do utartych schematów - romantyczna kolacja w lokalu, może pizza/kebab, ewentualnie jakieś lody czy ciastko w cukierni. Biorąc pod uwagę różne czynniki, takie jak - koszt, zdrowie, ciekawość - doszliśmy jednak do wniosku, że te wszystkie propozycje są mało ciekawe i tak naprawdę nas nie interesują. Chyba nam się już to wszystko przejadło ;) Nie mniej jednak początkowo ustaliliśmy, że odwiedzimy karczmę, w której mieliśmy swoją pierwszą randkę. Choć może i trochę niezdrowo, to jednak ze szczyptą romantyzmu. Może dodam tylko, że ta karczma jest położona nad stawem, na którym usytuowany jest barokowy kościółek. Miejsce absolutnie magiczne.

Życie jednak jak to życie, spłatało nam figla i rano Karol przekazał mi smutną wiadomość o tym, że jego pies jest chory i nie wiadomo czy doczeka jutra. (Tak na marginesie - jest już dużo lepiej, trzydniowa seria zastrzyków chyba mu pomogła). Nie wiele myśląc zapakowałam się do busa i pojechałam do niego. Jak za dawnych czasów licealnych, dotarłam do niego busem, a on odebrał mnie z przystanku wręczając mi różę :) Chwilę posiedziałam z psem, a później rozmawiając z mamą Karola zjedliśmy wspólnie obiad. Po obiadku mały toaścik Soplicą śliwkową z Jego mamą i ciastko do kawki. Chwilę posiedzieliśmy i postanowiliśmy gdzieś wyruszyć. Jakoś ochota na pizzę nam przeszła, zahaczyliśmy więc o zamojską galerię handlową. Tam przespacerowaliśmy się po kilku sklepach, stwierdziliśmy, że nic nie ma i przyjechaliśmy do mnie. Włączyliśmy sobie film, powspominaliśmy dawne dzieje, a na koniec zjedliśmy po kawałku domowej pizzy :) Totalnie domowo, zwyczajnie, normalnie...



Najśmieszniejsze jest to, że ten zwyczajny sposób spędzenia razem czasu okazał się być najlepszy. Dzień, mimo, że zapowiadał się fatalnie, okazał się być bardzo miły i przyjemnie spędzony. Przy okazji odkrycia tego, że wcale nie trzeba fajerwerków, żeby było cudownie, nasunęła mi się refleksja co do formy spędzania czasu parami. Moje dawne myślenie "co by tu wymyślić" zostało przerwane z chwilą uświadomienia sobie, że wcale nie musi to być coś z tej kategorii randkowej. I że ten jeden dzień, jakim jest rocznica, urodziny czy imieniny może być bardzo mile spędzony, kiedy zrobimy coś co jest ściśle związane z tym dniem. Może to być przywołanie wspomnień, wspólne obejrzenie zdjęć, snucie planów co do przyszłości czy uzupełnienie listy weselnych gości ;) Miło też jest wyjść pospacerować, przejechać się gdzieś samochodem czy zrobić wspólnie, w domu kolację do jakiegoś nastrojowego filmu czy muzyki. Randka może być w domu i bez fajerwerków. Eureka!

____________________________________________

Jestem bardzo ciekawa Waszego zdanie. Celebrujecie Wasze rocznice? Preferujecie wyjścia czy pozostanie w domu? Jaka była Wasza najlepsza lub najbardziej nietypowa randka?  I generalnie - jak Wy zapatrujecie się na te okazje? Z miłą chęcią poczytam o tym w komentarzach :)

wtorek, 8 listopada 2016

Nie bój się porażek

Wiem, że to co piszę jest mało odkrywcze, ale mimo wszystko chcę o tym napisać - i dla Ciebie, i dla siebie. Może bardziej ku pokrzepieniu, a może trochę, by przypomnieć naszą omylną naturę człowieczą. Jeśli masz chwilę - przeczytaj i pomyśl, może za sprawą czarodziejskiej różdżki doznasz wewnętrznego spokoju.

Powiedzenie głosi, że tylko ktoś kto nic nie robi, nie popełnia błędów. Myślę, że mogę się z nim w zupełności zgodzić, a nawet jeszcze bardziej rozwinąć.
Są w życiu sytuacje, w których nie możemy stać obojętnie, musimy działać, podjąć jakąś decyzję, zrobić pierwszy krok ku czemuś. Choć najbardziej zniechęcają porażki na początku jakiejś ścieżki, najbardziej bolą te na wysokim szczeblu rozwinięcia...



No weźmy na przykład parę osób, które po jakimś czasie się rozchodzą. Pewnie po kilku dniach znajomości nie będzie nam tak przykro jak po latach nieudanego małżeństwa. Wtedy to pewnie bardziej chcielibyśmy, żeby ta druga osoba nigdy nie pojawiła się w naszym życiu, a pozwolenie jej wejścia do naszego życia traktujemy jako swoja największą życiową porażkę. Po takim zranieniu ciężko jest ponownie się otworzyć na inne osoby, zaufać komuś od nowa, stworzyć związek bez żadnych podejrzeń i uprzednich obaw. I dlatego bojąc się ponownej porażki, nie pozwalamy sobie na to szczęście, jakim mogłaby być dla nas druga osoba.

Tak samo jest z pracą. Chcemy gdzieś pracować, ale jednocześnie jesteśmy świadomi swoich niedoskonałości, niekompetencji, boimy się. Nie chcemy próbować swoich sił tam, gdzie wydaje nam się, że nie dalibyśmy sobie rady. Marzenia zawodowe odsuwane są na dalszy plan tylko dlatego, że boimy się porażki. Tego, że nie dostaniemy tej pracy, zostaniemy wyśmiani, odrzuceni.

Strach przed porażką tak naprawdę może nas blokować we wszystkim - w zdrowym trybie życia i regularnych ćwiczeniach (nie dam rady, co jeśli będzie zima, co z jedzeniem w święta - nie dam rady, to nie dla mnie), w nauce obcego języka (nie mam talentu, po co mam się teraz uczyć, jak nigdzie mi się to nie przyda, albo jak wiem, że nie będę miała na to czasu), czy nawet w zawieraniu przyjaźni (bo co jeśli się pokłócimy i ona zechce podzielić się z innymi moimi sekretami).



Ten paraliżujący strach odbiera nam szansę na szczęście. Poddanie się bez walki to chyba najgorsza rzecz, jaką możemy zrobić. Bo przecież nie można od razu spisywać coś lub kogoś na straty, trzeba przeanalizować opcje wyboru, różne ewentualności. Przede wszystkim trzeba jednak uświadomić sobie jak nic nieznaczące są te bzdury, jakimi zadręczamy się na co dzień.

Ktoś może się ze mną nie zgodzić - ale jak to nic nieznaczące?! Wybór studiów to najważniejszy wybór, od niego zależy całe moje życie, bla bla bla... Ale co to oznacza tak naprawdę w praktyce? Że po studiach zaczniesz szukać pracy, jeśli znajdziesz będziesz szczęśliwy, ale jeśli nie, to Twoje życie też się na zawali - możesz pójść na dodatkowe szkolenie czy kurs, próbować w innym mieście, wyjechać za granicę. Opcji jest tak dużo, że nic tylko po kolei wszystkie testować i wybierać to, co najbardziej nam pasuje. Nie może być jednak tak, że nic nie wybieramy, niczego nie szukamy i żyjemy będzie co ma być. Otrząśnij się, to Twoje życie, musisz brać sprawy w swoje ręce i działać. Nikt za Ciebie tego nie zrobi. Serio.

Życie jest za krótkie, żeby wciąż bać się porażek i niepowodzeń. Gdy się pojawiają - trzeba je przyjąć, zaakceptować, ale wcale nie musimy się wycofywać. Możemy spróbować jeszcze raz, albo pójść inną drogą - spróbować czegoś innego lub gdzie indziej. Świat przecież daje nam tyle możliwości...



Jeśli wydaje Ci się, że post Ciebie nie dotyczy, bo Ty niczego się nie boisz, biegniesz życiu naprzeciw i w ogóle jesteś dzieckiem szczęścia, to uważaj. Bo ja osobiście nie znam osoby, która choć raz by się nie potknęła, która choć raz nie zaznałaby goryczy porażki. Mam jednak nadzieję, że zamiast wypierać ją ze swojego życia zaakceptujesz ją jako nieodłączną część Twojego życia, dzięki której jesteś w tym miejscu, w którym jesteś.  I zamiast zamykać się w sobie, będziesz otwierać się co raz bardziej, nawet jeśli czasem będzie bolało.

środa, 2 listopada 2016

Fotorelacja | Październik 2016

W tej fotorelacji będzie nieco odwrotnie niż w poprzednich postach z tego cyklu - będzie więcej propozycji książkowo-filmowo-muzyczno-kulinarnych, natomiast ta część ze zdarzeniami z mojego życia będzie wyjątkowo krótka. Tak czy siak zapraszam Was do poczytania o ubiegłym miesiącu w moim życiu ;)

CO SIĘ DZIAŁO

Już z pierwszymi dniami października dostałam nietypowej wysypki na brzuchu, a po udaniu się do lekarza stwierdzono u mnie ospę wietrzną. I w tamtym momencie dowiedziałam się, że zachorowanie w wieku dziecięcym nie wyklucza możliwości powrotu choroby w formie łagodniejszej ospy lub groźniejszego półpaśca. Ta diagnoza niestety wykluczyła mnie z życia towarzyskiego na dobre dwa tygodnie. Po tym okresie czasu było kilka spotkań przy herbatce lub nalewce z Olą, a w ostatnią niedzielę spotkałam się z moimi koleżankami z liceum - Olą i Magdą. Było wino, przekąski i plotki niemal do bladego świtu :)

 Babski wieczór :)

Poza tym wymiana mebli w moim pokoju w końcu dobiegła końca. Zostały jeszcze tylko jedne drzwi do założenia, na których jest lustro. Niestety lustro było pęknięte w pierwotnej paczce, którą dostaliśmy ze sklepu. Reklamacja już złożona, teraz tylko czekamy na dostawę nowego lustra.

Szafa z brakującym lustrem ;) 

 Jest jeszcze ława i komoda :)


Na ostatni weekend zjechał też do domu rodzinnego mój brat, Wojtek. Razem z rodzinką spędziliśmy miłe chwile przy herbacie malinowej, a także odwiedziliśmy groby bliskich. Moje jakże genialne odkrycie, że każdy ma aż ośmioro pradziadków zainspirowało mnie do zrobienia drzewa genealogicznego mojej rodziny, za co zamierzam się zabrać na dniach :)



Jesień jest dosyć brzydka i chyba w tym roku mimo najszczerszych chęci nie dam rady jej polubić. Mimo wszystko, muszę przyznać, że niektóre krajobrazy robią wrażenie, nawet jak pogoda nie dopisuje.

U mnie na wsi...

Z samochodu, w drodze na cmentarz...

I w ogródku ;)

KULINARNIE

Ze względu na to, że połowę miesiąca przesiedziałam w domu, troszkę pichciłam w kuchni.
Na obiad serwowałam rozgrzewające ragout, jarskie kotlety z kalafiora i kaszy jaglanej czy szybki makaron z sosem bolońskim.






Ze słodkich wypieków robiłam amerykańskie naleśniki, uczyłam się robić placki na sodzie z receptury babci oraz piekłam murzynka z gruszkami. 






Nie mogę też nie wspomnieć o malinowych herbatach, które absolutnie pokochałam w październiku.



KSIĄŻKI I FILM

Książka, którą musicie przeczytać to "Dziewczyny z powstania" Anny Herbich. Niesamowite wzruszające historie 11 kobiet, które brały udział w powstaniu. Powstanie jest pokazane z perspektywy kobiecej, przy czym przekrój kobiet jest tak duży, że daje to czytelnikowi pełniejszy obraz na tamtejszą rzeczywistość. Na pewno książka nie jest stronnicza, co ważne - autorka nie ocenia czy powstanie było konieczne, a jedynie przedstawia jego przebieg i kreśli kontekst do całej II wojny światowej, a nawet przedwojennej sytuacji w Polsce i w Europie. 



Jeśli chcecie pozostać trochę w tematyce wojennej, polecam też książkę "Grand" Janusza Leona Wiśniewskiego. To tak naprawdę literatura trochę kobieca, romansowa. Czyli tak jak zawsze w przypadku tego autora. Ale myślę, że do poczytania jest bardzo ciekawą pozycją. 

Bardzo ambitna, ale i trudna jest też książka Julio Cortazara - "Gra w klasy". To bardzo specyficzna książka, którą czyta się przynajmniej dwukrotnie, troszkę inaczej układając rozdziały w kolejności. Na pewno nie jest to książka lekka i przyjemna, ale za to bardzo inspirująca! 

To chyba mój pierwszy miesiąc, kiedy filmów obejrzałam mniej niż przeczytałam książek. I to jestem w stanie tylko jeden wyróżnić - "Pan Tadeusz" Andrzeja Wajdy. Obejrzałam go na TVP1, zaraz po śmierci tego reżysera. Cóż, niby zwykła ekranizacja książki, lektury, ale za to bardzo przyjemna z dobrą grą aktorską i pięknymi zdjęciami! Obejrzyjcie koniecznie, żeby przypomnieć sobie ten wybitny poemat Adama Mickiewicza :) 


KOSMETYKI

Całkowicie pozytywne wrażenie produktów do golenia Venus. Co śmieszne, maszynki jednorazowe(u mnie wielokrotnego użytku) są z Gilette Venus, a już pianka tylko z Venus :D. Ale oba produkty super się u mnie sprawdziły i z pewnością kupię je ponownie. W takim duecie wydaje mi się, że nawet moje nogi tak nie są podrażnione jak zazwyczaj. Maszynki są ostre, nie tępią się szybko, poza tym mają antypoślizgowe rączki i fajny kształt, natomiast pianka pięknie pachnie, dobrze działa, a na dodatek jest tania :) 

Kolejny ulubieniec to maski z Marion, które ciężko dostać (ja kupuję w E.Leclerc), a które mają rewelacyjny skład - samą zieloną glinkę. Są typowo oczyszczające, w saszetce znajduje się proszek, który należy samemu rozrobić z wodą. Uwielbiam i kupię ponownie. 

Nie kupujcie natomiast bazy pod cienie z Ingrid - totalna tragedia oraz pomadki Pearly Shine z Nivea - strasznie wysusza, a kolor na ustach jest strasznie brzydki ;/.

MUZYKA

Muzyki to chyba najwięcej słuchałam oglądając The Voice of Poland :) Lubię oglądać ten program ze względu na Natalię Kukulską i jej niesamowitą urodę, ciepło które od niej bije, ale również dla przepięknych głosów. Dla mnie faworytem tej edycji jest Mateusz Grędziński. Jego nokaut w ostatnim odcinku był po prostu mega - poderwał mnie z kanapy, rozruszał publiczność i jurorów. I o to powinno chodzić :)

♫ Uptown funk
♫ Million reasons
♫ Black sweater

______________________________________________________

To by było na tyle, jeśli chodzi o październik. Miejmy nadzieję, że listopad przyniesie więcej ciekawych chwil, które będę mogła Wam opisać za miesiąc :) Pozdrawiam cieplutko i do następnego, cześć! ;)