czwartek, 31 sierpnia 2017

Żoną być...

Stało się. Oficjalnie zostałam żoną mojego Karolka :) Było pięknie! Nie wiem, czy w całym swoim życiu doświadczyłam tyle szczęścia skumulowanego w jeden dzień, jak właśnie w dzień ślubu. No chyba nie :) I powiem więcej - to szczęście nadal trwa, jest ukryte w spojrzeniu, uśmiechu, w prostych gestach, które świadczą o naszej wspólnej miłości, o szacunku, o zrozumieniu...

Moje przeznaczenie, mój życiowy cel... Nie ma nic piękniejszego na świecie od miłości. Nie ma większej wartości, o którą warto zabiegać. Parafrazując św. Pawła - bez miłości byłbym niczym i nic bym nie zyskał.

A nasza miłość została przypieczętowana ślubem, naszym ślubem, który został złożony w obecności wielu świadków. I choć przyznam się, że podczas całej ceremonii nie uroniłam ani jednej łzy, byłam szczerze wzruszona. Że to już, że to ja, że to właśnie On... Przy dźwiękach delikatnej melodii gitary, w eterze zapachów kwiatów i kościelnego kadzidła, w jasnych promieniach zachodzącego słońca.
Tak, było pięknie...


Życzę każdej z Was takiego mężczyzny, jakiego ja dostałam na swojego męża. Kochajcie się, darzcie się wzajemnym szacunkiem, dbajcie o siebie. Niech Wasza miłość dojrzewa wraz z Wami i ewoluuje przez wszystkie piękne etapy - od pierwszego spotkania, po nieśmiałe zauroczenie i pierwsze pocałunki  aż pod ołtarz. A później.... Niech każdy dzień będzie przygodą, którą przeżyjecie wspólnie. 

Bo my właśnie tą przygodę rozpoczęliśmy.... Przed nami nowy rozdział życia, z którym mam nadzieję podzielę się również i z Wami :)

PS: Wszystkiego najlepszego z okazji dnia bloga i bloggera! :)

niedziela, 25 czerwca 2017

Z pamiętnika przyszłej żony

A więc tak wygląda dorosłe życie. Natłok obowiązków, ciężar podejmowanych decyzji, brak czasu. Lawiruję między pracą a domem, nocą a dniem, obowiązkami a przyjemnością. Czasem jedno z drugim mi się myli i w domu pracuję, a w pracy odpoczywam... W dzień śpię, a nocą zarabiam pieniądze. Boże, jak to brzmi... NOCĄ ZARABIAM PIENIĄDZE.

Nie miałam ostatnio weny, bo coś co do tej pory sprawiało mi przyjemność, teraz jest dla mnie bezsensowne i jałowe. Otworzyłam się na inną perspektywę, choć niekoniecznie wyszło mi to na dobre. Z resztą... Mówi się, że wszystkie doświadczenia w życiu są potrzebne, kształtują charakter, uczą pokory...



Do ślubu niewiele dni. W tych przyziemnych sprawach jak suknia, fryzura, dekoracja czy menu weselne wszystko idzie do przodu. Z lepszym bądź gorszym skutkiem, ale do przodu. W każdym razie staram się skupiać na tych pozytywnych akcentach, a tak w ogóle to staram się rozluźnić. Moje idylliczne spojrzenie na ślub i wesele zostało zawężone przez życiowe, normalne czynniki takie jak zasoby finansowe, mentalność gości weselnych, kompetencje usługodawców, czy po prostu zdrowy rozsądek. Ale wiecie co? I tak wierzę, że będzie pięknie :)

Porządkuję chaos, prostuję ścieżki, oddycham.

piątek, 7 kwietnia 2017

Fotorelacja | Luty & Marzec 2017

Cześć :) Chwilę mnie nie było, ale na szczęście było to spowodowane dobrymi rzeczami, które wydarzyły się w ostatnim czasie. Mam nadzieję, że nie zapomnieliście o mnie i między porządkami i zakupami na święta a piciem z okazji weekendu, zajrzycie i poczytacie co się u mnie działo w tych dwóch miesiącach...



CO SIĘ DZIAŁO

Dostałam pracę! Tak, to jest gwóźdź programu, bo i po co miałabym siedzieć w Anglii, kiedy nie miałabym pracy? Na szczęście nie było tak źle i od początku lutego zaczęłam pracę na nocki. O dziwo, bardzo odpowiadają mi takie zmiany i nie mam problemów ze snem :)
Praca sama z siebie jest monotonna, bo to tylko przewracanie pudełek z palety na paletę, pospolita praca na warehousie, ale za to atmosfera jest bardzo fajna, jest z kim pożartować, a i sam manager jest równym gościem.

Karol też dostał pracę, ale niestety jego shifty są dość zmienne i trochę przez to się mijamy. Nie zmienia jednak to faktu, że oboje jesteśmy szczęśliwi z tego, że pracujemy, zarabiamy i odkładamy na nasze wspólne gniazdko.

Tłusty czwartek - dla każdego coś miłego :)


A'propo wspólnego życia, to do naszego ślubu już tylko 120 dni! Super, oboje nie możemy się doczekać. Już wzięłam urlop w pracy na przymiarkę do sukni ślubnej :) Do Polski lecę 10 maja! Co prawda tylko na 4 dni, ale zawsze to coś, szczególnie, że tegoroczną Wielkanoc ponownie spędzamy w Anglii.

W ogóle to kupiliśmy sobie kilka mebli, które po przeprowadzce zabierzemy ze sobą. Mamy duże, wygodne łóżko z materacem, szafę i komodę :)



Poza tym zaliczyłam już jeden pub/knajpę w Rugby :) Poznaję to miasto co raz bardziej i powiem szczerze, że bardzo tu mi się podoba :)





Podcięłam też końcówki włosów :) Oczywiście zapuszczam włosy do ślubu, ale końcówki wołały już o pomstę do nieba, więc zlitowałam się nad nimi i wybrałam się do polskiego fryzjera w Rugby :) Jestem zadowolona i chyba będę tam chodzić regularnie ;) Szczególnie, że jest taniej niż w Luton.

A największe zaskoczenie ostatniego czasu to moja waga. Schudłam! A właściwie to cały czas chudnę i obecnie ważę niecałe 52 kg :) Jestem z tego powodu bardzo szczęśliwa, bo przecież już za 4 miesiące ślub! :) Dużo snu, mało stresu i regularne jedzenie - oto klucz do sukcesu. Bez ćwiczeń i bez diety. Można? Można!



KULINARNIE

W Anglii też już zrobiłam swoje "pierwsze" pierogi, ale że wychodzą mi (nie chwaląc się) smaczne i dość kształtne, to nie robi to już na nikim wrażenia :D To, co odkryłam jednak pysznego to cukierki Thorntons. Pyyyycha!


Inna pyszna przekąska (bardziej zdrowa, ale nie mniej słodka) to paleo bar z Aldiego. Makadamia + kokos - najlepsze połączenie!



Pierwszy raz w życiu jadłam też prawdziwe angielskie fish&chips. Dobre, ale jednak nic specjalnego. Trochę się rozczarowałam :D



KSIĄŻKI I FILMY

Trochę klapa, no ale... O dziwo, przeczytałam 2 książki po angielsku, z czego jedna rozbawiła mnie ogromnie ;) A mowa o Bridget Jones Baby H. Fielding. Gorąco polecam! Przezabawne perypetie, ale i śmieszne wstawki np. o angielskiej pogodzie ;) Extra!

Z filmami nie było dużo lepiej, bo obejrzałam ich tylko 6, z czego na uwagę zasługuje film Feniks z 2014r. w reżyserii Christiana Petzolda. Ciekawa fabuła, która trzyma w ciekawości, ale przede wszystkim znakomite zakończenie, które jest po prostu arcydziełem! Właśnie tak powinno się kończyć wszystkie filmy, mega!

Dla tych co mają mało czasu i wolą coś lżejszego polecam krótkometrażowy film Mocna kawa wcale nie jest taka zła. Historia prosta, ale dająca do myślenia. Zabawne sytuacje uprzyjemniają oglądanie ;)

KOSMETYKI

Hitem ostatniego czasu jest podkład Revlon Color Stay. Jestem bardzo zadowolona z tego jak wygląda na twarzy i jak się na niej utrzymuję. Rewelacja!



W końcu też (po 2 latach) wymieniłam swoją gąbkę do podkładu. Jest różnica :)



Jako, że nie było ostatnimi czasu projektu denka, pozwolę sobie tutaj zaprezentować zużyte kosmetyki.

Szampon Schwarzkopf do włosów suchych i zniszczonych, Poundland,, £1

Fajny, ładnie pachnie, nie robi siana, ale nie ma co się też spodziewać cudów. Ot, taki przeciętniak.











Korektor Bel, ok. 12 zł, Biedronka

Bardzo fajny korektor, płynna ale kryjąca konsystencja, jasne odcienie, wydajny i tani.















Szampon do włosów długich, Palmolive, Poundland, £1

Mój faworyt, ulubieniec, numer 1. Kocham i będę kupować o ile będzie dostępny w sklepach.















Płyn micelarny Garnier, ok 15 zł/ £3.50


Kolejny stały kosmetyk w mojej pielęgnacji. Sprawdza się, jest wydajny, więc nie ma widzę potrzeby zmiany. Polecam.















Płatki kosmetyczne z Aldiego, Lacura, podwójne opakowanie - £0.70


Tanie i sprawdzone. Teraz będę dużo kupować właśnie takich, bo mam do Aldiego 5 minut drogi :)

















Peeling z maską do twarzy, Bielenda, Polski Sklep w Rugby, ok. 1.20


Bardzo fajny efekt oczyszczenia i uczucie zadbania o swoją cerę. Na pewno jeszcze nie raz kupię.















Fioletowy lakier do paznokci Miss Sporty, £2


Hit tamtej wiosny na moich paznokciach. Niestety, ale po roku dość zgęstniał, żebym nie była w stanie pomalować już nim paznokci. Ale kolorek super :)















Dezodorant Play it Spicy z Playboya. ok. 25 zł, Rossmann


Zapachy to kwestia indywidualna, ale myślę, że za tą cenę warto wybrać coś dla siebie z tej firmy. Ładne mają zapachy, co tu mówić ;)

MUZYKA 
Proszę państwa - Ed Sheeran. Jestem pod ogromnym wrażeniem, jak w tak krótkim czasie udało mu się wypuścić tyle wspaniałych piosenek. Chapeau bas! A ostatnia nutka to bardziej disco-polowe rytmy, ale umieszczam ją dlatego, że śpiewa ją mój kuzyn, który niedawno założył zespół ;)

♫ How would you feel
♫ Perfect
♫ Shape of you
♫ Castle on the hill
♫ Tak się zaczyna

__________________________________________________
Ostatnio czas ucieka mi w zawrotnym tempie, ale mam nadzieję, że zdążę się nacieszyć kwietniem, bo przecież w tym miesiącu są święta i są moje urodziny! :) Mam nadzieję, że u Was wszystko dobrze i pozytywnie wkraczacie w letni czas ;) Do napisania!

poniedziałek, 20 lutego 2017

Zmień siebie

Wbrew powszechnej modzie na frazesy "nigdy się nie zmieniaj", ja dziś pod prąd i będę zachęcać Was do tego, żeby się zmienić. Na lepsze, oczywiście. Zbliża się okres Wielkiego Postu, okres głębszych refleksji, szukania sensu życia, przewartościowywania różnych rzeczy w życiu, zmian i nawróceń. I zdaję sobie sprawę, że nie wszyscy są tutaj wierzący i praktykujący, ale przecież takie wartości jak szczerość, uczciwość, pomoc bliźniemu czy miłość dotyczą nas wszystkich, bez względu na wiarę.

Oczywiście najczęściej jest tak, że my uważamy samych siebie za idealnych, że mu się należało, że dobrze mu tak, że wszyscy tak robią... Szukamy błędów u innych, ale nigdy nie dostrzegamy ich u siebie. Ewangelicznie - widzimy źdźbło w oku drugiego, a nie zauważamy belki w swoim oku.

Nikt nie jest bez winy, nikt nie jest idealny. Czasem mimo chęci dalej trwamy w jakimś grzechu, w złu, dajemy się wciągnąć w pułapkę diabelskiego szczęścia. Bo w sumie nic złego tym innym nie robię, bo nie jest tak źle, bo to całkiem przyjemne... Wymówek potrafimy znaleźć sobie tysiąc. Wszystko tylko po to, żeby się usprawiedliwić. A może zamiast szukać wymówek i każdego dnia rozgrzeszać się z obśmiewania, dokuczania, przeklinania czy upijania się, warto usiąść i przyznać się samym przed sobą, że to co robię, to jak żyję, nie jest dobre i lepiej wziąć się za siebie, zmienić się, stać się lepszym człowiekiem.



Będąc sami sobie wyrocznią i uważając siebie za swojego boga, zatracamy się w egoizmie i zaczynamy izolować się od innych. Ludzie obok stają się nam obojętni, nie obchodzi nas bieda, głód, prześladowania, czy wojna. Ważne, abym to ja dobrze się czuł - tu i teraz. Bo przecież życie ma się tylko jedno, carpe diem, nie?

Chcemy zmienić świat, który zaczyna być plastikowy, oszukany, gdzie królują pozory i kreowanie swoich profilów - tak w wirtualnym świecie jak i w realnym - to musimy zacząć od siebie. Ja muszę zacząć od siebie. Wymagać od siebie tego, co szepcze mi cichutko własne sumienie, a co zagłuszane jest przez krzyk nowoczesnej mądrości. Nie bać się sprzeciwić komuś, kto namawia mnie do złego, lub który chce znaleźć poklask w moich oczach kosztem drugiego. Nie pozwolić się wplątać w grę - oko za oko, ząb za ząb, lecz konsekwentnie i z miłością stać w obronie drugiego człowieka, spojrzeć na innego z miłością.

W tamtym roku brałam udział w modlitwie za misjonarza - więcej o tej inicjatywie TUTAJ. Zachęcam do zapoznania się i do wsparcia losowego głosiciela Dobrej Nowiny. Miłego tygodnia wszystkim :)


środa, 8 lutego 2017

Niebo bez burzy

Zalewani falą pięknych, idealnych, przejaskrawionych, rozświetlonych i wyostrzonych zdjęć na Instagramie kreujemy w swoich głowach wizję idealnego życia. Czyste, piękne wnętrze, mnóstwo gadżetów, świeże kwiaty, pyszny obiad na stole, lampka wina wieczorem no i nieskazitelna uroda bohaterki Instagramowego okienka. To wpatrywanie się w te kolorowe i piękne zdjęcia potrafi nas niejednokrotnie do czegoś pozytywnego zmotywować, ale co wtedy, gdy zamiast ruszyć do przodu, my, sfrustrowani swoim beznadziejnym życiem, wciąż stoimy w miejscu...

Wykreowana wizja idealnego, szczęśliwego życia nijak się ma do naszego dotychczasowego, nudnego, szarego żywota. Mało tego! Nieraz jest tak, że zamiast docenić to, co mamy i cieszyć się swoimi sukcesami, wciąż wytykamy sobie błędy i chowamy się przed światem, bo wydaje nam się, że my, nieidealni, nie mamy do niego prawa wstępu.

A ja sobie myślę tak, że być szczęśliwym, to też jest sztuka. Bo każdy człowiek, nawet ten co posiada okazałe bogactwa, może wciąż narzekać, że czegoś mu brakuje. Dla jednych będą to pieniądze, dla drugich zdrowie, a dla trzecich brak możliwości zrobienia sobie tipsów w sobotę o trzynastej. Gdybyśmy chcieli, to tak na dobrą sprawę możemy narzekać na wszystko. Na pogodę, na swoją figurę, na zarobki, miejsce zamieszkania, zbyt małą ilość przeczytaną książek czy zbyt wysokie podatki....

Każdy z nas ma jakieś niedostatki, braki, luki, niewykorzystane okazje, możliwości, potencjały. Ale zamiast kurczowo trzymać się myśleniem tych braków, czasem warto przyjrzeć się temu, co już osiągnęliśmy. Co dzisiaj poszło nam dobrze, czego dzisiaj się nowego nauczyliśmy, za co możemy być wdzięczni.



Tak jak to papież ojciec Franciszek powiedział w życzeniach noworocznych na 2016r.:

Być szczęśliwym to nie znaczy mieć niebo bez burzy, drogę bez wypadków drogowych, pracę bez wysiłku, relacje bez rozczarowań. Być szczęśliwym to znaleźć siłę w przebaczeniu, nadzieję w walkach, bezpieczeństwo na scenie strachu, miłość w niezgodzie.


Nikt nie jest idealny. I choć brzmi to jak banał, jak powtarzany do znudzenia frazes, to jednak o to w tym chodzi. Nikt, ale to nikt nie jest idealny, przez co nikt nie ma idealnego, usłanego życia różami.

Ale czasami jest tak, że nawet ten najmniejszy, najbiedniejszy spośród nas, tak mądrze kieruje swoimi myślami, z wdzięcznością i z radością przyjmując już to, co ma, że sam czyni swoje życie szczęśliwym. I choć może nie zawsze znajdziemy go pośród hasztagów #100happydays, to jednak  zdradzą go iskierki radości w oczach i przepełnione miłością - do siebie, świata i ludzi - ludzkie spojrzenie.

środa, 1 lutego 2017

Fotorelacja | Styczeń 2017

Witam kochani w comiesięcznym odcinku z serii Fotorelacje. Wiem, że w tym miesiącu nie popisałam się zbytnio oryginalnością i weną twórczą, bo niemal wszystkie wpisy (jakby było ich nie wiadomo ile...) były podpięte do jakichś serii. Obiecuję, że w następnym miesiącu dam Wam trochę odpocząć od serii ślubnej, bo na chwilę obecną nie mam nawet za bardzo co relacjonować. W zamian za to mam ambicje, żeby poruszyć jakieś tematy metafizyczne i zabrać się za szablon. Trzymajcie kciuki, żeby mi się udało coś z tym zrobić, bo spędza mi to trochę sen z powiek ;) Tymczasem zapraszam do poczytania o tym, co działo się u mnie przez ten miesiąc.

CO SIĘ DZIAŁO

A działo się w sumie niewiele. Nie oszukujmy się, teraz jest dla mnie, dla nas, trudny czas. W połowie stycznia wróciliśmy do Anglii, tym razem zmieniając miasto z Luton na Rugby. Pierwsze wrażenia? Miasto na pewno mniejsze i czystsze. Bardziej spokojne, ciche, z nowymi osiedlami i z dużo mniejszą proporcją kolorowych ludzi.

No make-up. Początek dłuuugiej drogi...
I już na miejscu. Rugby :)

Uliczki przy starówce...
Przyjechaliśmy tutaj, żeby zacząć od zera. Teraz zarówno ja, jak i Karol szukamy pracy. Te trzy tygodnie spędziłam na załatwianiu spraw w banku oraz na chodzeniu z agencji do agencji i wertowaniu Internetu w celu znalezienia pracy. Niestety, na razie bezskutecznie, ale nie tracę nadziei i ciągle jestem pod telefonem, gotowa do podjęcia pracy od zaraz.

KULINARNIE

Jeszcze w Polsce po raz pierwszy w życiu ugotowałam sama pierogi. Tak wiecie, od początku do końca, ja sama. Jestem z tego powodu bardzo dumna i cieszę się, że już z początkiem roku odhaczyłam jedno z moich postanowień noworocznych :)

Wycinam kółeczka...

Pierogi gotowe do gotowania :)
Styczeń jako ciężki i stresujący zajadałam czekoladami. A odkryłam naprawdę fajne w Aldim, które smakują wybornie i sama nie mogę się zdecydować, która z nich jest najlepsza!

<3


KSIĄŻKI I FILMY

W końcu ta kategoria odżyła. Czasu miałam w tym miesiącu naprawdę sporo, toteż zdołałam przeczytać aż 7 książek i obejrzeć 4 filmy! To naprawdę świetny wynik jak na mnie i cieszę się, że mogę się z Wami podzielić prawdziwymi perełkami ;)

Folwark zwierzęcy George'a Orwella. To książka, której nie można przegapić. Ja długo zwlekałam z jej przeczytaniem, choć jest ona naprawdę niewielka gabarytowo i spokojnie można ją pochłonąć w jeden wieczór. Książka pełna symboli, alegorii, wymowna w przesłaniu. Otwiera umysł i zmusza do myślenia. Czyli takie, jakie lubimy najbardziej :)

Behawiorysta Remigiusza Mroza. Postanowiłam sobie jeszcze w tamtym roku, że w 2017 zapoznam się z twórczością tego młodego i przystojnego autora. Na pierwszy ogień padł jego hit, czyli Behawiorysta. Książka, której fabuła przypominała mi nieco Prędkość Dean'a Koontza. Tam również morderca dawał wybór w kwestii tego, kto ma być jego następną ofiarą. Mimo jednak tych podobieństw, Behawiorysta totalnie mnie wciągnął i zaskoczył na wielu stronach. Książka, która trzyma w napięciu, napisana świetnym stylem i która zachęca, żeby poznać inne książki tego autora. Co niniejszym zamierzam uczynić w przyszłości ;)

Jak przestać się martwić i zacząć żyć Dale'a Carnegiego. Moc biografii sławnych i mniej sławnych osobistości, którzy zmagali się z różnymi problemami, zazwyczaj finansowymi. O tym jak sobie radzili i jak ich nastawienie do życia miało odbicie na ich zdrowiu. Książka, która motywuje, którą czyta się długo i wielokrotnie, której słowa się notuje z boku, a co ciekawsze fragmenty zaznacza. Polecam!

November 9 Colleen Hoover. Kolejny hit tej autorki! Ona po prostu miażdży. Kocham jej powieści i na pewno sięgnę po kolejne. A książka to trochę taki romans, ale jak zwykle z tajemnicą i zagadką w środku. Wyciskacz łez, o tak...



Afrykańska elektronika Jana Krasnowolskiego. Mimo, że ja zbytnio nie lubię opowiadań, to jednak te cztery, które składają się na tą książkę, po prostu mnie kupiły. Klimat, który dobrze znam, czyli Anglia i ciapackie sklepy na rogu... Czytało się tak, jakby autor żył ze mną w jednym mieście i oglądał Anglię moimi oczami... Opowiadania, które łączy pierwiastek magii, tajemniczych sił, voodoo... Ciekawe, inne, wciągające.

Z filmami nie było już tak kolorowo, bo co wybraliśmy film, to okazywał się zbyt nudny, żeby go obejrzeć do końca. Jest jednak jeden, który mogę Wam polecić jako pozycję na typowy chillout samemu, z przyjaciółką czy chłopakiem - Planeta singli. Fajna, śmieszna, zabawna polska komedia romantyczna z Maciejem Stuhrem w roli głównej. Polecam :)

KOSMETYKI

Jako, że denko wyodrębniłam jako samodzielny post, w tej kategorii od teraz będę pokazywać swoich tzw. ulubieńców. Czyli coś, co lubiłam używać, albo co odkryłam w danym miesiącu. A w tym miesiącu będzie to...



Powrót do mojego ulubionego żelu do mycia twarzy. O matko, jak ja tęskniłam za tym grejpfrutowym zapachem na twarzy każdego ranka, który pobudzał mnie do życia w Anglii. Welcome back, Garnierze.

MUZYKA

W końcu jakieś nowości muzyczne, które totalnie skradły moje serce, a raczej uszy :)
Zamieszczam listę i zachęcam do słuchania.

♫ Rockabye
♫ Tuesday
♫ Human
♫ Powietrze
♫ P.S.
♫ Piątek

____________________________________
No to styczeń mamy z głowy. Choć długi, to bez fajerwerków. Z niecierpliwością wyczekuję co przyniesie nam luty... Mam nadzieję, że jedną z tych rzeczy będzie praca. Pozdrawiam i życzę wszystkim cudownego miesiąca :)

niedziela, 29 stycznia 2017

Denko #1 - Styczeń 2017

No i w końcu jest czas i miejsce na opisywanie i ocenianie kosmetyków, które zużyłam. Tego typu denka jak dotąd pojawiły się na moim blogu w okrojonej wersji, ale tamta forma mi nie wystarczyła, żeby móc rozpisać się o cudownościach lub wadach jakiegoś produktu. Także lekka zmiana reguł gry i teraz moje zużyte opakowania będą lądowały właśnie do takich, oddzielnych notek :) Zaczynamy!

1. Szampon z pantenolem i ekstraktem z mango do włosów cienkich i delikatnych. Kaufland, 300 ml

Naprawdę spoko szampon. Łatwa i przyjemna aplikacja, szampon ładnie się rozprowadza i spłukuje. Ja używałam z odżywką tej samej marki i naprawdę fajnie się używało. Jak dla mnie super i myślę, że raz na jakiś czas można sobie taki szampon zakupić. Zwłaszcza, że cena na pewno jest dość niska, choć nie wiem ile dokładnie, bo ten szampon losowo kupił mi tata ;)









2. Krem nawilżający na dzień do skóry normalnej i mieszanej. Nivea, 50 ml.

Krem do którego wracam. Dobrze nawilża, ale też szybko się wchłania. Idealny pod makijaż. Ma charakterystyczny zapach tej marki, co dla mnie jest kolejnym plusem. Nie jest drogi i jest wydajny. Ogólnie polecam.











3. Tusz do rzęs Fabulous Lash Extra Black. Miss Sporty, 8 ml.

Dobry, sprawdzony i tani tusz :)


4. Maseczka do twarzy Express Mask Głębokie oczyszczanie x3. Perfecta, 2 x 5 ml, 1.70 zł.

Łatwa aplikacja dzięki kremowej konsystencji, objętość w jednej saszetce idealna na jeden raz. Po nałożeniu daje uczucie lekkiego pieczenia, mrowienia, ale po ściągnięciu nie ma zaczerwienień. Skóra jest lekko ściągnięta, gładka. Zawiera w sobie 3 glinki - zieloną, białą i termalną. Ze względu na niską cenę i fajny efekt, myślę, że można kupować i stosować na dłużej :)





5. Zimowy żel pod prysznic - zmysłowy zapach wanilii i karmelu.  Isana, 300 ml, ok. 3zł
 
To coś raczej dla zmysłów :) Ładny, choć trochę chemiczny zapach jeszcze bardziej otula ciepłym zapachem świąt. Nie jest to produkt godny większego zainteresowania, ot ciekawostka w tym świątecznym okresie :)












6. Szampon do włosów tłustych.
Pollena-Savona, Trzy Zioła, 250 ml, ok. 4 zł.

Tragedia! Nie, nie i jeszcze raz nie. Już po pierwszym użyciu, na moich włosach pojawił się łupież, którego nie miałam już wieki. Działanie ma tak fatalne, że wystarczy, abym nigdy nawet nie spojrzała się na tą serię.
Może u kogoś się sprawdza, u mnie nie. Poza tym - wodnista konsystencja, która przecieka przez palce. Niewygodne, wąskie otwarcie. Tępe aplikowanie. Plus to niska cena, dzięki której nie mam wyrzutów sumienia wyrzucić prawie pełnego opakowania. Odradzam!






7. Płyn do kąpieli - len i mleko ryżowe, Luksja, 1000ml, ok. 6 zł

Ładny, świeży zapach, a to chyba najważniejsze przy tego typu produktach - mają nas zrelaksować i otulić zapachem :) Cena niska, produkt dość wydajny mimo wodnistej konsystencji(ale taka ma być, to jest płyn a nie żel!). Generalnie na plus!











8. Złoty cień do powiek Color Edition 24 H, Bourjois, 18g, ok. 4 funtów.

Cień piękny - aplikacja palcem na powiekę łatwa i przyjemna ;) Jedyny minus to krótka żywotność tego produktu - 18 miesięcy jak na zużycie świecącego cienia, którego raczej używa się wieczorowo lub okazyjnie to zdecydowanie za mało. A używania go po upłynięciu daty ważności odradzam - nałożyłam go w okresie około-świątecznym i niestety, ale później powieka była podrażniona - zaczerwieniona i nabrzmiała.

9. Pasta do zębów Blend-a-med Complete 7.

Nie pamiętam ile tych ml miała i ile kosztowała. Pasta dobra w smaku, dobrze myje zęby. Nie wiem czy nie zaprzestać opisywania past do mycia zębów, bo w tej kwestii akurat niewiele mam do powiedzenia. Chyba to będzie ostatnia pasta jaką zobaczycie w denku.

10. Top Coat - No Chip, Sally Hansen, ok. 30 zł

Nie kupujcie. Na początku wydaje się w porządku - po malowaniu paznokcie są lśniące z ładnym efektem, jednak to nie jest to samo co np. z Top Coatem Barielle, który miałam okazję kiedyś używać. Poza tym największy minus jest taki, że szybko gęstnieje, przed terminem ważności i wtedy nie nadaje się już w ogóle do użytku. Do tego cena jest bardzo wysoka, jak na tak beznadziejny produkt.










11. Intensywnie nawilżająca pomadka do ust z masłem kakaowym, 4,5g, Himalaya Herbals, ok. 12 zł

Nie wiem jak mam ocenić ten produkt. Zawiodłam się na drogerii Hebe, która sprzedała mi ten produkt w miesiącu upływu ważności. Testowałam jeszcze przez styczeń, ale teraz nie chcę już ryzykować i wyrzucam. Nie wiem czy to wina tego, że był przy końcu ważności, ale sztyft jest dość twardy, balsam słabo rozsmarowuje się na suchych czy popękanych ustach. Nie zauważyłam też jakiegoś olbrzymiego efektu. Liczyłam na więcej, wydając te 12 zł.



Uff, trochę się nazbierało :) Ale na szczęście już koniec, a następne denko za miesiąc - myślę, że będzie ono dużo krótsze :) Dajcie znać jak Wam się podoba no i czy coś miałyście z tego, co pokazałam. Pozdrawiam ciepło!

wtorek, 24 stycznia 2017

#3 Ślub i wesele - nauki przedmałżeńskie

Ta część będzie dedykowana tym, którzy zawierają związek małżeński przed Bogiem, w kościele. Jest ona niezbędna do wzięcia ślubu, choć jeśli macie jakieś ciekawe, nietypowe doświadczenia to chętnie o nich poczytam w komentarzach:)

Z formalnej strony nauki przedmałżeńskie są ważne 2 lata, a więc można zrobić je już dużo wcześniej niż planowany ślub. Gorzej jeśli decydujemy się na nie w dosłownie ostatniej chwili. Może być ciężko, ale nie mówię, że nie jest to niewykonalne, da się dogadać ;)

Nie chcę wchodzić w dyskusję czy są one potrzebne i czy wnoszą coś mądrego czy nie. Choć może opisując swoje doświadczenia pokuszę się o jakiś komentarz. A więc u nas wygląda to tak...

Nie wiem jak w innych diecezjach, ale w naszej zamojsko-lubaczowskiej książeczka do podbijania pieczątek składa się z kilku części, przy czym jak na razie wypełniliśmy 3 części - nauki przedmałżeńskie z księdzem, spotkania w katolickiej poradni rodzinnej z psychologiem i Dzień Skupienia. My tego nie wiedzieliśmy, więc trochę przeciągnęło nam się to w czasie, ale warto najpierw ogarnąć kiedy i gdzie można zrobić te spotkania w poradni, bo u nas było tak, że musieliśmy czekać miesiąc, żeby zacząć zgodnie z rytmem ;)

No ale najpierw kilka słów o naukach przedmałżeńskich. Są naprawdę fajne! Ksiądz wszystko wytłumaczył od strony formalnej, ale też rozluźniał atmosferę żartami i angażował pary do rozmowy :) Dowiedzieliśmy się kiedy i jakie dokumenty trzeba wziąć z urzędu cywilnego, kiedy iść do księdza, gdzie można wziąć ślub i inne. Było naprawdę sympatycznie i aż chciało się chodzić na te spotkania.

Gorzej było z tą poradnią. Jeśli nie jesteście zwolenniczkami metody kalendarzykowej w planowaniu rodziny, to musicie zacisnąć zęby i jakoś się przemęczyć. 4 spotkania (tak samo jak w przypadku nauk z księdzem),  4 pieczątki i do przodu. Nie wiem jak w innych miejscach, ale u nas było 2 konferencje i 2 spotkania indywidualne. Konferencje to wiadomo - ona mówi, my słuchamy :) Na spotkaniach natomiast większy wkład był nasz, a konkretnie mój - jako dziewczyny. Musiałam interpretować wykresy, zaznaczać dni płodne, niepłodne itd. Sama z resztą miałam pracę domową - przez cały cykl miałam mierzyć temperaturę i obserwować śluz, a swoje wyniki nanosić na specjalną kartę obserwacji. Cóż, no trochę czasochłonne i takie hm... dziwne. Aha, za ten cykl spotkań płaci się u nas 50 zł. Nauki z księdzem są darmowe ;)



Dzień Skupienia upłynął nam naprawdę szybko i miło :) Byliśmy w kościele na specjalnej mszy, a po niej ksiądz podbił pieczątki i mogliśmy wrócić do domu :) Pozytywnie zaskoczyliśmy się, że tak szybko i sprawnie zdobyliśmy tą pieczątkę w swoich książeczkach :)

No to już tyle :) Kolejne części możemy wypełnić dopiero przed samym ślubem, bo jest tam miejsce na pieczątkę spowiedzi przedślubnej, spowiedzi przed daniem na zapowiedzi oraz miejsce na przepytanie z wiedzy religijnej i omówienie całej liturgii ślubu :) Myślę, że z tymi polami nie będzie najmniejszego problemu :)

Jeśli macie jakieś pytania lub chcecie podzielić się tym, jak to wygląda u Was - napiszcie w komentarzu :) Jestem ciekawa, czy u Was jest tak samo, czy może trochę inaczej... Pozdrawiam!

poniedziałek, 16 stycznia 2017

Nie daj się określić

Hej! Dzisiaj przychodzę do Was z refleksją na temat naszej tożsamości. Często się mówi nigdy się nie zmieniaj, jesteś super, bądź sobą, nie patrz na innych. Choć wszystko to ładnie brzmi i ma trochę taki miły, ukryty komplement w sobie, to jednak są to dość samolubne i egoistyczne hasła, a co najważniejsze kompletnie głupie. No, przynajmniej moim zdaniem.

Według mnie, to co popycha człowieczeństwo, nasz gatunek do przodu, to właśnie ciągłe zmiany, doskonalenia, dyskusje, badania, czerpanie inspiracji z różnych narodów i kultur. Żeby nie stać w miejscu potrzebujemy świeżego spojrzenia z zewnątrz. Kogoś, kto nam powie, że to co robimy albo to jak coś robimy niekoniecznie jest najszybsze, najzdrowsze, najlepsze. Kogoś, kto pokaże nam inne podejście do pewnych spraw albo w ogóle - do całego życia.

Kiedyś usłyszałam takie zdanie, że tylko krowa nie zmienia zdania. Chyba coś w tym jest... Bo niby dlaczego w wieku kilkunastu czy nawet dwudziestu lat mamy określać się kim jesteśmy, kim chcemy być w przyszłości i broń boże nie wolno nam z tej drogi zejść, bo wtedy społeczeństwo uzna tą naszą inną, nową drogę za porażkę?



Myślę, że najgorzej dać się zaszufladkować. Wysuwamy wnioski, że jesteśmy introwertykami po tym, jak w gimnazjum baliśmy się podnieść ręki do odpowiedzi czy zagadać do fajnego kolegi. Później przyklejamy sobie tą łatkę i nie dajemy sobie szansy na bycie bardziej towarzyskim, otwartym, szalonym, bo pielęgnujemy w sobie coś, co uważamy za tożsame z naszym charakterem. Często ludzie mówią - nigdy tego nie zrobię. Ale jak to mówią - nigdy nie mów nigdy. Jestem pewna, że gdybyśmy pozwolili sobie na wyjście ze swojej strefy komfortu, otworzylibyśmy się na nowe, egzotyczne, nie bali się błędów i porażek. Gdybyśmy np. wpadli w inne towarzystwo, czy pracowali w innym miejscu, to pewne rzeczy stałyby się dla nas zdobyczami codzienności a nie głupimi szaleństwami, na które nigdy byśmy się nie odważyli.



Ja czasem również świadomie, lub mniej świadomie pozwalam, żeby ludzie patrzyli na mnie w jeden sposób - grzeczna córka, zajebista narzeczona, lojalna przyjaciółka, kompan do towarzystwa, miła, otwarta, mądra. Jak to Gombrowicz pisał - wejście w formę. Podporządkowanie się do ogólnie przyjętego schematu, odgrywanie swojej roli w społeczeństwie. A gdyby tak raz zrobić coś kompletnie nieodpowiedniego do tej formy? Hm... Może czasem warto wyjść myślami poza schemat, poza formę i nie dać sobie przykleić jednoznacznej łatki... Jak to Perfect śpiewa - być zagadką, której nikt nie zdąży zgadnąć nim minie czas...

wtorek, 3 stycznia 2017

Fotorelacja | Grudzień 2016

Grudzień to jeden z moich ulubionych miesięcy, oczywiście przede wszystkim ze względu na święta i tą rodzinną atmosferę. W tym roku miałam okazję nacieszyć się tym miesiącem i wszystkimi jego barwami w całości, a nie tylko od połowy ;)

CO SIĘ DZIAŁO

Może zacznę od tego, że każdego dnia miałam coś fajnego do roboty, a to za sprawą kalendarza adwentowego, który sama przygotowałam (patrz -> LINK).
Tym sposobem zmotywowałam się np. do ulepienia bałwana:


Szóstego grudnia byłam natomiast u chrześniaka :) W wielkim czerwonym worze zawiozłam mu trochę zabawek i książek, niestety znów zapomniałam zrobić sobie zdjęcia z Tomeczkiem :) No... może następnym razem nie zapomnę ;)


Oczywiście piekłam też pierniczki, chyba staje się to moją coroczną tradycją ;)


Zaczęliśmy też z Karolem nauki w katolickiej poradni rodzinnej, które są potrzebne do ślubu, ale o tym opowiem szerzej w moim ślubno-weselnym cyklu :)

W grudniu po raz pierwszy w życiu zrobiłam sobie hybrydy u kosmetyczki, efekt bardzo mi się podoba, a ten luksus nie przejmowania się odpryskami, złamanym paznokciem itp. naprawdę bezcenny (no dobra, nie taki bezcenny, 40 zł :D). 


W ogóle same przygotowania do świąt to masa cudownych rzeczy do robienia - pakowanie prezentów, lepienie uszek, nawlekanie cukierków na choinkę, strojenie choinki, dekorowanie pokoju... Uwielbiam świąteczny czas! :)




No a później święta... :) Z tego okresu akurat nie mam wielu zdjęć - po prostu spędziłam ten czas z najbliższymi ciesząc się ich obecnością, rozmawiając, śmiejąc się i zajadając smakołyki ze świątecznego stołu :)




A po świętach spotkałam się z koleżankami z liceum na pizzy, czego niestety nie zarejestrowałam. Mam za to zdjęcie z Asią - jedną z koleżanek, której nie widziałam już chyba ze 2 lata... :)


Sylwester był zorganizowany spontanicznie, w pięć (dosłownie!) godzin. O 13tej zaprosiliśmy znajomych, a już o 18tej byli u nas. Było naprawdę super! Obejrzeliśmy dwie komedie, śpiewaliśmy karaoke, trochę piliśmy, a Nowy Rok przywitaliśmy lampką szampana :) 



KULINARNIE

Kocham wigilijne potrawy, a przynajmniej te, które robi się u mnie w domu. Pierogi z kapustą i grzybami, barszcz z uszkami, smażona ryba, sałatka ze śledziem i burakami... Mniam! Uwielbiam te dania i mogłabym je jeść zdecydowanie częściej niż raz do roku :)


Oprócz tego, chcę się pochwalić, że właściwie od połowy listopada odstawiłam cukier i słodycze - wytrzymałam 42 dni, z czego jestem niesamowicie dumna. Bo ja uwielbiam słodycze!!! :D

Mmm.. Makowce i serniki <3

"Niebieskie migdały" od taty to mój nowy słodyczowy ulubieniec! :D


KSIĄŻKI I FILMY

Niestety, ale i w tym miesiącu nie popisałam się jeśli chodzi o książki. Tylko dwie przeczytane i to znowu nie były książki, które mogłabym polecić dalej. Nie wiem, może dlatego, że ostatnio trafiam na mało zachwycające książki (a może po prostu jestem za bardzo wymagająca?), tak trudno mi się zebrać do czytania.

Ale za to chyba nikogo nie rozczaruję jak powiem, że w grudniu obejrzałam Kevina :) Kocham ten film i co roku musi być obejrzany! Nie ma nawet innej opcji ;)
Poza tym obejrzałam naprawdę dobry film The African Doctor na Netflixie (konto premium jako jeden z prezentów gwiazdkowych)  i gorąco polecam jeśli macie możliwość obejrzenia. Jest to raczej dramat, coś co porusza ważne tematy m.in. dyskryminacji rasowej.
Jeśli natomiast macie ochotę na komedię to włączcie The Do-Over! Przegenialna produkcja, która podbiła tegorocznego Sylwestra. Śmialiśmy się, dosłownie, do łez :)

KOSMETYKI

Ostatnio zastanawiałam się nad tym, czy nie wyodrębnić denka kosmetycznego jako inny, samodzielny post. Wtedy mogłabym się trochę rozpisać i uzasadnić dlaczego np. coś uznałam za beznadziejne. No ale nie wiem... Co o tym myślicie? A tymczasem...


Jak widać na załączonym obrazku - kiepsko. Ani jednego dobrego kosmetyku.

MUZYKA

Jak grudzień to święta, a jak święta to kolędy :) Uwielbiam kolędy i uważam, że nie ma nic lepszego niż wspólne kolędowanie, czy to w gronie rodzinnym, czy to w kościele.
Ale oprócz kolęd, w tym miesiącu towarzyszyła mi muzyka Karoliny Baszak. Mój przystojny święty Mikołaj zna moje preferencje muzyczne i podarował mi płytę Karoliny na gwiazdkę :) Dziękuję! :*

<3
♫ Prawdziwa historia
♫ A niech pada
♫ Bóg się rodzi
♫ Gdy się Chrystus rodzi
♫ Kolęda dla nieobecnych

______________________
No to witam Was w 2017 :) Szczęśliwego Nowego Roku jeszcze raz i mam nadzieję, że i w tym roku będziecie ze mną :)