piątek, 30 grudnia 2016

Podsumowanie roku 2016

Bardzo chciałabym powiedzieć, że ten mijający rok był udany i szkoda mi, że już się kończy. Zazdroszczę tym osobom, którzy z całą szczerością mogą tak powiedzieć. Niestety dla mnie ten rok nie był zbytnio łaskawy. Wiadomo - zawsze może być gorzej, ale mam nadzieję, że to był najgorszy rok, a teraz przede mną tylko te lepsze ;)  Dziś podsumowanie tego roku - nie będę tylko narzekać, wyłapię również szczęśliwe momenty, dzięki którym udało mi się przez ten rok przebrnąć. A na koniec konfrontacja z moimi postanowieniami noworocznymi - czy udało mi się zrobić coś z tego, co sobie założyłam rok temu. Zapraszam do czytania :)



Niech już na pierwszy ogień pójdą te gorsze chwile, żeby jak najszybciej o nich zapomnieć...
W tym roku odeszło cztery osoby z naszych rodzin, a ja nie mogłam być na żadnym pogrzebie z nich. To mnie chyba jeszcze bardziej dobiło i sfrustrowało. Śmierć przychodzi czasami naprawdę niespodziewanie... Dziadek, z którym mieszkałam od zawsze, nagle zniknął z tego domu, ze swojego pokoju, z rodzinnej wigilii... Pusto bez niego, serio...

Choroby wcale nie są lepsze od śmierci. Przez pierwsze dwa miesiące roku, moja babcia męczyła się między domem a szpitalem. Babcia Karola zmarła na białaczkę, w szpitalu. Praktycznie każdego miesiąca ktoś uskarżał się na jakiś ból lub dolegliwość. Ja sama kilka razy zaliczyłam przeziębienie, 3-tygodniowy ogromny ból obumierającego, trzy-kanałowego zęba oraz ospę wietrzną.



Pierwsze pół roku dodatkowo było napełnione ogromną dawką stresu związanego z kończeniem studiów, z godzinami czekania, nauki, bezradności. Również mój związek z Karolem przeżył ciężkie chwile, o których jednak nie chcę pisać. Na polu koleżeńskim również odniosłam dwie porażki - dwie koleżanki, które po prostu wyparły mnie ze swojego życia. Przyjaźń kilkunastoletnia nie przetrwała i na ślub jednej z nich zaproszenia nie dostałam. Druga choć mówi mi cześć i nawet czasem coś powie niezobowiązującego, nie chce się angażować i podtrzymuje tą znajomość chyba tylko dlatego, żeby dostać zaproszenie na mój ślub. Tak bardzo smutno.

Dodatkowo - Brexit. Na początku nas zaskoczył i był niczym wyrok, dopiero z czasem postanowiliśmy się oswoić z sytuacją i zaryzykować zwolnieniem z pracy i wyjechaniem z wysp na trochę. Niepokojące są też informacje o kolejnych zamachach, zamieszkach, narastających falach niezadowolenia. Trochę się boję, jeśli mam być szczera...

Okay, to teraz żeby nie było tak smutno - przejdźmy do pozytywnych rzeczy :)
Zdobyłam wykształcenie wyższe i wystąpiłam na rozdaniu w todze i czapeczce! :D To były piękne chwile, szczególnie, że przeżywałam je z moim narzeczonym :)



Poza tym - spędziłam miłe, choć pracowite chwile w malinach po których zostały mi piękne wspomnienia, ładna opalenizna i białe meble w pokoju! Oprócz łóżka udało mi się wymienić wszystkie meble! Jestem mega zadowolona. Z tych trzech tysięcy złotych, które zarobiłam, kupiłam też perfumy mamie na 50. urodziny i finansowałam wycieczkę do Wrocławia, którą odbyliśmy z Karolem we wrześniu.

W tym roku zaliczyłam też wiele pierwszych razów. Pierwszy raz przebiegłam 7.5 km, pierwszy raz byłam u kosmetyczki, pierwszy raz regulowałam brwi, pierwszy raz miałam paznokcie hybrydowe, pierwszy raz byłam w British Museum i w londyńskim oceanarium. 

Wiele fajnych rzeczy zadziało się też jeśli chodzi o przygotowania do ślubu. Zamówiłam termin u księdza, zamówiliśmy kamerzystę, zrobiliśmy nauki przedmałżeńskie, kupiłam buty i zamówiliśmy tort weselny :) Nawet za suknią rozglądałam się na poważnie i zaraz po Nowym Roku stawiam pierwsze kroki w konkretnym kierunku :)

Było też wiele fajnych imprez ze znajomymi, zintegrowałam się bardziej ze znajomymi Karola :) Była wódka, drinki, nawet buchy ;) Chwile beztroskie, szalone, przy ognisku lub na grillu. Dużo też pływałam w lecie i cieszyłam się słońcem, a z kolei tej zimy nacieszyłam się śniegiem :) Po trzech latach w Anglii tego naprawdę mi brakowało.



Co do postanowień noworocznych, zrealizowałam tylko część z nich, ale i tak jestem z siebie zadowolona. Moim pierwszym celem było zdobycie tytułu Bachelora, co odhaczyłam 19go lipca, kiedy odebrałam dyplom. Kamerzystę na ślub i wesele zamówiłam 11go czerwca, a 15go lutego zmieniłam szablon bloga na uniwersalny (pamiętacie sówki?). 1go lutego zapisałam się do lekarza w UK, a 26go kwietnia wyczyściłam skrzynkę mejlową. Punkt, który zakładał zrzucenie wagi do 57 kg w części został zrealizowany, bo 22go grudnia (przed świątecznym obżarstwem) ważyłam 57,4 kg, co jest jak na mnie super wynikiem. Tak jak zakładałam obejrzałam 5 filmów po angielsku i na pewno będę oglądać więcej, bo dostałam na święta konto Premium na Netflixie ;) W ogóle to łącznie obejrzałam 66 filmów i przeczytałam 32 książki. Nie jest źle, ale życzę sobie jeszcze lepszego wyniku w następnym roku :)

No i myślę, że tym statystycznym akcentem będę powoli kończyć to moje osobiste rozliczenie z tym 2016 rokiem. Życzę i sobie, i Wam kochani, żeby niezależnie od tego jaki był ten rok, następny - 2017 był lepszy i obfitował w same szczęśliwe momenty. Spełniajcie swoje marzenia, nie bójcie się trudnych decyzji i nie traćcie wiary, że to co teraz postanowicie stanie się kiedyś realne. Szczęśliwego Nowego Roku Kochani i do zobaczenia w nowych postach już w 2017! :)

piątek, 23 grudnia 2016

Życzenia świąteczne

Kochani! Powiem szczerze, że miało być jeszcze DIY przed świętami, ale nie wyrobiłam się. Są priorytety, prawda? A dla mnie w okresie świątecznym tym priorytetem jest rodzina i przygotowania do świąt. Także zamiast opisywania jak zrobić szopkę (bo ta na nią miało być to DIY), dodam tylko zdjęcie efektu końcowego. Wydaje mi się, że jest ona tak dziecinnie(dosłownie!) prosto zrobiona, że nie będziecie mieli problemu z odtworzeniem nawet bez instrukcji. A warto zrobić! Żeby przypomnieć sobie i swoim bliskim bohaterów wigilijnej nocy.

Może w następnym roku bardziej się postaram i będzie ładniejsza, wyglądająca na zrobioną przez dorosłą kobietę, a nie przedszkolaka :D Ale cieszę się, że jest, bo to moja pierwsza szopka bożonarodzeniowa w domu! Jestem wręcz wzruszona :)

Tymczasem śpieszę Wam donieść, że u nas przygotowania do świąt idą pełną parą. Prezenty już kupione i zapakowane, choinka do ścięcia wybrana, jutro będzie strojona ;) Nawet cukierki na choinkę są już nawleczone! ;) Także pierniczki upieczone już odmiękają i czekają na dekorowanie. A jak u Was? Dużo roboty jeszcze przed Wami? ;)


Na czas świąt Bożego Narodzenia życzę Wam duuuużo zdrowia, ładnej pogody, radości i błogosławieństwa Maleńkiej Dzieciny. Spędzajcie czas z rodziną, śpiewajcie kolędy, pójdźcie na pasterkę. Przeżyjcie te święta najlepiej! Wesołych Świąt Kochani i do usłyszenia już po świętach :) Papa! :*

czwartek, 15 grudnia 2016

#2 Ślub i wesele - zespół, kamerzysta i tort

Cześć! Witam wszystkich ciepło w drugim poście z cyklu Ślub i wesele. Tym razem opowiem Wam o tym jaki zespół będzie nam przygrywał, kogo wzięliśmy do uwiecznienia chwil na "kliszy" fotograficznej oraz dlaczego zawracamy sobie głowę tortem na kilka miesięcy przed weselem!

ZESPÓŁ

Jak już wspomniałam w poprzednim wpisie, nasze wesele odbędzie się w karczmie. Z racji wiejsko-biesiadnego klimatu nawet nie mieliśmy żadnych wątpliwości, że na naszym weselu ma grać zespół. Żaden DJ, czy muzyka z płyty... Przy wyborze zespołu najbardziej zasugerowaliśmy się własnymi doświadczeniami, ceną oraz lokalizacją zespołu.

I mnie, i Karolowi podoba się moment na weselu, gdzie biesiadnicy jedzą i piją za stołami, a zespół chodzi z akordeonem, bębnem i gitarą między stołami śpiewając ludowe przyśpiewki typu "kto w styczniu urodzony jest..." :D Również humor, wyczucie i takt zespołu jest niesamowicie ważny np. przy oczepinach. My nie chcemy robić zabaw, które są niesmaczne i wulgarne, a ten zespół nawet z  najbardziej pijackich sytuacji potrafi wyjść z inteligentnym humorem i trzymać kulturalny poziom. Także przyśpiewki, które oferuje ten zespół przed wejściem pana młodego do domu panny młodej bardzo nam się podobają :)



Zespół, który wybraliśmy to Odysseya.Ten zespół wpisuje się idealnie w nasze wyobrażenia, jest niedrogi i pochodzi z miejscowości Karola, czyli same plusy!
Muzycy są otwarci na propozycje dotyczące pierwszego tańca i w ogóle widać, że chcą jak najlepiej. Oby tak było!

KAMERZYSTA

Tu również wykorzystaliśmy znajomości i zdaliśmy się na znajomych Karola, którzy są małżeństwem. W stosunkowo atrakcyjnej cenie zaoferowali nam film i zdjęcia z całego dnia ślubu, wesela oraz sesję plenerową. Nie wiem czy na to ostatnie się skusimy, ale dobrze wiedzieć, że jest to już w cenie. Firma ma nowy sprzęt, możliwe też, że dorobi się drona do czasu naszego ślubu. Zdjęcia jak i film mamy dostać w naprawdę eleganckiej oprawie, a wszelkie moje sugestie będą brane pod uwagę. Sama mogę wybrać szablon czołówki, muzykę i generalnie idzie się dogadać :)
Jako, że ta firma jest stosunkowo nowa i wieje od niej świeżością to jestem najbardziej podekscytowana ale i trochę przestraszona... Ale mam nadzieję, że będzie pięknie :)
Firma to MDM Studio Foto-Video.

TORT WESELNY

O tym, że trzeba dużo wcześniej zamówić tort dowiedziałam się przypadkiem. A dokładniej to nie tort, ale metalową podstawę pod tort, których ilość w każdej cukierni jest ograniczona. Cukiernię wybraliśmy lokalnie polecaną, sprawdzoną. Po pojechaniu do biura otrzymaliśmy wyczerpujące informacje, rady odnośnie kremów i gościńców. Dowiedzieliśmy się też, że w cenie naszego tortu jest dowóz i fajerwerki do tortu gratis. Dostaliśmy też gratisowe próbki ciast tortowych, by móc wybrać ten, który najbardziej nam odpowiada. Nasz wybór to Cukiernia Timm, a nasz trzy piętrowy tort będzie kosztował 390 zł.



Tyle na dziś. Chętnie poczytam w komentarzach o Waszych wyborach i doświadczeniach. Każde słowo, rada w tych tematach będzie bardzo pomocna :)
I koniecznie dajcie znać jak idą świąteczne przygotowania :) Choinka jest? Prezenty zapakowane? ;)
Pozdrawiam i życzę miłego weekendu :)

czwartek, 8 grudnia 2016

Boże Narodzenie bez Boga

Tak, tak, znowu będę ględzić :P Jako, że ostatnio dodaję posty mało kontrowersyjne, raczej takie przyjemne i neutralne, zdaję sobie sprawę, że ten post może być zaskoczeniem co dla niektórych, nowych czytelników. Dlatego drogi czytelniku, jeśli nie masz ochoty na myślenie, refleksję, chwilę zwolnienia - wpadnij do mnie za tydzień (mniej więcej) - będzie jakieś DIY albo post ze ślubnego cyklu ;)

A ten post piszę dzisiaj, bo jeszcze jest czas. Dzień przed świętami mogłoby być już dla niektórych za późno, a teraz jeszcze każdy może się otrząsnąć.  Jeszcze jest czas dla każdego z nas, żebyśmy w gorączce świątecznych przygotowań, w blasku błyszczących światełek i w ferworze zakupów, nie zatracili samego sensu tego święta. Wiem, że nie wszyscy są wierzący i że nie wszyscy mają Boga na pierwszym miejscu. I jasne, że nie musicie chodzić do kościoła, przystępować do spowiedzi czy Komunii św. Nie musicie też uczestniczyć w rekolekcjach adwentowych i wcale nie musicie się nawracać. Ba, nawet na pasterkę nie musicie iść! W końcu równie dobrze możecie spędzić nadchodzące święta w cudownej atmosferze, wśród bliskich, rodziny, przyjaciół. Możliwe, że w tym roku będzie śnieg, więc wiele z Was na nowo poczuje "magię świąt". Pięknie ozdobione mieszkania, gustowne choinki, przepiękne prezenty, smaczne dania. Cudowny wieczór z najbliższymi, symboliczne łamanie się opłatkiem, życzenia... To z pewnością zapowiada się fantastyczny czas.



Trzeba jednak pamiętać, że śpiewając "Bóg się rodzi, moc truchleje" w tę noc najważniejszy jest Malutki Jezus i Jego narodziny. I ten rodzący się Jezus nie musi być dla nas tylko abstrakcją, jakimś takim nieprzyjemnym dodatkiem do błyszczącej i atrakcyjnej reszty. On może naprawdę narodzić się w naszych sercach! A wtedy nawet jeśli karp się przypali, bombki się pobiją, a na dworze zamiast śniegu będzie deszcz - magia świąt rozleje się w naszych sercach i będziemy najszczęśliwszymi osobami na świecie.

Mnie się osobiście wydaje, że sednem tego święta jest pokój i przebaczenie - nie tylko drugiemu człowiekowi, ale też i sobie. Jak śpiewa Blue Cafe - wybaczmy sobie to co było w nas złe...
I też ta miłość, otwarcie na drugą osobę.  To jest to, co w święta wyjątkowo się uaktywnia... Żeby choć raz powiedzieć komuś ciepłe słowo, przytulić, wysłuchać. Żeby ten narastający i co raz szerzej propagowany egoizm i hedonizm zabijać, a przynajmniej umniejszać jego rozmiary...

"Dążenie do doskonałości to przejaw okropnego egoizmu. I na dodatek niezwykle szybko uzależnia, jak narkotyk. W skrajnych przypadkach(...) nałóg ten prowadzi do zbrodni przeciwko najbliższym. Odbiera się im czas, uwagę, zainteresowanie, myśli, troskę, aby tylko przeżyć krótkotrwałą euforię w momencie stawania na podium" - Janusz Leon Wiśniewski Grand

Kochani, gorąco zachęcam Was do tego, żeby w te święta znaleźć więcej czasu dla Boga i dla drugiego człowieka. Żeby święta nie stały się czasem bieganiny po sklepach, niezdrowego zabiegania o oprawę dekoracyjną czy kulinarną, a w samym centrum świąt Bożego Narodzenia, żeby nie stały się czasem odizolowania się od świata, ludzi i Boga. Tego Wam i sobie życzę.

Tyle na dziś, do następnego ;)

piątek, 2 grudnia 2016

Fotorelacja | Listopad 2016

Heeej! Za nami listopad, a to oznacza, że jesień odchodzi w zapomnienie, z czego bardzo ale to bardzo się cieszę. Mroźna, śnieżna, biała - taka ma być zima w tym roku. I oby taka była, bo chciałabym się nacieszyć jeszcze tym zimowym krajobrazem przed wyjazdem do Anglii. Tymczasem zapraszam na podsumowanie minionego miesiąca! :)

CO SIĘ DZIAŁO

Chyba jak wszędzie miesiąc rozpoczął się od refleksji nad życiem i śmiercią. Pochylając się nad grobami bliskich, którzy niedawno jeszcze byli z nami, których ciepło rąk czujemy na własnych, wpadamy w pewnego rodzaju smutek, a dopiero z kolejnym zapalonym światełkiem uświadamiamy sobie, że przecież oni dalej są, tylko gdzie indziej... I pozostaje się nam tylko modlić, żeby tym miejscem było Niebo.


Z babcią między grobami w Sitańcu

Moi pradziadkowie [*]
W mojej wsi...
Żeby jeszcze chwilę pozostać w temacie śmierci i innych poważnych tematów napomknę, że czwartego listopada, a więc w imieniny Karola, wybraliśmy się na film "Wołyń" do kina. Mocny.


Jesienne spacery... Czasem są fajne, przyznaję :)



Dziesiątego listopada obchodziliśmy z Karolem naszą czwartą rocznicę związku i spędziliśmy miło czas po prostu będąc razem :)


Zaraz potem moja przyjaciółka Ola wyleciała do Szkocji, więc nie obyło się bez alkoholu.

Stan przed imprezą :D
Ola <3

W listopadzie również zaczęliśmy z Karolem uczęszczać na nauki przedmałżeńskie, ale o tym więcej opowiem w osobnej notce ;) Z cudownych wiadomości niech będzie też to, że Karol zdał prawo jazdy na kategorię E i teraz możemy już wracać do Anglii :) Ale najpierw święta! :)

Od Karola po zdanym egzaminie :)

O przygodach ze składaniem moich upragnionych białych mebli można byłoby napisać książkę. Zacznę od tego, że najpierw czekaliśmy 2 tygodnie na dostawę, później kolejne 3 tygodnie aż wyzdrowieję (miałam ospę), kiedy skręcając odkryliśmy że lustro jest pęknięte. Zamówiliśmy drugie, czekaliśmy dwa tygodnie, po czym rozpakowując w domu okazało się, że to również jest zbite. Jak to mówią - do trzech razy sztuka. Po kolejnych dwóch tygodnia czekania na reklamację, w końcu dowieźliśmy do domu całe lustro. Huuuura!

Selfie w nowym lustrze :)
Miesiąc zakończył się wspaniałą imprezą urodzinową u Karola (ja w ten sam dzień mam imieniny). Było dużo alkoholu, smaczne jedzenie, ale przede wszystkim cudowne towarzystwo :) Takie imprezy to ja lubię :)


Przygotowania...

Z ukrycia ^^
Kobieca reprezentacja :)

KULINARNIE

W listopadzie powzięłam decyzję o niesłodzeniu napojów typu kawa, herbata oraz niejedzenia słodyczy. Dzięki temu odkryłam jak bardzo lubię kawę i jaki rzeczywiście ma smak kiedy nie jest "zepsuta" cukrem i mlekiem :) Polecam!

Ale jeszcze przed tą decyzją o ograniczeniu cukru wpadły mi w ręce ciasteczka, które smakują wybornie :)


Jeśli chodzi o napoje to w tym miesiącu królowały herbatki malinowe. Chcę jednak zauważyć, by przyglądać się uważnie składom, bo czasami niepozorna herbatka ma więcej procentowo malin niż niejedna droższa i więcej obiecująca opakowaniem herbatka. Te dwie mają całkiem dobre składy, gdzie malin jest ok. 50% :)


Na Karola imieniny zrobiłam sałatkę z makaronem a'la ryż :) Wyszła naprawdę smaczna i zniknęła szybko ze stołu, co jest dla kucharki najlepszym komplementem :)


Ostatnio też z vlogów Krzysztofa Gonciarza dowiedziałam się, że placki cebularze nie są popularne/znane w całej Polsce, a właśnie Lubelszczyzna jest ich małą ojczyzną :) Przy tej okazji chcę napomknąć, że najlepsze cebularze robi moja mama, a ja w przyszłości skradnę jej przepis i będę nimi częstować bliskich i gości :)




KSIĄŻKA I FILMY

Z książkami nie poszalałam (tylko 2 pozycje odnotowane), ale obiecuję poprawę :) Nie będę nic polecać, bo jakoś Murakami mnie nie zachwycił...

Na "Wołyń" wybraliśmy się do kina.

Ale za to gorąco polecę Wam trzy filmy! Myślę, że "Wołynia" nikomu nie trzeba reklamować, się rozumie samo przez się. Kolejna propozycja to "Australia" w reżyserii Baza Luhrmanna z Nicole Kidman w głównej roli. Ten film to melodramat wojenny pełen zaskakujących zwrotów akcji. Długi(165 min), ale nie nudny! Naprawdę warto obejrzeć :) A trzecim filmem jest "Próba ogniowa". Ten film został nam polecony przez księdza podczas nauk przedślubnych. Film piękny, mówiący o trudnościach w małżeństwie, trochę religijny, ciekawy i przede wszystkim bardzo wzruszający. Przyznaję się - pół filmu przepłakałam. To chyba powinno Was przekonać.

KOSMETYKI

W tym miesiącu nazbierało się wyjątkowo dużo kosmetyków, bo zrobiłam również porządki w swojej kolekcji i wyrzuciłam produkty przeterminowane. Dlatego pierwsza część to rzeczy z kategorii "na bieżąco", a druga to raczej "zapomniane" ;)

Tym razem wiele kosmetyków przypadło mi do gustu. Perfumy Queen Flower o pojemności 100 ml nie dość, że pięknie pachniały to jeszcze wystarczyły mi na 3 lata! Dostałam je na prezent, gdy wyjeżdżałam do Anglii na studia, a jak widzicie dopiero teraz udało mi się wypsikać ostatnią kroplę :)
Podkład Wake me up z Rimmela to bardzo dobry podkład, który sprawia, że cera wygląda lepiej - bardziej promieniście, jaśniej... Pogniewaliśmy się trochę w lecie(ekstremalne warunki), kiedy się trochę ważył na twarzy, ale myślę, że i tak zasługuje na polecenie. Woda termalna z Avene to droższy wydatek, który może się komuś wydawać zbędny, ale ja osobiście bardzo pokochałam ten produkt, kiedy odświeżałam nim twarz lub kiedy spryskiwałam nią twarz po umyciu. Przyjemnie ochładza, koi, no i sprawia, że nasza twarz odżywa :) Krem pod oczy z Ziaji - właściwie to nie wiem czemu polecam. Może dlatego, że kiedyś usłyszałam, że ten rodzaj kosmetyku i tak nic nie robi ;) Ale żeby się jakoś usprawiedliwić przed samą sobą wolę nakładać krem, ale może troszkę tańszy - no i za to wielki plus dla Ziaji! Odżywka Intense Repair z Nivea to wspaniały specyfik do.... golenia nóg! Serio. Nigdy nie miałam lepszej pianki do golenia. Zero zaczerwienień, podrażnień, nic. A do włosów, cóż... mnie się średnio sprawdził. 

Z tego zestawienia koniecznie muszę wyróżnić paletkę do cieni z Collection o nazwie Nude Eye Palette. O ile się nie mylę kosztowała 4 funty i kiedy tylko robiłam makijaż używałam właśnie jej - z resztą widać po ogromnych denkach w poszczególnych cieniach. Dzięki niej zrobicie delikatny makijaż na dzień, do szkoły, pracy, ale i mocniejszy, wieczorowy. Jak za taką cenę zdecydowanie polecam! No i druga perełka nudziakowy lakier do paznokci z Primarka za 1 funta :) Genialny! Pięknie wyglądał na paznokciach, miał wygodne opakowanie, przyjemny pędzelek. Będę wspominać ten lakier bardzo dobrze, a jak dojadę do Anglii to z pewnością go jeszcze sobie zakupię. 

A to kosmetyki, które sama zrobiłam - peeling cynamonowy i tonik goździkowy. Peeling ma właściwości ścierające, cynamon wspomaga walkę z żółtą skórką cellulitu no i pięknie pachnie w łazience. Przygotowanie jest banalnie proste bo trzeba tylko cynamon, cukier i kapeńkę oliwy z oliwek połączyć ze sobą. Produkt jest zdatny do użytku przez 2 tygodnie. Natomiast tonik goździkowy to coś dla cer trądzikowych, z niedoskonałościami. Zmielone goździki zalewa się wrzątkiem, przecedza przez sitko i przestudzone przechowuje w lodówce przez 3 tygodnie. Działa odkażająco, ściągająco, no i również ładnie pachnie. Już za kilka dni robię sobie kolejny zestaw, żebym miała te kosmetyki pod ręką w okresie świątecznym. Wam również je gorąco polecam! :)

MUZYKA

W listopadzie przypomniałam sobie zespół z lat 90. - Kelly Family. Słuchałam niemal na okrągło, odkrywając na nowo sens słów w moich ulubionych hitach. Z niecierpliwością czekam też na pierwszą płytę Karoliny Baszak, która sławna jest z kanału vlogowego i marki aeterie. No i gratulowałam wygranej Mateuszowi Grędzińskiemu, który był moim faworytem od początku :)

♫ I can't help myself
♫ Every baby
♫ An angel
♫ Fell in love with an alien
♫ Mroźnej zimy chłód
♫ Obietnice

_______________________________
Notka wyszła długa, więc tylko powiem - do usłyszenia w następnych notkach i miłego czasu przedświątecznego, a w tej serii widzimy się znów za rok ;)